REKLAMA

Pensje wzrosły o 60 proc. w 5 lat. Polacy: za mało, firmy w kropce

Wystarczyło niespełna pięć lat, żeby przeciętna pensja w Polsce wzrosła o ponad połowę. Jednak wysokokaloryczne paliwo, które napędzało zarobki Polaków, już się wypaliło, a z rynku pracy dobiegają niepokojące informacje. Czy możemy zapomnieć o podwyżkach?

wzrost wynagrodzen
REKLAMA

Polacy doświadczyli spektakularnego wzrostu wynagrodzeń. Zarabiają dziś o przeszło 60 proc. (!) więcej, niż pięć lat temu, na początku 2021 r.

Akurat! – ktoś powie – skąd wy bierzecie te dane? Jakoś przy sklepowej kasie nie widać, żeby stać mnie było na ponad połowę więcej niż pięć lat temu.

REKLAMA

I będzie miał rację. Statystycznie stać go będzie wprawdzie na większe zakupy niż pięć lat temu, ale o co najwyżej kilkanaście procent. Pretensje może mieć jednak nie do statystyki, a do inflacji, bo to ona pochłonęła lwią część nominalnych wzrostów płac. Z drugiej strony może być jej wdzięczny, bo przyczyniła się do… wzrostu wynagrodzeń.

Podwyżkowa kumulacja

Pamiętajmy, że w ostatnich latach ceny rosły bardzo szybko, inflacja zbliżała się w niektórych miesiącach do 20 proc., co wywierało presję płacową – tłumaczy Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Drugim powodem mocnych wzrostów przeciętnych wynagrodzeń były podwyżki (i to w bardzo dużej skali) płacy minimalnej, które wpływały na całą strukturę płac i windowały zarobki – nie tylko osób pracujących za najniższą krajową, lecz także tych, którzy zarabiali nieco więcej.

Oni również domagali się podwyżek – zauważa ekonomistka.

I często je dostawali, co ciągnęło w górę przeciętną. Pracodawcy, obawiając się utraty najlepszych pracowników, których realne zarobki się uszczupliły (wskutek zmian związanych z wprowadzeniem w 2022 r. Polskiego Ładu), nierzadko decydowali się na podwyżki także dla nich.

Te podwyżki rozlewały się po całej gospodarce: widać je było w różnych jej obszarach, w sektorze prywatnym, ale też publicznym (np. duża podwyżka dla nauczycieli w roku 2024), na różnych szczeblach; dotyczyły pensji najniższych, najwyższych, ale też – ze względu na wspomnianą wysoką inflację – tych pomiędzy. W krótkim okresie mieliśmy więc kumulację czynników sprzyjających wzrostowi wynagrodzeń – tłumaczy Monika Kurtek.

O tym, że rosły one w ekspresowym tempie najlepiej świadczą dane. O ile w styczniu 2021 r. w Warszawie w sektorze przedsiębiorstw (zatrudniających 10 i więcej osób) zarabiało się przeciętnie prawie 7 tys. zł brutto, o tyle pięć lat później zarobki zbliżyły się do 11 tys., co oznacza ok. 56 proc. wzrostu.

Przeciętne wynagrodzenie w całej Polsce, również w sektorze przedsiębiorstw, było (jest i będzie) niższe niż w stolicy, jednak w ostatnich latach rosło szybciej – od początku 2021 r. zwiększyło się z 5,5 tys. do 9 tys. zł, czyli o prawie 63 proc. Podobne wzrosty widać zresztą w całej gospodarce narodowej: w 2025 roku wynagrodzenia były o ponad 57 proc. wyższe niż w roku 2021.

Wyścig cen i zarobków

Powyższe wzrosty wyglądają imponująco – dopóki nie uświadomimy sobie, że chodzi o wzrosty nominalne. Realnie bowiem już tak różowo nie jest. Wprawdzie tempo, w jakim zwiększały się uposażenia Polaków, było wystarczające, by wygrać wyścig z cenami, jednak w ujęciu realnym (uwzględnia rzeczywistą siłę nabywczą zarabianych pieniędzy) sukces nie był już tak spektakularny.

Więcej w Bizblogu o rynku pracy

Skumulowana w ostatnich pięciu latach inflacja przekroczyła 40 proc. – o tyle podrożały w Polsce towary i usługi. I trzeba to brać pod uwagę przy analizowaniu ekscytujących na pierwszy rzut oka danych. A kiedy to zrobimy, okaże się, że z 50-60 proc. nominalnych wzrostów zostanie nam raptem kilkanaście procent. Taka jest realna skala podwyżek w ostatnich pięciu latach; o tyle wzrosły nasze finansowe możliwości przy sklepowej kasie.

Na szczęście czasy, gdy ceny rosły o kilkanaście procent w ciągu roku mamy – przynajmniej na jakiś czas – za sobą. Inflacja spadła poniżej 3 proc. w ujęciu rocznym już w sierpniu 2025 r., a w styczniu 2026 r. zjechała do 2,2 proc., czyli poniżej celu inflacyjnego NBP (2,5 proc.). To istotne z perspektywy wynagrodzeń, tym bardziej że i one, jak zauważa Monika Kurtek, czasy najmocniejszych wzrostów mają za sobą.

Oczywiście nie możemy wykluczyć scenariusza, w którym np. dochodzi do eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie albo napięta sytuacja się przedłuża, co prowadzi do narastania problemów z surowcami, co z kolei nakręca inflację. Takie ryzyka istnieją. A gdybyśmy mieli wrócić do podwyższonej inflacji, mogłaby pojawić się również presja na podwyżki wynagrodzeń – mówi ekonomistka Banku Pocztowego.

Na razie jednak eksperci takich scenariuszy nie kreślą, a nawet jeśli – nie są to scenariusze bazowe.

Zakładając, że nic takiego się nie wydarzy, wydaje się, że z płacami jesteśmy już w Polsce na nieco spokojniejszych wodach. Choć nie zakładam, że wzrosty płac zjadą nam w okolice 2-3 proc. – uspokaja Monika Kurtek.

Powinny być wyższe ze względu na m.in. sytuację demograficzną: coraz mniej młodych ludzi wchodzi na rynek pracy, są obszary, gdzie firmy wciąż mają problem ze znalezieniem rąk do pracy.

To może powodować, że wzrosty płac będą coraz bardziej zróżnicowane – w zależności od gałęzi czy branży – ale co do zasady należy spodziewać się, że presja demograficzna i starzejące się społeczeństwo wymusi utrzymywanie się w Polsce wzrostów wynagrodzeń w najbliższych latach na umiarkowanych poziomach, czyli ok. 5-6 proc. w skali roku – twierdzi Monika Kurtek.

Jej zdaniem nie należy się też zbytnio obawiać – w kontekście rynku pracy czy samych wynagrodzeń – sztucznej inteligencji.

Na pewno w wielu branżach i dla wielu zawodów AI jest narzędziem wspomagającym, ale to nie jest jeszcze ten etap (i wydaje mi się, że nie nastanie on tak szybko, jak wieszczono u progu tej rewolucji), w którym sztuczna inteligencja zastąpi w pracy człowieka – uważa główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Pracodawcy kontra pracownicy

W ostatnich pięciu latach utrzymywała się bardzo niska stopa bezrobocia, która okresowo spadła nawet poniżej 5 proc. W styczniu 2026 r. wzrosła jednak do 6 proc. (po raz pierwszy od czerwca 2021 r.), co oznacza 934,1 tys. zarejestrowanych w urzędach pracy bezrobotnych – w miesiąc przybyło ich ponad 46 tys., w rok – 96,5 tys.

Ostatnie miesiące to także czas, gdy firmy coraz częściej donoszą o dokonanych lub planowanych zwolnieniach grupowych, które dotykają różnorodnych sektorów i branż.

Poważne obawy ekspertów budzi też fakt, że na rynku pojawia się niewiele wakatów. „Skrajnie niepokoi obserwowany wciąż niski poziom liczby ofert pracy. Pojawiło się ich bowiem na przestrzeni stycznia 26,3 tys. wobec 20,8 tys. w grudniu, ale wobec 88,5 tys. przed dwunastoma miesiącami. To kolejny miesiąc (dziesiąty) wyraźnie niższy od typowej praktyki, gdy ofert pracy pojawiało się każdego miesiąca 70 – 90 tys. Nie spełniły się więc nadzieje z wiosny i początku lata 2025, że mniejsza liczba ofert pracy to jedynie krótkotrwała i przypadkowa anomalia. To zdecydowanie nowy i niekorzystny trend. Poziom ofert pracy w roku 2025 jest najgorszy od przynajmniej 15 lat” – czytamy w komentarzu Krajowej Izby Gospodarczej do najnowszych danych GUS.

Według KIG w kolejnych kilku kwartałach „sytuacja na rynku pracy będzie trudna”. Autorzy nie precyzują jednak, czy dla pracowników, czy dla pracodawców.

Z punktu widzenia pracownika perspektywy są niezłe – nie ma wątpliwości Monika Kurtek. – Gorzej będą mieli pracodawcy, którzy będą musieli pozyskać pracowników, a później zapewnić im takie warunki, żeby ich u siebie zatrzymać – tłumaczy ekonomistka.

REKLAMA

Intuicja podpowiada, że najlepszym sposobem motywowania pracowników są pieniądze. Potwierdzają to zresztą badania, co dobrze wróży pracownikom. Niezadowolenie z zarobków od lat jest dla nich największą motywacją do zmiany miejsca zatrudnienia – przypominają autorzy Raportu płacowego Hays Poland 2026. Tymczasem niezadowolonych jest wielu – aż 61 proc. menedżerów i specjalistów chciałoby zarabiać więcej, a 48 proc. deklaruje, że rozważa zmianę miejsca zatrudnienia w najbliższym czasie.

Jeśli firmy przez dłuższy czas nie zareagują na potrzeby pracowników, ci wezmą sprawy w swoje ręce – ostrzegają autorzy raportu.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-08T18:03:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T15:22:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T13:15:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T08:51:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T04:57:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-08T04:05:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T21:47:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T20:20:00+01:00
Aktualizacja: 2026-03-07T15:16:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA