UOKiK uderza w deweloperów. Posypią się kary za cwaniactwo
UOKiK stawia zarzuty trzem deweloperom wywieranie presji na klientów, którzy kupili mieszkania. Firmy miały straszyć problemami z inwestycją lub sądem, by skłonić ludzi do dopłat albo rezygnacji z kar za opóźnienia. Sprawa może skończyć się wielomilionowymi karami dla tych deweloperów.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił zarzuty trzem deweloperom podejrzewanym o stosowanie agresywnych praktyk wobec klientów kupujących mieszkania. Chodzi o osoby, które wcześniej podpisały umowy deweloperskie i wpłaciły bardzo duże kwoty, często sięgające kilkuset tysięcy złotych.
Presja psychiczna na klientach
Według urzędu firmy miały wywierać silną presję psychiczną na klientów, aby skłonić ich do zaakceptowania gorszych warunków niż te zapisane w pierwotnych umowach. UOKiK podkreśla, że tego typu działania są zakazane jako agresywne praktyki rynkowe, ponieważ mogą ograniczać swobodę decyzji konsumenta i prowadzić do podejmowania wyborów pod wpływem strachu.
W postępowaniach sprawdzimy, czy deweloperzy stosowali wobec swoich klientów zakazane agresywne praktyki rynkowe. Istotą tych praktyk jest wywieranie niedozwolonego nacisku, który w znaczny sposób ogranicza lub może ograniczyć swobodę podejmowania decyzji przez konsumentów – mówi prezes UOKiK-u Tomasz Chróstny.
Zarzuty postawiono spółkom Idea-Inwest oraz M2R, które realizują inwestycje mieszkaniowe odpowiednio w Szczecinie i Pabianicach. Według ustaleń urzędu deweloperzy wysyłali do klientów pisma, w których informowali, że aby przenieść własność mieszkania, konieczne będzie podpisanie aneksu i dopłata do wcześniej ustalonej ceny lokalu.
W pismach pojawiały się sugestie, że brak zgody na podwyżkę może skończyć się sporem sądowym lub doprowadzić do poważnych problemów finansowych inwestycji. Według UOKiK-u taki przekaz mógł wywoływać u kupujących obawę, że mimo wpłacenia setek tysięcy złotych nie otrzymają mieszkania lub narazili projekt na poważne kłopoty.
Więcej na temat nieruchomości można przeczytać poniżej:
Zdaniem UOKiK-u tego typu komunikaty mogły wywoływać u klientów silny strach. Kupujący mogli obawiać się utraty pieniędzy, mieszkania albo całkowitego załamania inwestycji. W takiej sytuacji część osób mogła decydować się na podpisanie aneksów i dopłatę wyższej ceny nie dlatego, że uznawała to za uczciwe, lecz z obawy przed najgorszym scenariuszem.
Kara dla patodewelopera
Trzecia sprawa dotyczy spółki Jelbud – Charłampowicz, Kusz realizującej inwestycję w Karpaczu. W tym przypadku mechanizm nacisku miał wyglądać nieco inaczej. Deweloper proponował klientom ugodę, w której kupujący mieli zrezygnować z dochodzenia kar umownych za opóźnienie w przeniesieniu własności mieszkań, sięgające nawet dwóch lat.
W zamian spółka deklarowała, że dopiero po podpisaniu takiej ugody przeniesie własność lokalu. W pismach wskazywano również na bardzo trudną sytuację finansową firmy i sugerowano, że dochodzenie kar może doprowadzić do niewypłacalności przedsiębiorstwa, a nawet restrukturyzacji lub upadłości całej inwestycji.
Zakup mieszkania to duża i wartościowa inwestycja, często finansowana z kredytu, dlatego wizja złej kondycji finansowej deweloperów czy nieukończenia inwestycji, przedstawiana przez nich w pismach, mogła zaniepokoić nabywców. Wielu z nich mogło zaakceptować nowe warunki umów wyłącznie z obawy przed nieuzyskaniem własności mieszkania i podpisać aneksy podwyższające uzgodnioną cenę czy zgodzić się na rezygnację z dochodzenia roszczeń wobec dewelopera – mówi szef UOKiK-u.
UOKiK podkreśla, że takie działania mogą stanowić niedozwolony nacisk emocjonalny. Obecnie prowadzone są postępowania w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Jeśli zarzuty się potwierdzą, deweloperom może grozić kara sięgająca nawet 10 proc. ich rocznego obrotu.



















