Szanghaj to jedno najważniejszych miast w Chinach - centrum finansowe i przemysłowe, a także kluczowy port. Mieszka w nim 25 mln ludzi, którzy od kilku dni zmagają się z lockdownem, który ma powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa.

Chińczycy wciąż pozostają wierni strategii „Covid Zero”, która zakłada kompletne wyplenienie koronawirusa. Przez długi czas Chiny trzymały sytuację pandemiczną w ryzach. Choć jeszcze w lutym 2020 roku liczba nowych przypadków sięgała kilku tysięcy, to od marca 2020 roku aż do ostatnich tygodni trzymała się przeważnie dwucyfrowych wyników. Niestety władzom największego miasta w kraju nie udało się stłumić najnowszej fali.

Kilka tysięcy nowych zachorowań doprowadziło do lockdownu
Na początku tygodnia w Szanghaju stwierdzono 3,5 tys. nowych przypadków. Na Zachodzie takie liczby nie robią na nikim wrażenia, ale w Chinach politycy zaczęli bić na alarm. Liczba pacjentów zaczęła bowiem szybko wzrastać - Szanghaj zamyka tydzień z liczbą 6,3 tys. przypadków, co stanowi 2/3 zachorowań w całym kraju.
Inaczej, niż w Polsce Chińczycy bardzo poważnie traktują nawet asymptomatyczne przypadki, stanowiące większość zachorowań. Odizolowuje się je od reszty populacji, a nawet rozdziela dzieci od rodziców. Reuters opisuje przypadki, w których już 3-miesięczne niemowlaki trafiały pod opiekę państwa, gdy ich rodzice przenosili się do rządowych centrów. Jedno z nich uruchomiono m.in. w szanghajskim Expo, gdzie przebywa ponad 1,5 tys. chorych.
Lekarze poinstruowali nas, że szanghajskie reguły zakładają, że nieletni trafiają do dedykowanych centrów, podczas gdy dorośli muszą przebywać w ośrodkach kwarantanny - bez swoich dzieci. Nie wiem jednak co dzieje się z moją córką. Nie dostałam żadnych zdjęć - Reuters cytuje mieszkankę Szanghaju Zhao.
Rodzice mają oczekiwać kontaktu z opiekunami przez WeChat, ale - jak widać - nie zawsze działa to perfekcyjnie. Weibo (chiński odpowiednik Twittera) zalały posty pełne narzekań na drakońskie regulacje.
Diametralnej zmianie uległa również sytuacja zdrowych. Od kilku dni zamknięta jest wschodnia dzielnica Szanghaju – Pudong z lotniskiem i centrum finansowym. Miała zostać otwarta w piątek, ale lockdown wciąż nie został zniesiony, co wywołało falę krytyki pod adresem polityków, wysyłających sprzeczne sygnały. Wzmocniło ją zamknięcie zachodniej części miasta – Puxi.
Szanghaj stoi
Wszystkie firmy, które nie są wymagane dla codziennego funkcjonowania, musiały zaprzestać działalności. Dotyczy to nie tylko małych biznesów, ale również ogromnych fabryk. Swoje linie produkcyjne wstrzymały więc m.in. Tesla czy GM, co może odbić się na rynku motoryzacyjnym. Zawieszono transport publiczny, zamknięto mosty i tunele, a także ograniczono wykorzystanie autostrad (osoby wyjeżdżające z miasta muszą przedstawić negatywny wynik testu). Mieszkańcy mają bezwzględnie pozostawać w domach.
Władze obawiają się rozlania pandemii na inne chińskie miasta. Trzykrotnie mniejszy Hongkong poprosił mieszkańców o praktykowanie samoizolacji i codziennej weryfikacji zakażenia szybkimi testami. Nieco lepiej jest w granicznym Shenzhen, gdzie sytuacja wraca do normalności po podobnej blokadzie.
Trzymanie się polityki zera zachorowań odbije się na wzroście gospodarczym. Morgan Stanley przewidywał wcześniej, że wyniesie on 0,6 proc. za pierwszy kwartał. Najnowsza prognoza została jednak obniżona do... zera.