Nowy rok, nowe taksówki. Trzy zmiany, które czekają pasażerów po lex Uber

1 stycznia w życie weszły przepisy cywilizujące rynek taksówkarski. Dla kierowców oznacza to ogromne zamieszanie i konieczność wyrabiania nowych licencji. Ale pasażerowie też na własnej skórze odczują noworoczne zmiany.

Lex Uber. Co zmieniło się dla pasażerów od 1 stycznia 2020 r?

To, że taki moment nadejdzie, było pewne, właściwie odkąd Uber zaczął zdobywać popularność nad Wisłą. Zabójczo niskie stawki za kilometr, nieznający zasad ruchu drogowego cudzoziemcy za kierownicami i liczne kontrole inspekcji drogowej – wrażeń uzbierało nam się co niemiara.

Na szczęście ustawodawca w końcu się opamiętał i stworzył prawo, które z drobnymi niedoskonałościami stanowi coś w rodzaju kompromisu między próbą zabetonowania dostępu do zawodu ze strony taksówkarzy, a jego całkowitym zderegulowaniem, czego chciał Uber.

Od nowego roku licencje taksówkarskie wciąż będą więc obowiązkowe, ale ich zdobycie będzie dużo prostsze niż dzisiaj. Kierowcy będą musieli przejść badania, przedstawić zaświadczenia o niekaralności, kupić kasy fiskalne (rozporządzenia, które miało zastąpić je aplikacją, wciąż nie ma), zarejestrować swoje samochody jako taksówki, a potem obkleić je zgodnie z wymogami narzucanymi przez miasto i zawiesić na dachu koguta. Zniknie jednocześnie konieczność zdawania egzaminów z topografii, które do tej pory były wymagane przez niemal wszystkie polskie miasta.

Z drugiej strony nowe obowiązki dostaną też platformy w rodzaju Ubera, Bolta czy Free Now, które staną się w myśl nowego prawa pośrednikami. Wszystkie te firmy dostaną 3 miesiące na uzyskanie licencji na przewozy. W efekcie każdy z tych podmiotów stanie się odpowiedzialny za kierowców, których dopuszcza do korzystania z aplikacji. Jeżeli ITD złapie na gorącym uczynku osobę bez licencji taksówkarskiej, problemy będzie mieć też pośrednik. A to bardzo mocno zmieni jego dotychczasową optykę. Co klienci z pewnością odczują, bo…

Dłużej poczekamy sobie na taksówkę

W Uberze i Bolcie większość kierowców jeździ obecnie bez licencji. Obie platformy podają, że zdecydowana większość ich użytkowników to osoby, które tylko dorabiają sobie po godzinach. Właśnie w tę liczną rzeszę nowe przepisy uderzą najbardziej. Koszt OC skoczy w górę mniej więcej dwukrotnie, załatwienie licencji też wiąże się z wydatkiem kilkuset złotych. Nie mówiąc już o tym, że stempel w dowodzie z napisem taxi automatycznie obniży wartość samochodu, który realnie na działalność zarobkową poświęca, dajmy na to 20h tygodniowo.

Z tego względu wielu kierowców może zrezygnować i machnąć ręką na Ubera. Przedstawiciele platform już wcześniej ostrzegali, że czas oczekiwania na samochód może się zwiększyć z kilku do kilkunastu minut. To w sumie żadna tragedia, ale znaczący spadek liczby kierowców ma jeszcze jedną, o wiele większą wadę. Czeka nas bowiem…

Wzrost stawek za przejazdy

Umówmy się – to musiało się w końcu stać. Sytuacja, w której przejazd kosztuje 1,3 zł za kilometr, podczas gdy sama cena benzyny to 40-50 groszy, była nie do utrzymania. Free Now, Bolt i Uber i tak w końcu przestałyby organizować promocje i z własnych kieszeni dopłacać pasażerom do przewozów.

Problem rozwiąże się jednak prawdopodobnie sam. Jeżeli za mniejszą liczbą kierowców nie pójdzie drastyczny spadek popytu na taksówki, będziemy musieli przyzwyczaić się do mnożników. A te potrafią być naprawdę drakońskie. O ile maksymalne stawki nabijane przez taksometry są ograniczone miejskimi przepisami, o tyle wskazania aplikacji nie mają już żadnych zahamowani. Chcesz jechać? To płać i płacz. A na miejsce dowiezie cię w tym czasie…

Kierowca, który nie zna miasta

Lex Uber znosi obowiązek zaliczania testów z topografii miasta. Licencjonowany taksówkarz nie będzie musiał znać również języka polskiego. Do tej pory takie sytuacje były oczywiście częste, sprowadzały się jednak tylko do Ubera i Bolta. I w dodatku było to nielegalne. Teraz każda firma z licencją na przewozy będzie mogła zgodnie z prawem zatrudnić taksówkarzy, których komunikatywność ograniczy się do potwierdzenia naszej tożsamości.

Jeżeli jednak chcemy bardziej otwartego i zliberalizowanego rynku przewozów, trzeba wziąć te niedogodności na klatę. Alternatywą jest bowiem powrót do czasów, w których za 2 zł/km taksówkarzowi nie chciało się wyruszać z postoju. Tak więc, coś za coś.

Czytaj też: Zaświadczenie o niekaralności - kiedy jest potrzebne i jak je zdobyć? 

Adam Sieńko
Redaktor