Teraz zapłacicie za długi państwa! – straszą nas sankcjami. Oto co nas czeka
W połowie grudnia władzę w Polsce przejmie nowy rząd, który natychmiast stanie przed koniecznością podjęcia szeregu trudnych decyzji, mających jednak wspólny mianownik. We wszystkich przypadkach będzie chodzić w gruncie rzeczy o dylemat: „zaciskać pasa czy nie zaciskać”. Oczywiście chodzi o zaciskanie pasa publicznego, związanego z rozmiarami deficytu. Jednak decyzje dotyczące wydatków i dochodów państwa będą też mieć wymierne przełożenie na nasze finanse domowe. Dlatego to ważne sprawy. W kontekście tych nadchodzących decyzji często pojawia się pojęcie procedury nadmiernego deficytu.
500 plus zamieni się teraz w 800 minus. Już wyjaśniam, jak do tego dojdzie
Nigdy nie byłem przeciwnikiem 500+ i nie zaliczałem się do grona osób wieszczących katastrofę gospodarczą w Polsce z powodu uruchomienia tego programu. Okrzyki, że zmierzamy w stronę „drugiej Grecji” do dzisiaj raczej mnie bawią, niż straszą, bo to akurat nieprawda. Przy całej mojej niechęci wobec polityki prowadzonej przez PiS zawsze uważałem, że akurat świadczenie 500+ było pomysłem całkiem ciekawym, odważnym i jak się potem okazało dającym gospodarce więcej dobrego niż złego.
Wraca procedura nadmiernego deficytu. Polska wśród kandydatów do przyszpilenia
Dawno, dawno temu obowiązywały w Unii Europejskiej reguły fiskalne. Były całkiem surowe, chociaż jednocześnie nie zawsze i nie wobec wszystkich je egzekwowano. Gdyby na przykład twardo trzymać się tej mówiącej o tym, że dług publiczny nie może przekraczać 60 proc. PKB, wtedy ukarać za złamanie reguły należałoby ponad połowę członków Unii, a wobec sporej części z nich te kary trzeba by powtarzać co roku od wielu lat. System nie funkcjonował, tak jak to zapisano na papierze, ale jednak na tyle dobitnie, że ogromna większość krajów starało się tym regułom sprostać.
Świat rzucił się na polskie obligacje, padł absolutny rekord. Skąd ta nagła miłość do naszego długu?
Polski rząd w tym tygodniu sprzedał inwestorom obligacje za 3,5 mld euro. To spora emisja długu, bo warta po przeliczeniu prawie 17 mld zł. Zwykle na normalnych, krajowych przetargach jednorazowo rząd sprzedaje bankom dług za mniej więcej 5-8 mld zł. Jednak jeszcze bardziej interesująca jest kolejna liczba. Otóż inwestorzy, głównie zagraniczni, zgłosili się na przetarg z gotowością do zakupu polskiego długu za łącznie 12 mld euro, czyli za blisko 60 mld zł. Jednego popołudnia rząd był w stanie zdobyć pieniądze, które wystarczyłyby na pokrycie zdecydowanej większości ubiegłorocznego deficytu.
Widzieliście, jak zjechał polski dług publiczny? Kapcie wam spadną, bo nie tego się spodziewaliście po PiS
Dług publiczny w Polsce spadł w trzecim kwartale w relacji do PKB. Nominalnie wprawdzie zwiększył się w ciągu trzech miesięcy od lipca do września o 25,8 mld zł, ale nasz produkt krajowy brutto, czyli to wszystko, co nasza gospodarka wytworzyła, zwiększył się w tym czasie o 115,2 mld zł, czyli ponad czterokrotnie więcej. Stąd relacja długu do PKB się zmniejszyła. Dokładnie z 51,5 proc. do 50,3 proc. Na pewno nie ma w tym nic złego, ale też nie jest to jakaś niesamowicie pozytywna informacja. Zaliczam ją raczej do ciekawostek o bardzo umiarkowanym znaczeniu.