Z garaży na salony. Kryptowaluty może mieć już co piąty dorosły Polak. I nie są to wcale młodzi ryzykanci, ale realna siła, z którą nawet rząd musi się liczyć.

Badanie UCE Research i Ari10 mówią o 18-19 proc. dorosłych z ekspozycją na krypto, a inne szacunki podbijają ten odsetek do jednej trzeciej społeczeństwa. To już nie jest grupa do zbycia protekcjonalnym zdaniem, że „handel kryptowalutami jest sprzeczny z dobrymi obyczajami”.
Najsilniejsza obecność jest w grupie 25-34 lata, przy dochodach 7–9 tys. zł netto i w największych miastach. To ludzie, którzy zwyczajnie składają portfel inwestycyjny. Wyniki badania Business Growth Review na zlecenie zondcrypto pokazują, że aż 81 proc. wskazuje dywersyfikację jako główny powód wejścia w krypto. Chłodna kalkulacja wygrywa z rewolucyjnym zrywem.
mObywatel kontra moralność
Wyniki badania przynoszą też jasny sygnał: 56 proc. Polaków popiera integrację giełd krypto z aplikacją mObywatel. To proste ułatwienie KYC/AML, które zwiększa bezpieczeństwo. Mimo to Ministerstwo Cyfryzacji odmówiło, tłumacząc, że kryptowaluty są „sprzeczne z dobrymi obyczajami”.
Widać to w liczbach: 60 proc. ankietowanych zdecydowanie odrzuca argument o „niemoralności”, a kolejne 21 proc. raczej się z nim nie zgadza.

Oczekiwania wobec państwa
Na dziesięciostopniowej skali poparcia dla wspierania firm blockchain i krypto aż 91 proc. badanych wybiera wartości 6-10. Środek ciężkości to 7, czyli nie ślepy entuzjazm, ale pragmatyczne oczekiwanie sensownych ułatwień: licencjonowania, jasnych reguł, integracji z cyfrową tożsamością czy piaskownic regulacyjnych.
Zaufanie: NBP wygrywa, rząd przegrywa
Wymowne są oceny instytucji. Najwyżej uplasował się Narodowy Bank Polski – średnio 4 w pięciostopniowej skali. Banki komercyjne i polskie giełdy krypto dostały „trójki”. Ministerstwo Finansów i zagraniczne platformy – tylko „dwójki”.
Wygląda na to, że NBP jest dla inwestorów kotwicą: trwałą i przewidywalną. Nie epatuje moralnymi tyradami, nie próbuje zastępować regulacji obyczajami.
Czytaj więcej w Bizblogu o NBP
Ignorancja i arogancja to ślepa uliczka
Wszystkie te dane prowadzą do prostego wniosku: krypto w Polsce aspirują do miana normalnej klasy aktywów. Obywatele mówią „tak”, badania to dokumentują, a rząd odpowiada „nie, bo obyczaje”. Najpierw była ignorancja – „to nisza, samo minie”. Potem arogancja – „to niemoralne, nie będziemy wspierać”.

Ta mieszanka zawsze kończy się tak samo: podcina zaufanie i wypycha ludzi do rozwiązań poza jurysdykcją. A przecież można też zaakceptować fakt, że rynek dojrzał, stworzyć sensowne procedury i przestać mylić politykę publiczną z kazalnicą. Ignorancja i arogancja to fatalne połączenie. Zwłaszcza dla polityków.