Irlandia wciąż wymiata. W Europie nie ma na nią mocnych
Przez lata była ziemią obiecaną dla tysięcy Polaków. Upodobaliśmy ją sobie do tego stopnia, że tworzymy w niej największą mniejszość narodową. Jak dziś radzi sobie „Celtycki Tygrys” i czy jest dla Polaków tak samo atrakcyjny jak 20 lat temu?

17 marca Irlandczycy świętują imieniny swojego patrona – świętego Patryka, który w V wieku miał sprowadzić do ich ojczyzny nową religię. Kilkanaście stuleci po pojawieniu się na Zielonej Wyspie chrześcijaństwa, na początku lat 90. XX w., Irlandia była jednym z najuboższych krajów Zachodniej Europy. W połowie dekady Irlandczycy dokonali jednak czegoś, co do dziś przedstawiane jest jako jeden z cudów gospodarczych minionych dziesięcioleci.
Tygrysi skok
Irlandia zerwała z dotychczasową polityką; wprowadziła bardzo konkurencyjne podatki (szczególnie dla kapitału korporacyjnego), które zadziałały na inwestorów jak (bardzo mocny) magnes. Pojawiły się więc inwestycje, także w nowe technologie, a gospodarka wykonała niewyobrażalny wręcz skok i szybko stała się jedną z mocniejszych w tej części świata, który zaczął nazywać Irlandię „Celtyckim Tygrysem”.
Błyskawiczne tempo, w jakim się rozwijała, szybko zwróciło uwagę Polaków, którzy szukali lepszych niż w ojczyźnie perspektyw (a mówiąc wprost: wyższych zarobków). Irlandia spodobała się nam tak bardzo, że w ciągu kilku lat populacja Polaków wzrosła tam kilkudziesięciokrotnie (co byłoby niemożliwe, gdyby nie wejście Polski do UE w 2004 r.) – z 2 167 odnotowanych w spisie powszechnym z 2002 r., do 63 276 cztery lata później. W kolejnych latach Polaków w Irlandii nadal szybko przybywało – w 2016 r. było ich już, według danych irlandzkiego urzędu statystycznego (Central Statistics Office, CSO), 122 515.
Dziękujemy, Polacy
– Przez ostatnie 20 lat mieliśmy setki tysięcy Polaków mieszkających i pracujących w Irlandii. Jesteśmy bardzo, bardzo wdzięczni za to, co zrobili dla naszego kraju – mówił w połowie 2024 r. Dara Calleary, ówczesny minister ds. promocji handlu, cyfryzacji i regulacji przedsiębiorstw (a obecnie minister ds. zabezpieczenia społecznego) Irlandii.
I wskazał główne obszary, w których pracują Polacy: branża nowych technologii, usługi cyfrowe oraz w wysoce zaawansowane technologicznie budownictwo.
– Od 2004 r. zdobyliśmy wiele doświadczenia w naszych polsko-irlandzkich relacjach. Polacy naprawdę zadomowili się we wszystkich sektorach nie tylko gospodarki, ale również w irlandzkim społeczeństwie i mają swój wkład w każdą część naszego życia – mówił irlandzki minister.
I choć w ostatnich latach liczba Polaków żyjących w jego ojczyźnie nieco spadła, wciąż są tam największą mniejszością narodową – ok. 25 na 1000 mieszkańców Irlandii to Polacy.
Nie powinno to dziwić, zważywszy na to, jak radzi sobie gospodarka tego liczącego ponad pięć milionów mieszkańców kraju: powiedzieć, że „dobrze”, to w tym przypadku spory eufemizm.
Irlandia deklasuje europejskich rywali
Opublikowane na początku marca 2026 r. dane Eurostatu nie pozostawiają złudzeń: Irlandia, o której w Polskich mediach zbyt często się nie mówi, bynajmniej nie zwalnia tempa. W 2025 r. jej gospodarka rozgromiła europejskich rywali: urosła o 12,3 proc. (!). Dystans to drugiej w zestawieniu Malty okazał się ogromny (jej PKB zwiększył się w tym czasie o 4 proc.). Polska, z dynamiką 3,6 proc., uplasowała się w takim ujęciu na czwartej pozycji w UE (trzecią, ze wzrostem PKB o 3,8 proc., zajął Cypr).
Więcej w Bizblogu o gospodarce
Szczegółowe dane irlandzkich statystyków z CSO nie pozostawiają wątpliwości, czy obrana przez ich rząd ponad 30 lat temu droga (otwarcie na inwestorów zagranicznych i przeniesienie gospodarki na innowacyjne tory) się sprawdza: lwią część bezkonkurencyjnego na tle UE wzrostu gospodarczego Irlandia zawdzięcza bowiem właśnie zagranicy.
„Sektory zdominowane przez korporacje międzynarodowe odnotowały w 2025 r. wzrost o 25,1 proc. podczas gdy sektory krajowe – o 0,9 proc.” – informuje CSO.
– W 2025 r. zglobalizowany sektor przemysłu wzrósł o 29,1 proc., podczas gdy sektor informacji i komunikacji – o 11,5 proc. – uściśla Chris Sibley, wicedyrektor generalny ds. rachunków narodowych i statystyki CSO.
Siłę umiędzynarodowionego przemysłu Irlandii widać też w wynikach eksportu towarów – zwiększył się w ubiegłym roku o prawie jedną czwartą (23,5 proc.).
Irlandia jest w europejskiej czołówce także pod względem wielkości PKB w przeliczeniu na mieszkańca. Według Eurostatu w 2024 r. najlepiej w UE spisał się w takim ujęciu Luksemburg (co wynika w dużej mierze z faktu, że wielu zagranicznych rezydentów jest w tym kraju zatrudnionych – i tym samym tworzy tamtejszy PKB – ale w nim nie mieszka, więc ich wydatki rejestrowane są w rachunkach narodowych innych państw), jednak Irlandia była tuż za nim.
„W 2024 r. Luksemburg i Irlandia odnotowały najwyższe poziomy PKB na mieszkańca w UE, odpowiednio o 145 proc. i 121 proc. powyżej średniej UE” – informują statystycy Eurostatu.
I tłumaczą imponujący wynik Irlandii obecnością dużych międzynarodowych firm, posiadających prawa własności intelektualnej.
„Produkcja kontraktowa związana z tymi aktywami przyczynia się do wzrostu PKB, podczas gdy znaczna część dochodów z niej uzyskanych trafia z powrotem do właścicieli tych przedsiębiorstw za granicą”.
Tymczasem w Polsce poziom PKB na mieszkańca jest znacznie niższy – nie tylko od notowanego w Irlandii, lecz także od średniej unijnej, do której w 2024 r. zabrakło nam 22 proc.
Wynagrodzenia i koszty życia w Irlandii
Jednak powyższe dane wciąż niewiele mówią o różnicach między Polską a Irlandią – szczególnie w odniesieniu do tego, na co przeciętnych mieszkańców obu państw stać. Tymczasem ceny w Irlandii należą do jednych z najwyższych w UE – w 2024 r. towary i usługi były tam droższe niż przeciętnie we Wspólnocie o 38 proc. (droższa była tylko Dania), choć diabeł tkwi w szczegółach: np. za papierosy i alkohol trzeba było w Irlandii płacić ponad dwa razy tyle, co średnio w UE, a za ubrania – mniej niż przeciętnie w Europie. I mniej niż w Polsce.

Stało się tak, mimo iż ceny konsumpcyjne w Polsce były w 2024 r. od średniej unijnej o 28 proc. niższe. Ale i u nas widać duże zróżnicowanie: np. wspomniane ubrania, podobnie jak buty, były droższe niż przeciętnie w UE. Znacznie (o 44 proc.) tańsze były natomiast w Polsce usługi związane z komunikacją.
Irlandię i Polskę dzielą też oczywiście zarobki. I ta różnica, jeśli weźmiemy pod uwagę wartości nominalne, jest gigantyczna. Według oficjalnych statystyk w Irlandii tygodniowe wynagrodzenie przekroczyło 1000 euro brutto już na początku 2025 r. (to ok. 4,2 tys. euro miesięcznie, czyli – uwzględniając obecne kursy – ok. 18 tys. zł). W polskiej gospodarce w 2025 r. zarabiało się miesięcznie przeciętnie 8,9 tys. zł (również brutto). Nominalnie więc Zielona Wyspa daje zarobić ponad dwa razy tyle, co Polska.
Drogo jak w Dublinie
Na szczęście życie jest u nas znacznie tańsze. Po uwzględnieniu ekstremalnie wysokich kosztów najmu (Dublin jest jednym z najdroższych miast w Europie) oraz drogich usług, standard życia przeciętnego pracownika w Irlandii okazuje się o tylko kilkanaście do 20 proc. wyższy niż u nas. Mówią o tym oficjalne zestawienia uwzględniające siłę nabywczą (PPS).
Poza oficjalnymi raportami urzędów statystycznych są też inne dane, pokazujące różnice między standardem życia w Polsce i Irlandii – pochodzą od ludzi, którzy w obu krajach żyją. Jednym z serwisów, które je udostępnia, jest Numbeo. Ma dwie ogromne zalety: jest aktualny (nie trzeba czekać na oficjalne dane, żeby dowiedzieć się o np. skokowym wzroście cen mleka w Dublinie) i bardzo
szczegółowy.
- 🍀 Wynajem mieszkania: +112,1 proc.
- 🍀 Koszt życia (z czynszem): +65,2 proc.
- 🍀 Ceny w restauracjach: +64,9 proc.
- 🍀 Artykuły spożywcze: +54,8 proc.
- 🍀 Koszt życia (bez czynszu): +44,5 proc.
- 🍀 Siła nabywcza mieszkańców: +17,8%
Według Numbeo największe różnice między Warszawą a Dublinem dotyczą kosztów wynajmu mieszkania. Stolica Irlandii jest o 112 proc. droższa. O prawie dwie trzecie więcej trzeba tam płacić za wizytę w restauracji. Komunikacja w Dublinie jest kilkakrotnie droższa niż w Warszawie, a ceny artykułów spożywczych – o ponad połowę (ziemniaki są o nawet dwie trzecie droższe). Za paczkę papierosów trzeba zapłacić mniej więcej tyle, co w Polsce – tyle że w euro.
Jednak jeśli ktoś pracuje w Irlandii, stać go na więcej niż zatrudnionego w Polsce. Według danych Numbeo siła nabywcza przeciętnej pensji w Dublinie jest o niespełna 18 proc. większa niż w Warszawie.



















