Polska zbrojeniówka znalazła się w pułapce. Kolejne decyzje polityczne zaczynają mieć fatalne skutki dla firm i pracowników. Zawetowanie przez prezydenta ustawy wdrażającej SAFE nie wywołało problemów branży. Było jak odmowa podania ręki tonącemu.

Radomski „Łucznik”, producent słynnych Grotów, znalazł się w sytuacji, która w polskiej zbrojeniówce powtarza się od lat. Najpierw pojawia się presja na zwiększenie produkcji, firma inwestuje, rozbudowuje zakład, zatrudnia ludzi. Po chwili zamówienia się kończą, a wy sobie radźcie sami.
Mamy ponad 140 pracowników na umowach na czas określony. Większość z nich kończy się w najbliższych miesiącach. Po prostu nie będą przedłużane – powiedział dla Portalu Obronnego Daniel Dorociński, szef zakładowej „Solidarności”.
Prezes spółki Seweryn Figurski nie ukrywa, że sytuacja jest trudna.
Teraz kończymy poprzednie zamówienia, ale nie mamy nowych. Nie ukrywam, że nasza sytuacja jest niełatwa – dodał.
Zamówienia na karabinki Grot wstrzymano jeszcze przed wetem. Branża od dawna zwraca uwagę, że największym problemem nie jest brak zdolności produkcyjnych, tylko brak ciągłości zamówień. Produkcja działa skokowo – raz pojawiają się duże kontrakty, a potem przez długi czas nie dzieje się nic.
Weto nie wywołało kryzysu. Zostawiło firmy z nim sam na sam
I właśnie w takim momencie prezydent wetuje ustawę wdrażającą SAFE. To prawda – to nie postawa Nawrockiego stała się źródłem problemów, z którymi zmaga się Łucznik i inne polskie zakłady. Ale prezydent zrobił coś gorszego – w imię doraźnych korzyści politycznych, do tego polegając na populistycznej propagandzie, odmówił wsparcia polskiej zbrojeniówce.
SAFE miał wprowadzić mechanizm finansowania zakupów sprzętu nie tylko przez wojsko, ale także przez inne służby. W praktyce oznaczałoby to więcej zamówień dla polskich firm, bo to one w pierwszej kolejności miały dostarczać sprzęt nie tylko dla wojska, ale też innych służb, jak Straż Graniczna i Policja.
W praktyce SAFE był więc jednym z niewielu mechanizmów, który mógł zwiększyć udział krajowych producentów w zamówieniach publicznych i ustabilizować portfel zamówień.
Weto tej możliwości nie stworzyło, ale ją zablokowało. W efekcie firmy zostały dokładnie w tym samym miejscu – z rozbudowanymi mocami produkcyjnymi i bez gwarancji zatrudnienia na kolejne miesiące.
System działa. Tylko uderza w krajowe firmy
Obraz dopełniają dane dotyczące kar umownych w zbrojeniówce. „Rzeczpospolita” właśnie podała, że w latach 2022-2025 Agencja Uzbrojenia naliczyła kontrahentom kary o wartości przekraczającej 420 mln zł. Większość zapłaciły polskie firmy.
Zagraniczni dostawcy, zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych, funkcjonują w innym reżimie, ponieważ program Foreign Military Sales nie przewiduje stosowania kar umownych. W praktyce amerykańscy dostawcy są zwolnieni z odpowiedzialności finansowej za opóźnienia.
W praktyce oznacza to, że polskie firmy działają w warunkach nieregularnych zamówień i ryzyka finansowych sankcji, podczas gdy zagraniczni dostawcy mają większą przewidywalność i stabilniejsze otoczenie kontraktowe.
Krótkowzroczność, która kosztuje
Historia Łucznika nie jest wyjątkiem, tylko ilustracją mechanizmu. Państwo zachęca do zwiększania produkcji, a potem nie potrafi zapewnić ciągłości zamówień. Do tego potrafi nakładać na krajowe firmy horrendalne kary finansowe.
Decyzje polityczne, takie jak weto wobec SAFE, nie są źródłem tej patologii. W praktyce jednak pogłębiają problemy. Efekt jest oczywisty. Polskie firmy inwestują, zwiększają moce i zatrudnienie, a po kilku miesiącach muszą je redukować. Nie z powodu braku kompetencji czy technologii, ale przez to, w jaki państwo organizuje rynek.
To nie jest brak systemu. To system, który działa – tylko nie w interesie własnych firm.



















