Boeing musi szybko ogarnąć kwestię bezpieczeństwa. Może mieć kłopoty w Europie
Kłopoty Boeinga, które rozpoczęły się styczniowym incydentem podczas lotu Alaska Airline, stają się coraz poważniejsze. Szef europejskiego regulatora rynku lotniczego EASA powiedział, że zatwierdzenie standardów bezpieczeństwa produkcja samolotów w amerykańskich zakładach może zostać cofnięte. Oznaczałoby to zerwanie z dotychczasową praktyką wzajemnego uznawania standardów bezpieczeństwa zakładów lotniczych przez Unię Europejską i USA.
Z boeinga w czasie lotu wypadły drzwi. Na producenta sypią się gromy
Nie kończą się problemy Boeinga w związku ze styczniowym incydentem w czasie lotu linii Alaska Airline, w czasie którego oderwały się drzwi modelu 737 Max z powodu błędów produkcyjnych. Amerykański gigant został poddany drobiazgowej kontroli FAA i już wiadomo, że wykryto poważne naruszenia standardów bezpieczeństwa. Troje uczestników feralnego lotu właśnie pozwała Boeinga na okrągłą sumę miliarda dolarów.
Problemy Boeinga z odpadającymi drzwiami samolotów w czasie lotu będą mieć bardzo konkretne konsekwencje dla przeciętnego pasażera w najbliższych miesiącach. Opóźnienia w dostarczaniu zamówionych maszyn powodują, że linie lotnicze nie będą mogły latem przewieźć tylu pasażerów, ilu planowały, a to oznacza wzrost cen biletów. Szef Ryanaira Michael O’Leary ostrzegł, że w jego firmie bilety podrożeją średnio o jedną dziesiątą.
Ryanair tnie rozkład połączeń. Pasażerów nie brakuje, ale samolotów – tak
Irlandzki przewoźnik ogłosił, że jest zmuszony ograniczyć liczbę lotów do końca roku, ponieważ Boeing nie wywiązał się z kontraktu i dostarczy w tym czasie mniej zamówionych samolotów. Szczegóły dotyczące cięcia siatki połączeń mają zostać podane jeszcze w tym tygodniu, ale Ryanair ma nadzieję, że nie będą na tyle poważne, by zagrozić prognozie ruchu pasażerskiego w tym roku. Linia lotnicza szacuje, że uda się jej przewieźć do końca roku aż 183,5 mln pasażerów.
Ratowanie klimatu? Saudowie postawili na futbol. Kto by się przejmował środowiskiem
Pamiętajcie, jak Katarczycy wymyślili sobie, że staną się potęgą w piłce ręcznej? Po przyznania im prawa do organizacji mundialu dla szczypiornistów, wykombinowali, że zamiast w cztery lata intensywnie trenować swoją młodzież, to lepiej będzie kupić za granicą najlepszych graczy i przy okazji także sztab trenerski. I prawie się udało. Katar w 2015 r. zdobył wicemistrzostwo świata, ustępując jedynie rozpędzonym Francuzom. Teraz trochę na podobnych zasadach w świecie piłki nożnej rozpychać zamierza się również Arabia Saudyjska, przy okazji pokazując wszem i wobec, że zmiany klimatu ma w głębokim poszanowaniu.