Zakopiańska branża turystyczna boi się, że wojna na Bliskim Wschodzie odstraszy turystów z krajów arabskich, którzy stali się głównym źródłem dutków dla wielu przedsiębiorczych górali. Rosną obawy, że kryzys może nie być tymczasowy.

Przedsiębiorcy z Zakopanego boją się, że wybuch wojny na całego na Bliskim Wschodzie może mocno uderzyć w letni sezon turystyczny na Podhalu. Nastroje w branży są mocno napięte. Choć na razie stan rezerwacji nie wygląda źle, to wiele z nich może okazać się bez pokrycia. W ostatnich latach goście z bogatych krajów Zatoki Perskiej stali się głównym źródłem utrzymania wielu biznesów.
Zakopane jak Dubaj
Wiele hoteli i restauracji wręcz wyspecjalizowało się w obsłudze gości z Bliskiego Wschodu, a w niektórych z nich Arabowie stanowili nawet 90 proc. wszystkich odwiedzających w sezonie letnim. Lokalna branża turystyczna szacuje, że rocznie przyjeżdżało około 70 tys. osób, głównie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Kataru, Kuwejtu i Bahrajnu.
Więcej o cenie gazu przeczytasz w Bizblog:
Nie chodzi jednak tylko o liczbę gości, ale głównie o to, ile wydają. To bardzo często zamożne rodziny, które wynajmują duże apartamenty lub całe wille na kilka tygodni, korzystają z restauracji halal, prywatnych przewodników i robią zakupy w markowych sklepach. Dla wielu firm na Podhalu był to prawdziwy zastrzyk gotówki w tradycyjnie słabszym sezonie letnim.
Skutki gospodarcze mogą być dotkliwe
Branża turystyczna obawia się przede wszystkim scenariusza nagłego zatrzymania przyjazdów z krajów arabskich, jeśli konflikt będzie dalej eskalował. Przedstawiciele branży zapewniają, że na razie obserwują rozwój wydarzeń „bez paniki” i na razie nie widać twardych danych potwierdzających odpływ gości. To jednak może się szybko i trwale zmienić.
Największy lęk budzą możliwe skutki gospodarcze przedłużającego się konfliktu. Chodzi o ewentualny gwałtowny wzrost cen ropy i gazu, wyższą inflację oraz droższe paliwo lotnicze. To mogłoby przełożyć się na droższe bilety i mniejszą skłonność do podróżowania nie tylko wśród Arabów, ale także turystów z Europy i innych części świata.



















