REKLAMA

Polski prąd popłynie na Ukrainę. W końcu zrobimy porządek z węglem

Rząd zamierza upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Premier Donald Tusk przyznał, że jego gabinet pracuje nad tym, aby zabezpieczyć energetycznie Ukrainę na zimę. Za jednym razem można byłoby w ten sposób uporać się też z puchnącymi zapasami węgla przy kopalniach. Ale jest podstawowy warunek, żeby to wszystko w ogóle się opłaciło. Bez zgody Brukseli nie ma na to szans.

Polski prąd popłynie na Ukrainę. W końcu zrobimy porządek z węglem
REKLAMA

W trakcie poniedziałkowego spotkania premiera Donalda Tuska z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim doszło do podpisania umowy o bezpieczeństwie. Cześć jej zapisów dotyczy zabezpieczenia energetycznego Ukrainy w kolejnych miesiącach roku, zwłaszcza w trakcie zimy. Nie jest wszak tajemnicą, że Rosja ponownie zasypie atakami rakietowymi ukraińskie zakłady energetyczne. I tutaj swoją rolę widzi Polska. Chcemy z jednej strony podać pomocną dłoń Ukrainie, a z drugiej uporządkować własny rynek węgla, który niemiłosiernie cierpi od miesięcy. 

REKLAMA

Pracujemy nad tym, aby móc spalać polski węgiel nie płacąc za emisję, a tak wytworzony przez polskie elektrownie prąd przesyłać istniejącym mostem energetycznym na Ukrainę, co przynajmniej w części może pomóc przetrwać zimę — przyznał premier Tusk.

Polski węgiel bez opłat za emisję da prąd Ukrainie?

Pomysł jest taki – polski węgiel trafi do polskich elektrowni, które go spalą, a wytworzoną w ten sposób energię prześlą mostem energetycznym do Ukrainy. Dzięki temu nasz sąsiad otrzyma spore wsparcie, a my z kolei będziemy mogli przynajmniej zacząć jakieś porządki na rynku węgla.

To pokazuje, że absolutnie nie powinniśmy rezygnować z polskiego węgla. Liderem tej pomocy powinien być Południowy Koncern Węglowy — nie ma wątpliwości w rozmowie z Bizblog.pl Bogdan Tkocz, związkowiec z Tauron Serwis.

Aby ten pomysł mógł mieć szansę na realizację, musi być spełniony podstawowy warunek. Polska celuje w zawieszenie opłat związanych z emisjami CO2 – w ramach unijnego systemu ETS. Wtedy produkcja prądu dla Ukrainy byłaby znacznie tańsza. My zaś moglibyśmy zacząć kruszyć węglowe zapasy i przy elektrowniach i przy kopalniach.

Polski rynek węgla na kolanach

Na naszym rynku węgla dzieje się sporo złego od wielu miesięcy. Głównie za sprawą wzmożonego importu w ostatnich latach, który miał rekompensować rezygnację z rosyjskiego czarnego złota. Elektrownie spalają zakontraktowany węgiel z zagranicy, a nasze przykopalniane zwały tylko rosną. W kwietniu br. było już tam 5,15 mln t węgla (w sumie 12,81 mln t). Ostatni raz tak dużo było trzy lata wcześniej, w czerwcu 2021 r. 5,34 mln t przy kopalniach i 12,66 mln t w sumie.

Więcej o węglu przeczytasz na Spider’s Web:

Ale puchnące zapasy węgla to nie jedyny kłopot polskiego górnictwa. Wydobycie i sprzedaż, które przed majem 2020 r. nigdy wcześniej nie spadły poniżej 4 mln t, szurają po dnie i przebijają się w stronę mułu. W maju 2024 r. wydobycie węgla w Polsce miało drugi w historii najgorszy wynik: 3,31 mln t. Gorzej było tylko raz: w maju 2020 r.: 3,19 mln t. Warto też podkreślić, że to już czwarty miesiąc z rzędu, kiedy wydobycie jest poniżej 4 mln t. Do takiej sytuacji nie doszło nigdy wcześniej.

Ze sprzedażą węgla też nie jest najlepiej. W maju br. to było raptem 3,15 mln t. I znowu: to drugi, najgorszy wynik w historii polskiego górnictwa. Tylko raz — w czerwcu 2023 r. (3.03 mln t) - było gorzej. W tym roku kalendarzowym jeszcze ani razu nie udało się przebić granicy 4 mln t. A w 2023 r. sprzedaż polskiego węgla spadła poniżej tego poziomu aż 6 razy (w lutym, kwietniu, maju, czerwcu, lipcu i sierpniu). A wcześniej, w całej historii polskiego górnictwa, z taką sytuacją mieliśmy do czynienia tylko dwa razy: w maju 2020 r. (sprzedaż węgla na poziomie 3,46 mln t) i we wrześniu 2022 r. (3,72 mln t).

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA