Koniec z flipperką. Właściciele kilku mieszkań zapłacą krocie
Posłowie Lewicy proponują wprowadzenie nowego podatku od wartości nieruchomości, który uderzy właścicieli trzeciego i kolejnych mieszkań. Danina, wzrastająca co roku przez dekadę, miałaby zmusić „flipperów” do sprzedaży lokali i uwolnić mieszkania dla osób szukających własnego dachu nad głową.

„Podatek od biznesu mieszkaniowego” – tak posłowie Lewicy określają projekt złożony do marszałka Sejmu. Ich propozycja zakłada istotną zmianę w systemie: likwidację obecnego podatku od nieruchomości i zastąpienie go podatkiem opartym na wartości nieruchomości, przypominającym podatek katastralny.
Dziś mechanizm jest prosty, a stawki dość łaskawe dla podatników. Wysokość podatku od nieruchomości ustalają gminy, ale stawka nie jest nieograniczona. W 2026 r. nie może być wyższa niż 1,25 zł za mkw. I tak właściciel 50-metrowego mieszkania płaci rocznie maksymalnie 62,5 zł.
Podatek dla wlecieli kilku mieszkań miałby rosnąć co roku
Zmiany najbardziej uderzyłyby właścicieli co najmniej trzech mieszkań. Każde trzecie i następne posiadane mieszkanie lub dom zostałoby opodatkowane wysokości 0,5 proc. wartości nieruchomości. Ale to nie koniec. Projekt zakłada, że przez kolejne 10 lat podatek będzie rósł o 0,1 proc. rocznie, aż osiągnie poziom 1,5 proc. Szacuje się, że wyższa danina objęłaby 1 proc. Polaków – tyle osób posiada w kraju trzy i więcej mieszkań.
Politycy chcą w ten sposób przymusić właścicieli co najmniej trzech mieszkań do sprzedaży lokali.
Tylko skąd wiadomo, ile warte jest mieszkanie lub dom? Wartość byłaby oszacowana na podstawie danych z rządowego portalu „Dom”. Nowej daninie podlegałoby trzecie i każde kolejne mieszkanie, przy czym decydowałaby kolejność zakupu. Wartość nieruchomości byłaby wyceniana na podstawie średniej z transakcji w danej gminie z uwzględnieniem metrażu i roku budowy.
Jeżeli założymy, że średnia cena transakcyjna nowych mieszkań na siedmiu głównych rynkach w Polsce wynosi ok. 14 251 zł/mkw., to w przypadku trzeciego lokalu podatek wyniósłby aż 3 562,75 zł – i to tylko w pierwszym roku. To szacunki, bo ceny za metr kwadratowy będą różniły się w zależności od lokalizacji i standardu.
Dla porównania: właściciele pierwszego i drugiego mieszkania płaciliby 0,02 proc. wartości lokalu. Przy czym kwota ta nie mogłaby przekraczać dzisiejszej stawki podatku od nieruchomości, więc osoby te nie muszą obawiać się zmian.
Chcemy uwolnić mieszkania dla tych, którzy potrzebują mieć dach nad głową, a nie dla tych, którzy trzymają w tych mieszkaniach pieniądze – mówiła Anna Maria Żukowska, szefowa klubu Lewicy.
Samorząd mógłby zwiększać bądź zmniejszać stawkę
Podatek miałby trafiać do samorządów. To one – podobnie jak dziś – mogłyby zwiększyć lub zmniejszyć opodatkowanie i tym samym stymulować rozwój danej części miasta.
Każda gmina będzie mogła użyć współczynnika korygującego od 0,2 do 2. Samorząd najlepiej wie, czy się wyludnia, czy dynamicznie rozwija. Które dzielnice potrzebują gwałtownego zablokowania spekulacji, a które zachęt do zamieszkania. Rada gminy będzie mogła obniżyć lub podwyższyć podatek, aby realizować własną politykę, np. tworzyć presję na właścicieli pustostanów w kamienicach lub promować efektywność energetyczną – wyjaśniają autorzy projektu.
Wyższa danina dla właścicieli co najmniej trzech mieszkań nie dotyczyłaby spółdzielni mieszkaniowych, TBS-ów i Społecznych Agencji Najmu (SAN).
Więcej wiadomości z rynku nieruchomości można przeczytać poniżej:
Podatek od nieruchomości do zmiany?
Propozycje zmian dotyczących podatku od nieruchomości padają też w samorządach. Na razie bez skutku. W Gdańsku mieszkańcy proponowali nałożenie wyższego podatku od nieruchomości dla lokali wynajmowanych krótkoterminowo. Chcieli, by stawka była taka sama jak dla tych lokali, w których prowadzona jest działalność gospodarcza. O ile właściciele mieszkań płacą rocznie 1,25 zł za mkw., to dla posiadaczy lokali wynajmowanych turystom na doby stawka byłaby znacznie wyższa – 35,53 zł za mkw. Oznacza to, że właściciel 50-metrowego mieszkania wynajmowanego turystom zapłaciłby rocznie aż 1 776,5 zł zamiast 62,5 zł. Radni odrzucili ten pomysł.



















