REKLAMA

Umowę z górnikami trzeba szybko zmienić. W końcu ktoś to powiedział na głos

Trzeba raz na zawsze skończyć z udawaniem w sprawie umowy społecznej z górnikami. Ten dokument sprzed pięciu lat już nijak ma się do otaczającej nas rzeczywistości. Rząd zdaje sobie z tego sprawę i musi zacząć działać.

umowe-spoleczna-z-gornikami-do-szybkiej-zmiany

Umowę społeczną z górnikami podpisano w maju 2021 r., w Katowicach. Nie było i nie jest tajemnicą, że jej treść podyktowali związkowcy. Rząd Mateusza Morawieckiego tak chciał sobie kupić polityczny spokój i rzeczywiście: przynajmniej górnicy już go potem raczej nie zaczepiali. A co dostali w zamian? Listę inwestycji, do tej pory nierealizowaną i harmonogram zamykania kopalni, który kończy się w 2049 r. Do tego doszedł też zapis o osłonach socjalnych (urlopy górnicze i jednorazowe odprawy pieniężne). Górnicy musieli poczuć się zaopiekowani z każdej strony. 

Dopiskiem o tym, że umowa społeczna musi być notyfikowana przez Komisję Europejską, w ogóle się nie przejmowali. Potem zajmowało się tą sprawą w sumie czterech pełnomocników premiera Morawieckiego ds. górnictwa, a także specjalnie powołane do życia w Katowicach przez premiera Donalda Tuska Ministerstwo Przemysłu. W jednym i drugim przypadku uzyskano ten sam rezultat: notyfikacji jak nie było, tak dalej nie ma. W międzyczasie coraz więcej przesłanek wskazywało na to, że tę umowę społeczną z górnikami sprzed ponad już pięciu lat trzeba modyfikować. Ale rząd milczał. Do tej pory.

Przy zamykaniu kopalń nie należy sztywno trzymać się dokumentów i umowy społecznej, a w pierwszej kolejności stawiać na bezpieczeństwo państwa i jego gospodarki - stwierdził podczas Future Mining Forum & Expo w Katowicach Marian Zmarzły, wiceminister energii.

Górnicy i umowa społeczna, czyli koniec udawania

I dobrze, że padły takie słowa. Mam nadzieję, że w ślad za nimi pójdą tez stosowne działania. Przecież już przy podpisywaniu pięć lat temu umowy społecznej z górnikami - która zakłada fedrowanie do 2049 r., czyli raptem na rok przed terminem osiągnięcia neutralności klimatycznej przez UE - eksperci wskazywali, że będzie to dokument bardzo trudny do zrealizowania.

Dzisiaj, widząc utrzymujące się od miesięcy fatalne wydobycie węgla, a także kruszące się na potęgę zatrudnienie w naszym górnictwie, jest już pewne, że nad tą umową społeczna z górnikami trzeba usiąść jeszcze raz. Bo pierwowzór ma się do obecnej rzeczywistości, jak pięść do nosa. Tylko dopłaty z budżetu państwa pozwalają jeszcze na to, żeby zbyt dużo górników produkowało za mało zbyt drogiego węgla. 

Taki model po prostu nie przetrwa. Dowodem są kolejne, fatalne wyniki naszych spółek węglowych. Straty liczone w miliardach złotych nie dość, że nie są dobrym prognostą na przyszłość, to w dodatku dosyć skutecznie starszą inwestorów. Nic więc dziwnego, że dochodzą pogłoski o planach konsolidacji tych spółek w jeden podmiot. Będzie też kolejny pełnomocnik ds. górnictwa.

Tylko po co? Tego nie wiem. Coś mi się wydaje, że w ten sposób rząd Donalda Tuska chce ukryć to, że po prostu żadnego planu dla naszego górnictwa nie ma. I nie miał od początku. Przykładem jest chociażby sytuacja w JSW. Koksowa spółka cały czas walczy o płynność finansową, a rząd się tylko temu przygląda. I nie wiadomo, co dalej. Czy coś jest na rzeczy w sprawie włącznie JSW do przemysłu zbrojeniowego? A może pojawi się jakiś zagraniczny inwestor? Czeski film. 

Daty nie potrafią kłamać

Rząd już wcześniej wysyłał nieśmiało sygnały o tym, że podpisana pięć lat temu umowa społeczna z górnikami nie ma raczej racji bytu. Bo po prostu nie zgadzają się daty. Przypomnę: harmonogram zamykania kopalni kończy się w 2049 r. Wtedy ma zakończyć się wydobycie węgla m.in. w Kopalni ROW Ruch Chwałowice i Ruch Jankowice oraz kopalniach Sobieski i Janina. 

Tymczasem Miłosz Motyka, minister energii, w rozmowie z serwisem Energetyka24, stwierdził niedawno, że węgiel będzie nam potrzebny i nikt z niego nie zrezygnuje z punktu widzenia bezpieczeństwa. Przynajmniej na razie.

Do momentu uruchomienia mocy jądrowych będzie współkształtował nasz miks energetyczny, choć w mniejszym wymiarze niż dziś - uściślił Motyka.

Plany mówią, że nasza pierwsza elektrownia jądrowa powinna być uruchomiona w 2036 r. Ale opóźnienie w tego typu projektach to już tradycja i lepiej brać pod uwagę kilkuletni margines błędu. Nawet jednak po dodaniu tych paru lat, dalej będziemy zdecydowanie przed 2049 r.

Warto pod tym względem przyjrzeć się też najnowszej wersji Krajowego Planu w Dziedzinie Energii i Klimatu. W zeszłym roku w Polsce wydobyto w sumie ponad 42 mln węgla i był to jeden z najgorszych wyników w historii. A przecież scenariusz zrównoważony (WEM) KPEiK zakłada spadek zapotrzebowania do 2030 r. do ok. 28 mln t, a przypadku scenariusza ambitnego (WAM) - ok. 19 mln t. 

W kolejnej dekadzie węgiel ma od nas ociekać tylko szybciej. Scenariusz WEM mówi o zapotrzebowaniu na czarne złoto w 2040 r. na poziomie ledwie ok. 10 mln t. W przypadku scenariusza WAM to tylko 0,1 mln t. Na 9 lat przed oficjalnym wygaszeniem wydobycia, zgodnie z niby obowiązującą umową społeczną z górnikami. Po co w okresie od 2040 do 2049 utrzymywać nierentowne kopalnie? Co zrobimy z wyprodukowanym wtedy węglem? 

Miks energetyczny coraz bardziej w zielonych barwach

Umowa społeczna z górnikami, która zakłada produkcję węgla jeszcze przez 23 lata, nijak ma się też do zmian, jakie zachodzą w naszym miksie energetycznym. Fundacja Instrat swój pierwszy Przegląd Węglowy opublikowała w maju 2023 r. Wtedy węgiel kamienny miał udział w produkcji energii elektrycznej na poziomie 38,3 proc., a węgiel brunatny - 21 proc.

Więcej o górnikach przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

Do instalacji fotowoltaicznych należało 12,8 proc. tego tortu, a do energetyki wiatrowej - 11,9 proc. A jak ten podział miał się pięć lat później, w maju 2026 r.? Węgiel kamienny spadł do 30 proc., a brunatny - do 19 proc. Odbiła za to mocno fotowoltaika, która uzyskała wynik 21 proc. Z kolei energia wiatrowa zaliczyła bardzo podobny wynik i odpowiadała za 11 proc. wyprodukowanej energii. 

A za chwilę te zazielenianie się naszego miksu energetycznego tylko przyspieszy. I dzięki morskim wiatrakom i dzięki też elektrowni jądrowej. Wtedy z pewnością nie będziemy potrzebowali aż tyle węgla. Nieprzydatna będzie również umowa społeczna z górnikami w obecnej formie. Dlatego trzeba ją jak najszybciej zmienić. 

Fot. Willi Heidelbach/Pixabay

Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.