Dlaczego narty za granicą są tańsze niż w polskich górach? Bo w Polsce Polacy chcą próbować lokalnych specjałów podczas ferii, więc stołują się w świetnych restauracjach, a za granicą to po co próbować? - twierdzi polska branża turystyczna. Robią z nas idiotów aż miło.

No nie wytrzymałam, więc muszę powiedzieć „sprawdzam”. Czego nie wytrzymałam? Tego, jak kilka dni temu w wywiadzie radia TOK FM prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej Grzegorz Biedroń wmawiał słuchaczom bzdury, robiąc z nich idiotów. No dosłownie słuchać się tego nie dało.
To wina jedzenia i mediów
Dlaczego narty w Alpach, na przykład austriackich są tańsze niż w Polsce? - pyta dziennikarz. A bo jak ktoś jedzie za granicę, to nie ma potrzeby jeść w restauracjach i gotuje sobie sam, często z przywiezionych z Polski produktów. A w Polsce to kuchnia pyszna, że ho ho, więc ludzie przyjeżdżając z innych regionów kraju, chcą próbować lokalnego jedzenia - tak prezes MOT odpowiada. Oczywiście zupełnie nie na temat.
A w ogóle to jego zdaniem media nakręcają opowieści o paragonach grozy, tymczasem pokazywane są po prostu paragony z bardzo dobrych restauracji, bo my w Polsce mamy takie dobre restauracje - mówił z dumą.
Czyli że to niby wszystko wina jedzenia, a więc zwyczajów jedzeniowych Polaków. I mediów. A koszty noclegu? Karnetów narciarskich? O tym oczywiście ani słowa.
Postanowiłam więc odwalić robotę za pana prezesa i jednak odpowiedzieć na pytanie, czy narty za granicą rzeczywiście są/mogą być tańsze niż w Polsce.
Więcej wiadomości na temat podróży można przeczytać poniżej:
Narty 2026 - ceny hoteli w Polsce i za granicą
Sprawdźmy najpierw noclegi, a żeby rzeczywiście nie porównywać jabłek z gruszkami, przyjmijmy, że sprawdzamy ceny hoteli trzygwiazdkowych, odrzucając kwatery prywatne. Tu szeroką analizę zrobił Rankomat, więc się nią posłużę.
Otóż nocleg na tydzień dla trzyosobowej rodziny z 10-letnim dzieckiem w opcji ze śniadaniem to koszt:
- 5000 zł w Szczyrku;
- 4995 zł w Białce Tatrzańskiej;
- 3156 zł w Zakopanem;
- 2533 zł w Karpaczu.
A za granicą?
- w Val Thorens we francuskich Alpach 5354 zł, czyli 7 proc. drożej niż w Szczyrku;
- w Szpindlerowym Młynie w Czechach 3022 zł, czyli o 40 proc. taniej niż w Szczyrku;
- w Livignio we Włoszech - 7002 zł, czyli o 40 proc. drożej niż w Szczyrku;
- w Madonna di Campiglio we Włoszech - 7847 zł, czyli o 57 proc. drożej niż w Szczyrku.
Dlaczego wszystko porównuję akurat do Szczyrku? Bo to największy ośrodek narciarki w Polsce, oferujący najwięcej tras. Kto jest niewtajemniczony, wyjaśnię, że Szczyrk odżył narciarsko, od kiedy zainwestowali tam Słowacy, tworząc Szczyrk Mountain Resort liczący 24 km tras.
A Szpindlerowy Młyn w Czechach, gdzie baza noclegowa jest o 40 proc. tańsza? Dodam, że to nie jest zadupie, ale najpopularniejszy ośrodek narciarski w czeskich Karkonoszach. Długość tras to 27 km, więc też bez szału i tylko minimalnie więcej niż w Szczyrku.
Ceny karnetów narciarskich - 70 proc. drożej za 2500 proc. więcej
A więc narciarsko Szpindlerowy Młyn jest podobnie atrakcyjny jak Szczyrk, a hotelowo znacznie tańszy. Co jednak z cenami karnetów? Cena 6-dniowego karnetu w Szpindlerowym Młynie to 8000 koron czeskich, czyli obecnie jakieś 1392 zł.
W Szczyrku? 1043 zł, a więc ok. 350 zł taniej. Ostatecznie, jak weźmiecie pod uwagę różnicę w koszcie hotelu, to jednak wyjazd do Czech wychodzi taniej. Różnica w dojeździe z Warszawy to niecałe 150 km.
Livignio czy Madonna di Campiglio zostawiam, bo różnice w cenach hoteli są duże. Ale warto jeszcze porównać francuskie Val Thorens, bo hotele są tam tylko symbolicznie droższe niż w Szczyrku według zestawienia Rankomat.
Val Thorens jest najwyżej położonym ośrodkiem w Europie i częścią ogromnego ośrodka narciarskiego Trzy Doliny, który liczy łącznie około 600 km tras narciarskich (334 trasy). To oczywiście kilka ośrodków w jednym, ale połączonych ze sobą tak, że można się wszędzie przedostać na nartach. Sam ośrodek Val Thorens to 68 tras narciarskich o długości 150 km.
Cena karnetu narciarskiego tego podstawowego, czyli na owe 150 km tras, to 355 euro, czyli ok. 1500 zł. A karnet rozszerzony, na cały obszar Trzech Dolin, a więc 600 km tras - 409 euro, czyli ok. 1730 zł.
A więc karnety są o 50-70 proc. droższe niż w Szczyrku, ale za to trasy są 625-2500 proc. dłuższe!
Na narty w kwietniu
Wszystkie te koszty dotyczyły karnetów i noclegów kupowanych „na już”, bez wyprzedzenia i na początek drugiej połowy stycznia, a więc w wysokim sezonie. I to tylko przykłady. Oraz o ile ceny karnetów są sztywne, o tyle ceny hoteli podane są jako średnie, więc oczywiście można znaleźć coś i taniej, i drożej.
A na koniec jeszcze jeden protip - kto chce jechać w Alpy, ale budżetowo, czeka na sezon niski, który zwykle rozpoczyna się w połowie marca. Ceny karnetów i hoteli są wtedy znacznie niższe.
Czy w Szczyrku, którego się tak uczepiłam, nie? Owszem! Sześciodniowy karnet w Szczyrk Mountain Resort kosztuje wtedy połowę mniej - 513 zł. Tylko weź tu spróbuj jeździć na nartach w Polsce w drugiej połowie marca. Tymczasem na trasach w Alpach położonych znacznie wyżej, to zupełnie normalne. Nawet w kwietniu jeszcze można.
A narciarze wcale nie wybierają, czy pojechać w styczniu do Szczyrku czy w styczniu do Francji. To równie dobrze może być alternatywa: styczeń/luty narty w Polsce, w wysokim sezonie, albo marzec/kwiecień w sezonie niskim w Alpach. I wtedy może się okazać, że Alpy naprawdę są tańszym wyborem nawet bez przywożenia tam pasztetu z Polski.







































