REKLAMA

Polacy nagle przypomnieli sobie o obligacjach. Sprzedaż idzie na rekord

Sprzedaż detalicznych obligacji skarbowych może w 2026 r. sięgnąć 91 mld zł i ustanowić nowy rekord – wynika z najnowszego raportu analityków PKO BP. Już po trzech miesiącach sprzedaż jest wyższa, niż zakładał rynek.

Polacy nagle przypomnieli sobie o obligacjach. Sprzedaż idzie na rekord

W pierwszym kwartale Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje za 19,1 mld zł, czyli o 10 proc. więcej niż rok wcześniej i więcej, niż oczekiwali ekonomiści PKO BP.

Sprzedaż detalicznych obligacji skarbowych przebiega szybciej od planu – zauważają autorzy raportu.

Ich zdaniem wysoka sprzedaż obligacji zmniejsza ryzyko związane z finansowaniem tegorocznych potrzeb pożyczkowych. Po pierwszym kwartale duża część planu emisji jest już zrealizowana, co daje Ministerstwu Finansów większy komfort w kolejnych miesiącach.

W marcu popyt wyraźnie przyspieszył, co pokazuje, że część oszczędzających uznała, że to właśnie obligacje będą najlepsze w czasach rosnącej niepewności.

Strach przed inflacją zwiększył zainteresowanie czterolatkami

Widać to po strukturze sprzedaży. Analitycy PKO BP wskazują, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie i wzrost cen surowców zwiększyły zainteresowanie obligacjami powiązanymi z inflacją. Najwyraźniej część inwestorów zaczęła szukać ochrony przed wzrostem cen.

Ich udział w całej sprzedaży przekroczył 30 proc. To pierwsze takie odbicie od ponad roku. Jednocześnie w dłuższym okresie rośnie udział papierów ze stałym oprocentowaniem, co pokazuje, że część kupujących wybiera dzisiaj przewidywalny zysk.

Więcej wiadomości w Bizblogu o obligacjach

Sprzedaż papierów w 2026 powinna wzrosnąć do 91 mld PLN, ustanawiając nowy rekord – zapowiadają analitycy PKO BP.

Powody są dość proste: rosną oszczędności, rynek pracy trzyma się dobrze, a stopy procentowe są stabilne. Polacy mają z czego odkładać i coraz częściej wybierają obligacje.

Obligacje wypychają lokaty

Rosnąca sprzedaż obligacji powoduje, że do banków napływa mniej pieniędzy. Analitycy PKO BP opisują to jako „efekt wypychania depozytów”, czyli sytuację, w której obligacje przejmują środki, które wcześniej trafiały na lokaty i konta oszczędnościowe. Na razie banki nie reagują, bo mają dużą płynność i nie muszą podnosić oprocentowania, żeby zatrzymać klientów. To mogłoby się zmienić, gdyby w najbliższym czasie przyspieszyła sprzedaż kredytów.

Których obligacji nie kupujemy

Najkrótsze papiery o zmiennym oprocentowaniu tracą na znaczeniu, bo po obniżkach stóp procentowych stały się mniej atrakcyjne od tego, co oferują banki. Lepiej radzą sobie trzyletnie obligacje stałoprocentowe, które dają przewidywalny wynik i są dla wielu kupujących prostsze do oceny w obecnym otoczeniu.

Ten trend ma też swoje ograniczenia. Obligacje detaliczne są dla państwa droższym źródłem finansowania niż emisje kierowane do dużych inwestorów, a inwestorzy indywidualni szybciej reagują na zmiany warunków i częściej wycofują środki. Dla państwa oznacza to większą niepewność kosztów i większą wrażliwość całego systemu na zmiany nastrojów. Rynek rośnie szybko, ale równie gwałtownie może zahamować.

Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. Pisze o gospodarce, makroekonomii i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, jako dziennikarz pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim przygotowywał między innymi kilka edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.