Podobno Polacy mniej piją, ale samych pijanych jakoś specjalnie nie ubywa. Ci blokują pracę policyjnych komisariatów i oddziałów ratunkowych SOR. Jest pomysł, żeby to naprawić. Tylko gminom brakuje pieniędzy i ludzi do pracy.

Izby wytrzeźwień w naszym kraju zaczęły powstawać w 1956 r. Tak PRL chciał przekonać, że dba o obywateli, nawet tych kompletnie pijanych. Było ich na terenie całego kraju parędziesiąt. W 1999 r. wprowadzono ograniczenie, że tego typu placówki mogą być prowadzone przez organy samorządu terytorialnego w miastach liczących ponad 50 tys. mieszkańców.
Jeszcze w 2019. r. w Polsce było 36 izb wytrzeźwień, a teraz jest ich tylko 28. Ale być może w najbliższym czasie się to zmieni i gminy zaczną takie izby u siebie organizować. Postulaty w tej sprawie mają już trafiać do Ministerstwa Zdrowia i do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Bo jak nie ma blisko izby, to pijacy trafiają na komisariaty i na oddziały SOR.
Obecne rozwiązania, umożliwiające umieszczanie w PdOZ (pomieszczenia dla osób zatrzymanych - red.) osób nietrzeźwych powinny mieć charakter doraźny i funkcjonować jedynie do czasu utworzenia odpowiedniej liczby izb wytrzeźwień lub innych wyspecjalizowanych placówek, co wymaga jednak zmian systemowych - czytamy w stanowisku podpisanym przez Czesława Mroczka, wiceszefa MSWiA.
Gminy chcą specjalnej kasy na izby wytrzeźwień
Obecnie maksymalna stawka za pobyt w izbie wytrzeźwień wynosi 453,57 zł. Tanio nie jest, ale obłożenie placówek jest pełne. W mniejszych gminach jest jednak problem. Bardziej się bowiem opłaca pijanego zawieźć do pobliskiego komisariatu czy na SOR, niż transportować go do izby wytrzeźwień w większym mieście, oddalony niekiedy od kilkadziesiąt kilometrów, jak nie lepiej. Ale w ten sposób policja ma więcej roboty, tak samo jest w przypadku oddziałów ratunkowych, które zamiast ratować ludzi muszą niańczyć pijanych. Samorządowcy chcieliby to zmienić, ale zwracają uwagę na pieniądze.
Nie chodzi tylko o porządek publiczny, ale przede wszystkim o ochronę zdrowia i życia osób nietrzeźwych, osoby te wymagają stałego nadzoru, który ciężko zapewnić w pomieszczeniach dla osób zatrzymanych oraz na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Funkcjonowanie izb wytrzeźwień odciąża zarówno SOR-y, jak i policję - czytamy w interpelacji poselskiej Joanna Wichy z Lewicy, pielęgniarki, zastępcy przewodniczącej sejmowej Komisji Zdrowia.
Więcej o gminach przeczytasz w Bizblog:
Tylko to gminom musi się opłacać. Natomiast aktualny system finansowania, który cały ciężar prowadzenia izby wytrzeźwień spycha na samorządowców, jest do zmiany. Proponuje się odpowiedni procent z akcyzy na wyroby alkoholowe przekazać samorządom terytorialnym. Ale do tego chyba jest daleka droga.
Kwestie te nie były dotychczas przedmiotem rozważań w Ministerstwie Zdrowia. Organizowanie i prowadzenie izb wytrzeźwień należy do zadań jednostek samorządu terytorialnego, tym samym środki finansowe na ich prowadzenie pochodzą z budżetów tych jednostek - utrzymuje Katarzyną Kęcka, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.
Potrzebna kasa i ludzie do pracy
Pomysł zniesienia limitu co najmniej 50 tys. mieszkańców dla tworzenia w gminach izb wytrzeźwień był dyskutowany już kilka lat temu. Ale skończyło się tylko na gadaniu, bez konkretnych rozwiązań legislacyjnych. Obecnie MSWiA wyraźnie daje do zrozumienia, że ten limit to najmniejszy z problemów. W pierwszej kolejności wszak liczą się pieniądze.
W dalszym ciągu będzie to decyzja fakultatywna, co w zestawieniu z wysokimi kosztami funkcjonowania tego typu placówek, bez kompleksowych rozwiązań dotyczących ich finansowania, może nie przynieść realnego skutku w postaci tworzenia takich izb - argumentuje Czesław Mroczek.
Na kolejne kłopoty wskazuje z kolei resort zdrowia, który zwraca uwagę na braki kadrowe. W izbach wytrzeźwień po prostu zarabia się bardzo mało, praca nie jest zbyt wdzięczna, więc chętnych jest jak kot napłakał. I nie do końca wiadomo, jak to rozwiązać. Pojawiających się nowych, niczym grzyby po deszczu, izb wytrzeźwień za szybko więc nie oczekujmy. Gminy muszą mieć finansowe zabezpieczenia, a rząd pewność, że w ten sposób nie strzela sobie znowu w kolana. Na razie nie ma ani jednego ani drugiego.






































