Podatek nie jest nowy i w sumie nie jest dziwny, ale oryginalnie zastosowany. Katowice uznały, że niesprzedane jeszcze mieszkania w zasobach deweloperów są związane z prowadzeniem działalności gospodarczej, bo dopóki nie znajdą nabywców, nie pełnią funkcji mieszkalnej. A skoro tak, miastu należy się prawie 30-krotnie wyższa stawka podatku od nieruchomości.

Różnica jest znacząca, przypomnę bowiem, że nieruchomości spełniające funkcję mieszkalną - nie tylko formalnie w ewidencji gruntów i budynków, ale również faktycznie, co znaczy, że lokal naprawdę jest zamieszkały - są obłożone podatkiem od nieruchomości o maksymalnej stawce wynoszącej w tym roku 1,19 zł za mkw.
Tymczasem podatek od nieruchomości zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej wynosi maksymalnie 34 zł za mkw. Różnica jest więc prawie trzydziestokrotna.
Skąd ten pomysł?
O przypadku Katowic pisze Business Insider i wyjaśnia, że za taką interpretacja miasta stoi wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z października 2024 r. Ale właśnie - to interpretacja.
NSA orzekał w sprawie, w której nieruchomości były własnością przedsiębiorcy. Chodziło o sytuację, w której firmy zajmujące się wynajmem instytucjonalnym wynajmują lokale osobom prywatnym. Albo o sytuacje, w których przedsiębiorca ma swoje mieszkania, ale udostępnia je pracownikom i służą one celom mieszkaniowym.
Sąd orzekł, że nie ma znaczenia to, że właścicielem jest przedsiębiorca, znaczenie ma to, że lokale są wykorzystywane do celów mieszkalnych i dlatego należy się fiskusowi niższa stawka podatku od nieruchomości.
Jeśli mieszkania są wynajmowane krótkoterminowo, to nie realizują celu mieszkalnego, i wtedy należna jest wyższa stawka podatku. Podobnie jest w przypadku pustostanów, z których inwestor zrobił sobie lokatę kapitału - wtedy też nie ma celu mieszkalnego, więc podatek należy się wyższy.
Czytaj więcej w Bizblogu o podatkach i nieruchomościach
Płaćcie więcej za ostatnie 5 lat
I tyle. Na tej podstawie Katowice zaś uznały, że skoro mieszkania wybudowane, ale jeszcze nie sprzedane przez dewelopera, też nie realizują celów mieszkaniowych, należy się od nich 30-krotnie wyższa stawka podatku. I na dodatek miasto domaga się od deweloperów złożenia korekty za ubiegłe lata sięgając wstecz aż do 2020 r. i zapłaty należnego podatku po wyższej stawce.
Ktoś w Katowicach chyba nie lubi branży deweloperskiej, bo ta sprawa wcale nie jest tak oczywista. Bo lokal w zasobie dewelopera, który przeznaczony jest na sprzedaż, a wręcz aktywnie sprzedawany, a nadal nie znalazł nabywcy, nie jest lokatą kapitału, nie jest też do końca pustostanem, a prawnicy mają wątpliwości, czy pomysł Katowic rzeczywiście ma sens.
Sprawa dopiero się rozkręca i całkiem prawdopodobne, że skończy się w sądzie. Ale jeśli ta oryginalna interpretacja Katowic nie zostanie w sądzie obalona, w te ślady mogą pójść kolejne miasta, szczególnie że niesprzedany zasób mieszkaniowy deweloperów jest całkiem spory, dla samorządów może to być więc smaczny kąsek.