Gdy większość Polaków myślała już wyłącznie o choince, barszczu i tym, czy karp na pewno się rozmrozi, Ministerstwo Finansów 22 grudnia wrzuciło do obiegu projekt, który ma rzekomo „uszczelnić” rynek e-papierosów. W praktyce druk UD308 uszczelnia 1 proc. rynku, czym zapracował sobie już na miano Lex 1 procent. Jeśli wejdzie w życie – stanie się podręcznikowym przykładem tego, jak planować podatek, żeby ominął dokładnie tych, którzy powinni go płacić.

Punktem wyjścia jest reforma akcyzowa, która weszła w życie 1 września 2025 r. i była firmowana przez wiceministra finansów Jarosława Nenemana. Jej najbardziej namacalnym skutkiem był skokowy wzrost cen e-papierosów, wywołany wprowadzeniem dodatkowej, 40-złotowej opłaty akcyzowej na urządzenia do waporyzacji oraz zestawy części do e-papierosów.
Jednorazówki wypłynęły w częściach
Efekt? Popularne e-papierosy jednorazowe niemal zniknęły ze sklepowych półek. Dziś odpowiadają za niespełna 0,5 proc. rynku. Rynek zrobił to, co zawsze robi w takich sytuacjach – znalazł drogę na skróty. Legalną. Potwierdzoną interpretacjami skarbówki.
W miejsce jednorazówek weszły rozwiązania wielorazowe, które z 40-złotowej akcyzy robią sugestię niż obowiązek.
Pierwszy numer to tzw. „składaki”, czyli e-papierosy sprzedawane na części. Bateria osobno (około 30 zł), grzałka osobno (około 6 zł), zbiornik z płynem osobno (około 20 zł). Zestawu nie ma, więc 40 zł akcyzy też nie ma. Gdyby ktoś to sprzedał w jednym pudełku, fiskus dostałby 40 zł. Sprzedając na części – dostaje zero złotych.
Dla pełnego bezpieczeństwa producenci drukują nawet dwa paragony fiskalne, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to nie był „zestaw”. Krajowa Informacja Skarbowa potwierdziła w Wiążącej Informacji Akcyzowej, że taki model sprzedaży 40-złotowej akcyzy nie rodzi. Fiskus podpisał się pod tym obiema rękami.
Drugi patent to „e-papierosy z dziurką”, czyli zbiorniki otwarte, które po zużyciu płynu można po prostu napełnić ponownie. Akcyza 40 zł jest płacona raz – przy pierwszym podzie. Później użytkownik dolewa płyn do woli, płacąc 1,44 zł akcyzy za 1 ml.
Plaster na złamaną nogę
I teraz najciekawsze: projekt UD308 nie likwiduje żadnej z tych luk. Zamiast tego skupia się na e-papierosach indukcyjnych, które odpowiadają za około 1 proc. rynku.
Jeśli projekt wejdzie w życie, te właśnie urządzenia zostaną objęte podwójnym opodatkowaniem: 40 zł akcyzy od urządzenia, kolejne 40 zł akcyzy od każdego wkładu,
plus 1,44 zł za każdy mililitr płynu. Łącznie daje to 82,88 zł akcyzy. Dla porównania dystrybutor e-papierosowych „składaków” sprzedawanych na części – zapłaci 2,88 zł akcyzy za płyn. Bardzo ciekawe podejście.
Tym ciekawsze, że Ministerstwo Finansów doskonale zna problem. Wie o „składakach” i o zbiornikach otwartych – tych „z dziurką” – wie, że większość rynku skutecznie omija 40 złotową akcyzę. A mimo to w projekcie UD308 nie proponuje żadnego uszczelnienia. Uderza za to w symboliczny 1 proc. rynku.
Trudno uwierzyć, że to wypadek przy pracy i przeoczenie, zwłaszcza jeśli pod uwagę weźmiemy termin, w jakim projekt ustawy ujrzał światło dzienne oraz fakt, że budżet państwa rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy.
Koncerny protestują
Przeciwko pomysłowi fiskusa protestują wszyscy czterej globalni producenci tytoniowi: Philip Morris, British American Tobacco, Japan Tobacco i Imperial Tobacco. Za to pomysł gorąco popiera Związek Pracodawców Branży Vapingowej (ZPBV).
Ironia losu polega na tym, że to właśnie ZPBV 10 września apelował do Ministerstwa Finansów o interwencję fiskalną, sugerując, że e-papierosy indukcyjne są „faworyzowane”, bo rzekomo unikają podatku. Związek nie wspomniał jednak, że producenci tych urządzeń od początku płacili za nie akcyzę, ani że firma członkowska w ZPBV sprzedaje „składaki”, od których 40 zł akcyzy fiskus już nie ogląda.
Tego samego dnia resort finansów opublikował oświadczenie, w którym zapewniał, że „monitoruje rynek” i „nie dopuści do sytuacji, w której istnieją wyroby nieobjęte akcyzą”. Projekt legislacyjny ruszył i dziś mamy UD308 – regulację, która dokładnie na to pozwala. „Składaków” i e-fajek „z dziurką” nie obejmie, ale za to e-papierosy indukcyjne już tak. W dodatku dając ich producentom raptem 2 tygodnie na dostosowanie się do nowych przepisów. O zapisanej w umowie koalicyjnej zasadzie co najmniej 6 miesięcy vacatio legis rząd zdążył już chyba zapomnieć.
Felietonowy morał jest prosty: projekt UD308 nie uszczelnia rynku – on go modeluje pod tych, którzy najlepiej znają luki. A fakt, że ten pomysł pojawił się tuż przed świętami, gdy uwaga opinii publicznej była gdzie indziej, wygląda nie jak przypadek, lecz jak nowa, świecka tradycja fiskusa, który zaskakuje przedsiębiorców nawet wśród nocnej ciszy.






































