REKLAMA

Kaucja na „małpki”? Problemem nie jest 50 groszy za buteleczkę

Czy tak zwane „małpki”, czyli jednorazowe butelki szklane z alkoholem o pojemności do 200 ml, będą objęte systemem kaucyjnym? Same regulacje mogą nie być wystarczające. Bo tutaj ważny jest jeszcze jeden czynnik, czyli wstyd.

system-kaucyjny-i-alkoholowe-malpki-rzad-w-rozkroku
REKLAMA

Już w 2019 r. głośno zrobiło się o wynikach badań firmy Synergion, wedle których Polacy mieli każdego dnia kupować 3 mln alkoholowych „małpek”. Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy bił na alarm i twierdził, że dane są zawyżone, a „małpek” codziennie jest nie więcej niż 1,4 mln sztuk. Dzisiaj śmiem twierdzić, że w naszym kraju buteleczek z wysokoprocentowym alkoholem o pojemności 100 i 200 ml każdego dnia sprzedaje się jeszcze więcej niż podane kilka lat temu 3 mln. Skąd takie wnioski? Z danych statystycznych wynika, że w 2019 r. - skąd pochodzą badania dotyczące sprzedaży „małpek” - Polacy na alkohol rocznie wydawali jakieś 36,6 mld zł. A w 2024 r. to już było ponad 50 mld zł, czyli grubo więcej. Wtedy „małpka” 200 ml kosztowała jakieś 7-9 zł, dzisiaj trzeba dać co najmniej 14-15 zł.

Skoro po „małpki” wśród alkoholowych formatów sięgamy najczęściej, to wnioski nasuwają się same. Nic też dziwnego, że co chwilę wraca dyskusja, czy te małe, szklane butelki nie powinni przypadkiem być objęte systemem kaucyjnym. Rząd w odpowiedzi robi szpagat, bo za nic w świecie nie chce nadepnąć na odcisk branży alkoholowej, co dobitnie pokazała próba wprowadzenia kaucji na butelki po piwie. Ale gospodarkę odpadami i opakowaniami trzeba przecież porządkować. Stąd ten rozkrok władzy.

REKLAMA

System kaucyjny i alkoholowe „małpki”

Dla rządu sprawa „małpek” w systemie kaucyjnym to temat wybitnie niewygodny. No bo tutaj trzeba zjeść ciasto i jednocześnie je mieć - nie łatwa sprawa. Teraz temat wraca po interpelacji poselskiej, w której podkreśla się, że małe butelki po alkoholu są jednym z najbardziej widocznych problemów śmieciowych. I system kaucyjnym byłby idealną na to receptą. Rząd jednak cały czas się waha.

Kwestia popytu na małe opakowania alkoholu stanowi złożony problem społeczny, wykraczający poza samą konstrukcję systemu kaucyjnego - tak na tę interpelację odpowiada Anita Sowińska, wiceministra klimatu i środowiska.

Przecież kaucja podniesie cenę pojedynczą „małpki” i branża alkoholowa boi się, że przez to utraci chociaż część rynku. A każdy kawałek tortu wartego ponad 50 mld zł jest na wagę złota, prawda? Podobno projekt poszerzenia systemu kaucyjnego o te małe buteleczki po alkoholu ma trafić na rządowy stół we wrześniu. Ale to nic pewnego. Nieprzypadkowo rząd już teraz akcentuje problemy logistyczne takiego rozwiązania, jak na przykład konieczność istotnych inwestycji w infrastrukturę, czy ciężar szkła jednorazowego. Lobby alkoholowe zawsze nad Wisłą miało sporo do powiedzenia i z pewnością w tej sprawie nie będzie milczeć.

Same przepisy prawa mogą nie wystarczyć

Będę bezczelny jeszcze raz: moim zdaniem ta dyskusja o włączenie „małpek” do systemu kaucyjnego nie do końca ma sens. Tak samo jak obawy o wyższą cenę „setek” i „dwusetek” branży alkoholowej. Nasi rodacy przecież spożywać procentów nie przestaną, co pokazują nasze roczne wydatki Polaków na alkohol w ciągu ostatnich lat. To oczywista tendencja wzrostowa i trudno zakładać, że nagle się załamie. Nawet pod presją mody na tzw. alkohol 0 proc. Przecież tu nie o pieniądze chodzi, a o przyzwyczajenie i tradycję, a ściślej: o nałóg.

Z drugiej strony system kaucyjny wcale naszego otoczenia nie posprząta po „małpkach”. Owszem, może to stać się szansą na jakiś zarobek dla bezdomnych i tych, którzy utrzymują się z tego, co znajdą na ulicach i przy koszach na śmieci. Ale na więcej bym za bardzo nie liczył. Dlaczego? Przecież najwięcej tych „małpek” - nawet milion sztuk codziennie - sprzedawana jest w godzinach do południowych. Trzeba się przecież wyprostować przed pracą, prawda? 

Więcej o systemie kaucyjnym przeczytasz w Bizblog Spider’s Web

REKLAMA

Alkoholizm to bardzo wstydliwa choroba. Jej jednym z największych kłopotów jest przyznanie się: najpierw przed samym sobą (bez tego nie ma szans na wyleczenie), a potem przed otoczeniem. No to wyobraźmy sobie, że nasza ulubiona pielęgniarka, najczęściej odwiedzany lekarz, albo wychowawczyni syna albo ekspedientka z najbliższego marketu lub kierowca autobusu, którymi jeździmy do pracy (i bez obrazy bardzo proszę, piją wszyscy Polacy, niezależnie od stanowiska i statusu społecznego, tylko bardzo o tym nie lubimy mówić na głos) idą raz w tygodniu do butelkomatu i tam wpychają w dziurę kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt małych butelek zwrotnych po wódce. Wstyd, co nie? Ludzie wytykaliby palcami, prawda?

Dlatego tak się nie stanie, o ile rząd w końcu nie zacznie być asertywny wobec branży alkoholowej, na co też bym za bardzo nie liczył. 

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-06T21:32:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T19:37:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T16:20:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T14:56:28+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T10:42:51+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T09:44:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-06T06:45:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T21:41:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T20:03:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-05T16:09:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA