Mój dom poszedł z dymem. Wciąż nie wierzycie, że klimat się zmienia?
Kiedy płonie Puszcza Solska, to nie płonie po prostu „jakiś las” na wschodzie kraju. Płonie moje dzieciństwo, nasza przyszłość i naiwna polska wiara w to, że „jakoś to będzie”.

Miałem osiem lat, kiedy na obozie harcerskim w Majdanie Sopockim, będąc w najmłodszej grupie, wygrałem konkurs wiedzy o Puszczy Solskiej. Pamiętam dumę, z jaką recytowałem daty utworzenia rezerwatów, chronione gatunki i opisywałem ścieżki, które wydawały się wtedy wiecznie zieloną, wilgotną katedrą.

Ten las był dla mnie domem, symbolem trwałości. Dzisiaj, patrząc na doniesienia o pożarze, czuję ten sam paraliżujący lęk, który towarzyszy widokowi płonącego domu. Różnica jest taka, że TEGO DOMU nie da się odbudować w rok ani nawet w kilka lat.
Australia zawitała na Lubelszczyznę
Przepełnia mnie dojmujący „wk**w” na naszą zbiorową ślepotę. Przez lata oglądaliśmy w telewizji płonącą Kalifornię, idący z dymem busz w Australii czy spalone greckie wyspy z bezpiecznego dystansu. To „egzotyka”, która nas nie dotyczy – wmawialiśmy sobie. No to mamy tę swoją egzotykę. Rok 2026, środek maja, a Puszcza Solska idzie z dymem, bo takiej suszy ten region jeszcze nie doświadczył w tym ani w poprzednim stuleciu.
Powód dla mnie jest oczywisty, ale pewnie dla jednej trzeciej naszego społeczeństwa równie dobrze może to być boska kara za ideologię „dżender” tudzież – a jakże – za ochronę klimatu. Szkoda, że nie za bezdenną głupotę. Mamy na pęczki badań, które tysiące botów wyśmiewają lub próbują zakrzyczeć na Twitterze czym innym Iksie. Może teraz warto do nich sięgnąć i sprawdzić teraz, przed czym ostrzegają nas naukowcy?
Szykujcie się na więcej
Raport „European State of the Climate 2025” to nie jest ideologiczna broszurka, to akt zgonu świata, jaki znamy. Jeśli ponad połowa Europy jest objęta suszą, a 70 proc. rzek płynie ledwo widocznymi strużkami, to nie jest to „pogoda”, to jest egzystencjalny kryzys. Jeśli dla kogoś opracowania unijne to „brukselskie gadanie”, to porzućmy na chwilę politykę i zajrzyjmy do brytyjskiego „Nature” sprzed dosłownie kilku tygodni.
Naukowcy przeanalizowali kilkadziesiąt modeli klimatycznych i doszli do przerażającego wniosku: przy ociepleniu o zaledwie 2 st. C świat zacznie doświadczać ekstremalnych susz i megapożarów, które wcześniej kojarzono wyłącznie z katastroficznym scenariuszem przy ociepleniu o 4 st. C.
To, co oglądamy dziś na Roztoczu, to efekt tzw. compound events – morderczej kombinacji upału, braku śnieżnych zim (ostatni wyjątek – jak widać – niewiele pomógł) i drastycznego spadku wilgotności gleby. Atmosfera stała się gigantycznym odkurzaczem, który wysysa wodę z drzew, zamieniając je w żywe zapałki.
Powitajcie sezon pożarowy
To nie jest „cykl natury”. To proces, w którym Europa Środkowa, w tym Polska, staje się nowym frontem wojny. Tak, o klimat. Dane z raportów współpracujących z IPCC są bezlitosne: ryzyko pożarów rośnie u nas szybciej, niż zakładaliśmy jeszcze kilka lat temu. Cieplejsza atmosfera wysysa z lasów wilgoć, a krótsze, bezśnieżne zimy oznaczają, że wiosną nie ma co zasilić korzeni. Efekt? Sezon pożarowy przestaje być letnim incydentem, on trwa już niemal cały rok.

Czuję dzisiaj wielki smutek, bo wiem, że te spalone hektary to koniec pewnej epoki. Moje Roztocze, nazywane było już polską Toskanią, teraz stało się polską Kalifornią. Niestety.
Fot. Ringo Chiu / Shutterstock



















