Co w jednym kraju jest oczywiste, w drugim jest problemem dla fiskusa. Przez kilkanaście lat pracowała i oszczędzała w Irlandii, korzystając z tamtejszego systemu emerytalnego. Po powrocie do Polski wypłaciła część zgromadzonych środków. Dokładnie tak, jak pozwalały na to irlandzkie przepisy. Co w jednym kraju jest oczywiste, w drugim przestaje być zrozumiałe dla fiskusa.

Ta historia zaczyna się jak tysiące innych opowieści o emigracji zarobkowej. Wyjazd, praca, lata stabilnego życia za granicą i odkładanie pieniędzy na przyszłość. W Irlandii podatniczka korzystała z Personal Retirement Savings Account – dobrowolnego konta emerytalnego, stworzonego właśnie dla osób, które chcą samodzielnie budować zabezpieczenie na starość. Składki pochodziły z jej własnych środków, a zgromadzony kapitał był inwestowany w wybrane fundusze.
Po osiągnięciu określonego wieku mogła jednorazowo wypłacić 25 proc. zgromadzonych oszczędności. Irlandzkie prawo jasno przewiduje, że taka wypłata jest wolna od podatku. Nie było w tym nic nadzwyczajnego – to element konstrukcji tego systemu, znany od momentu zawarcia umowy.
Problem pojawił się dopiero po powrocie do Polski.
Dwa państwa, dwie logiki
Po zmianie rezydencji podatkowej wypłacone środki trzeba było rozliczyć w Polsce. Podatniczka zrobiła to otwarcie – wykazała kwotę w deklaracji PIT, a następnie wystąpiła o interpretację indywidualną, chcąc upewnić się, czy dobrze rozumie polskie przepisy.
Czytaj więcej w Bizblogu o podatkach
Odpowiedź fiskusa była jednoznaczna: stanowisko podatniczki jest nieprawidłowe.
Nie dlatego, że pieniądze były nieujawnione. Nie dlatego, że pochodziły z podejrzanego źródła. Problem leży gdzie indziej – polskie prawo podatkowe nie traktuje irlandzkiego PRSA jak systemu emerytalnego w rozumieniu krajowych przepisów. To nie jest ZUS, nie jest IKE ani IKZE, nie jest też pracowniczym programem emerytalnym. A skoro coś nie mieści się w znanej kategorii, nie korzysta z przewidzianych dla niej preferencji.
Z punktu widzenia podatniczki to wciąż te same pieniądze – efekt pracy i wieloletniego oszczędzania. Z punktu widzenia fiskusa to już „inne” świadczenie, które należy opodatkować według polskich zasad.
„Wracajcie”, ale z bagażem ryzyka
Cała sprawa odsłania jeszcze jeden, szerszy problem. Polska od kilku lat próbuje zachęcać emigrantów do powrotu. Jednym z narzędzi jest tzw. ulga na powrót, która ma dawać podatkową zachętę osobom przenoszącym rezydencję po wielu latach życia za granicą.
Tyle że ulga ta nie rozwiązuje najtrudniejszego pytania – co zrobić z konsekwencjami tej emigracji. Z oszczędnościami emerytalnymi, programami inwestycyjnymi czy zagranicznymi rozwiązaniami, które były w pełni legalne w kraju pracy, ale nie mają odpowiedników w polskim systemie.
W efekcie osoby wracające do kraju mogą odkryć, że razem z nimi do Polski „przyjeżdża” niepewność podatkowa. Nie sankcje karne, nie zarzut oszustwa, lecz ryzyko dopłaty podatku, którego nikt wcześniej nie potrafił jasno przewidzieć.
To nie historia o karze, tylko o luce
W tej sprawie nie ma mowy o podatku od nieujawnionych źródeł ani o odpowiedzialności karnej skarbowej. Podatniczka działała jawnie, dokumentowała źródło pieniędzy i próbowała ustalić swoje obowiązki. Spór dotyczy wyłącznie tego, jak zakwalifikować dochód w systemie, który nie był projektowany z myślą o mobilnych biografiach.
To właśnie tu dochodzi do zderzenia. Życie coraz częściej toczy się ponad granicami, a prawo podatkowe nadal porusza się w granicach jednego państwa. I dopóki te dwa światy nie zostaną lepiej zsynchronizowane, podobnych historii będzie tylko więcej.
Sygnatura: 0113-KDIPT2-3.4011.816.2025.2.AK







































