REKLAMA

SAFE testem odwagi. Polacy postawili Nawrockiego pod ścianą

W całym sporze o SAFE łatwo zgubić rzecz najważniejszą. To nie jest debata w studiu telewizyjnym ani pojedynek na hasła w mediach społecznościowych. To jest konkretna decyzja, którą musi podjąć prezydent Karol Nawrocki. Ma konstytucyjne 21 dni na podpis albo weto. I tylko od niego zależy, czy ustawa wejdzie w życie.

safe-prezydent
REKLAMA

Z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, przeprowadzonego w dniach 13-14 lutego 2026 r., wynika, że blisko 60 proc. badanych chce, by prezydent podpisał ustawę wdrażającą SAFE. Przeciwnego zdania jest 29,8 proc., a 11,9 proc. nie ma zdania. To wyraźna przewaga zwolenników podpisu.

Wśród wyborców opozycji (PiS, Konfederacja, Partia Razem) 59 proc. opowiada się za wetem, ale 33 proc. chce podpisu. Co trzeci wyborca tej strony sceny politycznej nie oczekuje blokady ustawy. W elektoracie koalicji rządzącej 92 proc. popiera podpisanie.

REKLAMA

To nie jest sytuacja, w której prawica mówi jednym głosem. To jest sytuacja, w której nawet w jej elektoracie widać pęknięcie.

O jakich pieniądzach mówimy

SAFE to instrument umożliwiający finansowanie modernizacji sił zbrojnych na poziomie 43 mld euro w formie długoterminowej pożyczki. W debacie krajowej mowa o około 180 mld zł dostępnych „tu i teraz” na zbrojenia. Padają konkretne liczby: 20 mld zł dla Huty Stalowa Wola, 10 mld zł na wsparcie policji, Straży Granicznej, SOP i projektów infrastrukturalnych.

W grę wchodzą także oszczędności w kosztach finansowania liczone w dziesiątkach miliardów złotych w całym horyzoncie spłaty. Alternatywą jest zadłużanie się samodzielnie na rynkach międzynarodowych w USA, Korei Południowej, Wielkiej Brytanii. Przy wyższych kosztach i konieczności prowadzenia odrębnych, czasochłonnych negocjacji.

Jeśli ktoś twierdzi, że Polska może pożyczyć podobne środki szybciej i taniej bez SAFE, powinien pokazać wyliczenia: oprocentowanie, całkowity koszt obsługi długu, harmonogram dostępności środków. Takiej spójnej, policzonej alternatywy w debacie publicznej na razie nie widać.

Strach zamiast liczb

Zamiast tego dominuje narracja o zagrożeniu suwerenności i niemieckiej dominacji. To politycznie nośne. Strach przed Berlinem jest silnym kodem mobilizującym elektorat. Problem polega na tym, że strach nie jest strategią finansowania armii.

Warto przy tym jasno powiedzieć: SAFE to nie KPO. Nie mówimy o kamieniach milowych dotyczących sądownictwa czy ustroju państwa. Mówimy o instrumencie finansowym przeznaczonym na obronność. Można dyskutować o warunkach, mechanizmach kontroli, nadzorze nad wydatkowaniem środków. To są poważne pytania. Ale one wymagają precyzyjnych odpowiedzi, a nie ogólnych haseł o utracie niepodległości.

Więcej w Bizblogu o przemyśle obronnym

Głos Solidarności zdecyduje?

Do tego dochodzi wątek, którego nie wolno pomijać: stanowisko związków zawodowych, w tym NSZZ Solidarność. Środowiska związane z przemysłem obronnym patrzą na SAFE przychylnie, bo widzą w nim realne kontrakty i miejsca pracy. Jeśli zaplecze związkowe, tradycyjnie bliskie prawicy, mówi „tak”, to prezydent nie może udawać, że tego sygnału nie słyszy.

To dodatkowo komplikuje polityczną kalkulację. Bo sprzeciw wobec SAFE oznaczałby nie tylko konfrontację z rządem, ale także z częścią własnego zaplecza społecznego.

Test odpowiedzialności

Karol Nawrocki stoi przed decyzją, która wykracza poza partyjną lojalność. Może zawetować ustawę i wpisać się w twardą narrację sprzeciwu wobec Brukseli. Może też podpisać ją, kierując się arytmetyką: 43 mld euro finansowania, około 180 mld zł dostępnych środków, dziesiątki miliardów zł potencjalnych oszczędności i przyspieszenie modernizacji armii.

W tym sensie walenie w SAFE bez przedstawienia realnej alternatywy zaczyna przypominać czystą polityczną demagogię. Nie dlatego, że krytyka jest zakazana. Dlatego, że krytyka bez liczb, bez kontrpropozycji i bez odpowiedzi na pytanie „za ile w takim razie?” staje się populizmem.

REKLAMA

Ostatecznie to nie opozycja i nie rząd poniosą odpowiedzialność za podpis lub weto. Odpowiedzialność poniesie prezydent. I to jego nazwisko będzie widniało pod decyzją, która przesądzi, czy Polska sięgnie po te środki, czy z nich zrezygnuje.

To jest moment, w którym polityka musi ustąpić miejsca arytmetyce.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-25T09:16:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-24T21:56:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-24T14:47:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-24T12:07:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-24T10:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-24T09:09:30+01:00
Aktualizacja: 2026-02-24T07:45:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-24T05:19:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-24T04:05:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-23T19:59:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA