Rząd chce nas zadłużyć na pokolenia – tak prawica straszy Polaków. Próbuj też w ten sposób tłumaczyć sprzeciw wobec programu SAFE i decyzję prezydenta o zawetowaniu ustawy. Problem w tym, że według agencji Fitch taka decyzja przyniesie odwrotny efekt: zamiast ograniczyć zadłużenie, podniesie jego koszt.

Prezydenckie weto wobec ustawy wdrażającej unijny program SAFE to już nie tylko robienie na złość koalicji rządzącej. W ocenie amerykańskiej agencji ratingowej Fitch, wchodzącej w skład tzw. wielkiej trójki, najważniejszych instytucji wyceniających rzetelność kredytową nie tylko firm, ale też całych krajów, to decyzja, która podniesie koszty polskiego długu i ograniczy zdolność państwa do prowadzenia polityki gospodarczej. I to w momencie, gdy finanse publiczne są już pod wyraźną presją.
Ostrzeżenie nie dotyczy wyłącznie jednego programu. Dotyczy sposobu działania państwa. W najnowszym komentarzu Fitch wskazuje wprost: udział w SAFE oznaczałby dla Polski dostęp do finansowania na korzystniejszych warunkach niż na rynku. Chodzi zarówno o niższy koszt, jak i dłuższe terminy zapadalności długu, co w praktyce daje państwu większą stabilność i przewidywalność w zarządzaniu finansami.
Udział w SAFE może pomóc złagodzić presję obsługi zadłużenia poprzez obniżenie krańcowych kosztów pożyczek i wydłużenie terminów zapadalności – piszą analitycy Fitch.
Weto oznacza, że ta opcja – przynajmniej w pierwotnym kształcie – zostaje ograniczona. A to ma znaczenie w sytuacji, gdy przestrzeń fiskalna już się kurczy.
Fitch szacuje, że potrzeby pożyczkowe Polski sięgają około 14 proc. PKB rocznie, a deficyt w 2026 r. wyniesie 6,7 proc. PKB. Jednocześnie dług publiczny może wzrosnąć do około 70 proc. PKB, a koszty jego obsługi – do 7 proc. dochodów państwa. To poziomy, przy których koszt finansowania przestaje być technicznym detalem, a zaczyna być jednym z kluczowych problemów gospodarki.
Rating „A-” z negatywną perspektywą to nie przypadek
Komentarz Fitch nie pojawia się w próżni. Polska ma obecnie rating „A-” z negatywną perspektywą, a agencja wprost wskazuje, że polityczny spór wokół SAFE pokazuje głębsze problemy.
Politycznie nacechowana debata o SAFE odzwierciedla kluczowe wyzwania, które leżą u podstaw negatywnej perspektywy wobec polskiego ratingu „A-”– czytamy w komentarzu.
To bardzo istotny sygnał. Negatywna perspektywa oznacza, że w ocenie agencji rośnie ryzyko pogorszenia wiarygodności kredytowej państwa w przyszłości. Innymi słowy – że Polska może być postrzegana jako bardziej ryzykowny kredytobiorca.
A to bezpośrednio przekłada się na koszt długu.
Co to oznacza w praktyce? Niestety nic dobrego
Z punktu widzenia budżetu sprawa jest prosta. Jeśli państwo nie korzysta z tańszego finansowania, musi pożyczać drożej. A droższy dług oznacza wyższe odsetki, które z roku na rok zaczynają zajmować coraz większą część wydatków publicznych.
- niższe odsetki
- mniej pieniędzy wydanych na obsługę zadłużenia
- więcej środków na inwestycje i usługi publiczne
A wyższe odsetki oznaczają mniej pieniędzy na wszystko inne. I nie chodzi tu o odległą przyszłość, tylko o decyzje budżetowe podejmowane tu i teraz – o to, ile środków zostaje na inwestycje, usługi publiczne czy bieżące funkcjonowanie państwa.
To nie jest abstrakcyjny mechanizm. To realne przesunięcia w budżecie – koszty, które trzeba gdzieś pokryć.
I tu pojawia się drugi, rzadziej podnoszony wątek. Ustawa wdrażająca SAFE nie dotyczyła wyłącznie zakupu sprzętu wojskowego. Obejmowała także szerzej rozumiane wydatki związane z bezpieczeństwem państwa – w tym infrastrukturę, logistykę i zaplecze systemowe.
- dług publiczny: ok. 70 proc. PKB (prognoza Fitch)
- deficyt: ok. 6,7 proc. PKB w 2026 r.
- koszty obsługi długu: nawet 7 proc. dochodów państwa
- potrzeby pożyczkowe: ok. 14 proc. PKB rocznie
W praktyce oznacza to, że skutki weta mogą wykraczać poza samą armię i przekładać się na cały system bezpieczeństwa państwa, zwiększając presję na finansowanie także w innych obszarach.
Nie tylko weto. Także alternatywa
Na tym jednak sprawa się nie kończy.
Prezydent nie tylko zawetował ustawę. Zaproponował również alternatywę – tzw. „SAFE 0 proc.”, czyli finansowanie wydatków poprzez zarządzanie rezerwami złota NBP. Mamy więc próbę znalezienia rozwiązania, które pozwoli uniknąć kosztów długu.
Więcej w Bizblogu o SAFE
W opinii Fitch taki model wiąże się z szeregiem kolejnych ryzyk. Po pierwsze, jest wrażliwy na zmienność cen złota, które – jak każdy surowiec – podlega cyklom rynkowym. Po drugie, rodzi niepewność co do roli banku centralnego w finansowaniu wydatków państwa, co z punktu widzenia inwestorów jest sygnałem szczególnie problematycznym.
Zamiast z góry znanego kosztu długu pojawia się model, którego koszt zależy od czynników rynkowych i decyzji instytucjonalnych. A to jest dokładnie ten rodzaj niepewności, którego rynki finansowe starają się unikać.
Zamiana przewidywalności na eksperyment
W efekcie Polska staje przed wyborem, który trudno uznać za neutralny. Z jednej strony mamy mechanizm oferujący tańsze i bardziej przewidywalne finansowanie, z drugiej – rozwiązanie oparte na założeniu, że warunki rynkowe i instytucjonalne będą sprzyjające.
W opinii Fitch oznacza to zamianę przewidywalnego, tańszego długu na model obarczony większym ryzykiem i niepewnością. Jak tłumaczą analitycy agencji, jeśli SAFE miał obniżać koszt finansowania państwa, to „SAFE 0 proc.” może zrobić coś dokładnie odwrotnego. Może podnieść wycenę długu przez zwiększenie niepewności wokół polityki finansowej państwa.
Problem większy niż SAFE
Fitch zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny element. Chodzi o konfrontacyjną relację między prezydentem a rządem, która ogranicza zdolność do prowadzenia polityki i reform, zwłaszcza w obszarze konsolidacji fiskalnej. To właśnie ten wątek wykracza poza bieżący spór i pokazuje szerszy problem.
- niższe koszty pożyczek
- dłuższy czas spłaty
- większa przewidywalność
- zależność od cen złota
- niejasna rola NBP
- większa niepewność dla rynków
Nie chodzi tu bowiem już tylko o to, czy Polska skorzysta z programu finansowania. Chodzi o to, czy jest w stanie prowadzić spójną i przewidywalną politykę gospodarczą w sytuacji rosnących wydatków i napięć budżetowych. A to jest zagadnienie, do którego rynki finansowe przywiązują ogromną wagę. I robią to niekiedy bardzo bezwzględnie.
Rachunek przychodzi później
Weto można przedstawić jako decyzję polityczną. Można też opakować alternatywę w atrakcyjne hasła. Ale ekonomia polega w dużej mierze na matematyce.
Rezygnacja z tańszego finansowania i zastąpienie go rozwiązaniem obarczonym większym ryzykiem ma swoją cenę. To cena widoczna w kosztach długu, w budżecie i w możliwościach państwa, które w takich warunkach zaczynają się kurczyć szybciej, niż wynikałoby to tylko z samych liczb.
Fot. Mikołaj Bujak/KPRP



















