Prawie pół miliarda złotych podatku dochodowego zapłaconego w Polsce przez jedną firmę. W czasie, gdy coraz częściej słyszymy o optymalizacji, przenoszeniu zysków i „efektywnych strukturach”, taka liczba robi wrażenie.

Grupa InPost zapłaciła za 2025 rok 498,3 mln zł CIT, o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej. To nie jest tylko kolejna pozycja w sprawozdaniu finansowym. To realne pieniądze, które trafiają do budżetu i potem wracają do gospodarki w bardzo konkretny sposób.
Łatwo rzucać wielkimi kwotami, trudniej je sobie wyobrazić. W tym przypadku mówimy o skali porównywalnej z rocznym budżetem dużego szpitala, setkami kilometrów infrastruktury albo setkami karetek pogotowia. Podatek przestaje być abstrakcją w Excelu, a zaczyna mieć bardzo namacalny wymiar.
I tu zaczyna się ciekawsza część tej historii.
Ten sam rynek, zupełnie inne podatki
Zestawienie tych danych z wynikami części konkurencji pokazuje coś, o czym w Polsce mówi się od lat, ale rzadko wprost. Firmy działające na tym samym rynku mogą mieć zupełnie inne obciążenia podatkowe.
Przykłady są znane. Jedna z dużych spółek kurierskich przy miliardowych przychodach nie wykazała w Polsce ani grosza CIT do zapłaty, inna odprowadziła kilkadziesiąt milionów złotych. W tym samym czasie polska firma z tej samej branży zostawia w kraju setki milionów.
Więcej w Bizblogu o InPoście
To nie jest kwestia dobrej lub złej woli. To efekt konstrukcji systemu podatkowego i skali działania globalnych grup, które potrafią tak układać przepływy finansowe, aby ograniczać zobowiązania w poszczególnych krajach. Polska staje się wtedy miejscem prowadzenia biznesu, ale niekoniecznie miejscem, w którym zostaje proporcjonalna część zysków.
Na tym tle ta liczba zaczyna znaczyć więcej.
Można i należy inaczej
Pokazuje, że można działać inaczej. Można budować biznes globalny, a jednocześnie płacić podatki tam, gdzie powstaje wartość. Można traktować je nie tylko jako koszt, ale jako element większej układanki, w której firma funkcjonuje.
Nie chodzi o to, kto jest lepszy. Chodzi o to, jak działa system.
Za każdą usługą, nawet tak prostą jak wysłanie paczki, stoi cały łańcuch decyzji. Także tych, które dotyczą tego, gdzie ostatecznie trafiają pieniądze.
W ostatnich latach dużo mówi się o patriotyzmie gospodarczym, ale zwykle w kontekście haseł i kampanii. W praktyce sprowadza się on do bardzo konkretnych wyborów, często podejmowanych bez większego zastanowienia.
Każda transakcja to nie tylko cena i wygoda. To także odpowiedź na pytanie, gdzie zostaje część wygenerowanej wartości.
Różnica, której nie widać
Pół miliarda złotych podatku nie rozwiązuje wszystkich problemów systemu. Pokazuje jednak coś ważnego. W świecie, w którym coraz łatwiej przenosić zyski między krajami, wciąż są firmy, które decydują się zostawiać je tam, gdzie zaczęły. I to jest różnica, której nie widać na etykiecie usługi, ale widać ją w liczbach.



















