Gorąco na rynku ropy. G7 sięga po zapasy, cena reaguje
Ceny ropy spadają po doniesieniach o możliwej interwencji państw G7. Jeszcze rano baryłka kosztowała niemal 120 dolarów, ale po informacji o rozmowach w sprawie uwolnienia strategicznych rezerw surowiec szybko potaniał. Notowania amerykańskiej ropy WTI zjechały do około 102,5 dol. za baryłkę, a europejskiej Brent do ok. 106 dol.

To reakcja rynku na publikację „Financial Times”, według której ministrowie finansów państw G7 mają w poniedziałek rozmawiać o wspólnym uwolnieniu części zapasów ropy koordynowanym przez Międzynarodową Agencję Energetyczną.
Na stole nawet 400 mln baryłek ropy
W rozmowie ministrów ma uczestniczyć także dyrektor wykonawczy IEA Fatih Birol. Spotkanie ma dotyczyć skutków wojny między USA, Izraelem i Iranem oraz gwałtownego skoku cen ropy wywołanego obawami o transport surowca przez Cieśninę Ormuz.
Według informacji osób znających kulisy rozmów część amerykańskich urzędników uważa, że interwencja powinna być bardzo duża. W grę wchodzi uwolnienie nawet od 300 do 400 mln baryłek ropy ze strategicznych rezerw państw IEA.
To ogromna skala – odpowiadająca mniej więcej jednej czwartej publicznych zapasów utrzymywanych przez kraje należące do agencji.
Ogromne zapasy ropy na wypadek kryzysu
Strategiczne rezerwy ropy zostały stworzone po kryzysie naftowym z lat 70., aby umożliwić szybkie reagowanie na nagłe szoki podażowe na rynku energii.
Obecnie państwa należące do IEA posiadają ponad 1,24 mld baryłek ropy w publicznych magazynach. Dodatkowo przemysł naftowy utrzymuje około 600 mln baryłek zapasów komercyjnych, które również mogą trafić na rynek w sytuacji kryzysowej.
Czytaj w Bizblogu o cenach ropy naftowej
Według dokumentów przygotowanych na niedawne spotkanie agencji zapasy te mogłyby pokryć niemal miesiąc całkowitego zapotrzebowania na ropę w krajach IEA lub ponad 140 dni importu netto.
Ropa znów straszy inflacją
Gwałtowny wzrost cen ropy w ostatnich dniach wywołał poważne obawy o globalną gospodarkę. Droższa energia szybko przekłada się na wyższe koszty transportu, produkcji i w efekcie ceny dla konsumentów.
W Stanach Zjednoczonych średnia cena benzyny wzrosła w ciągu tygodnia z 2,98 do 3,45 dol. za galon. Ekonomiści ostrzegają, że dalszy wzrost cen ropy mógłby ponownie rozpędzić inflację i osłabić wzrost gospodarczy.
Najbardziej narażone na taki scenariusz są duże gospodarki importujące ropę – m.in. Chiny, Indie, Japonia czy państwa europejskie.
Rynek reaguje na każdy sygnał z Bliskiego Wschodu
Interwencja z wykorzystaniem strategicznych rezerw była już stosowana w przeszłości. Ostatnie wspólne uwolnienie zapasów przez państwa IEA miało miejsce w 2022 r., po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Tym razem kluczowe będzie jednak to, czy konflikt na Bliskim Wschodzie nie doprowadzi do trwałych zakłóceń dostaw ropy z regionu Zatoki Perskiej.
Od stabilności transportu przez Cieśninę Ormuz zależy bowiem około jedna piąta światowego handlu ropą. Dlatego każdy sygnał o możliwej interwencji rządów natychmiast przekłada się na gwałtowne ruchy cen na rynku.
Fot. Glenn Beltz/Flickr.com/CC BY 2.0



















