Trump jak Putin? Europa ryzykuje nową zależność
Poprzedzający rosyjską napaść na Ukrainę kryzys energetyczny pokazał, czym grozi uzależnienie się od dostaw energii tylko z jednego kierunku. Ale wychodzi na to, że ta lekcja niczego Europy nie nauczyła.

Rosja kombinowała, że przez energetyczne uzależnienie (głównie od gazu ziemnego) Europa za bardzo nie będzie fikać w sprawie Ukrainy. Stało się jednak inaczej, a w dodatku Bruksela podjęła decyzję ukracającą tą zależność wobec Moskwy. W pierwszej kolejności rzecz jasna trzeba było zabezpieczyć, z alternatywnych kierunków, dostawy energii. Bardzo chciał to wykorzystać amerykański prezydent Donald Trump, którego polityka międzynarodowa sprowadza się w skrócie do tego, żeby inni płacili USA. Obojętnie za co, ale jednak. I najlepiej Europę do poziomu takiego płatnika zepchnąć jak najszybciej, co chyba powoli się już udaje.
Europa zaimportowała rekordowe 65,2 mln ton (88,7 mld m sześc.) LNG z USA w 2025 r., co stanowi wzrost o 58 proc. rok do roku - wykazuje forma analityczna Kpler.
Gaz ziemny, czyli USA to nie Rosja?
Putin czekał latami, podpisując z kolejnymi krajami europejskimi kontrakty na dostawy gazu ziemnego, aż nie będzie krył się ze swoimi roszczeniami terytorialnymi. Trump nie wydaje się być aż tak cierpliwy. I chce jak najszybciej wziąć sobie Grenlandię, niczym prezydenta Wenezueli. Dlatego o koniecznej dywersyfikacji dostaw energii mówił ostatnio Dan Jorgensen, były minister energii Danii, a obecnie unijny komisarz ds. energii.
Relacje transatlantyckie nie są pozbawione komplikacji - przyznał podczas briefingu prasowego w Parlamencie Europejskim.
Jorgensen zaakcentował jednocześnie, że UE nie potrafiłaby ograniczyć importu energii z Rosji, w tym gazu ziemnego, bez pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych. Ale jednocześnie, jak zauważa Duńczyk, Bruksela nie chce stawić czoła temu, co spotkało ją z Rosją. Tym samym dalej uzależnia się od LNG z USA. Receptą mają być OZE i połączenia międzysystemowe.
Ban na rosyjską energię ważniejszy
Tak duży wzrost importu LNG z USA do Europy powinien w głowach najważniejszych polityków Starego Kontynentu zapalić czerwone lampki. Ale Dan Jorgensen przyznaje, że Waszyngton nie jest - tak samo jak Moskwa - dla UE żadnym wrogiem i przenosi ciężar dyskusji na kolejny pakiet sankcji wycelowany w Rosję. Najprawdopodobniej 20. pakiet będzie przyjęty 24 lutego br. - w 4. rocznicę rosyjskiej napaści na Ukrainę. Uderzenia w rosyjskie paliwo jądrowe nie ma się jednak co spodziewać, ze względu na trudność z jednomyślnością krajów UE w tym względzie.
Więcej o gazie ziemnym przeczytasz w Bizblog:
Tymczasem z wyliczeń think tanku CREA wychodzi, że - licząc tylko od końca lutego 2022 r. - Rosja w skali globalnej na sprzedaży paliw kopalnych (ropy, węgla i gazu ziemnego) zarobiła już 1 bln euro. Najwięcej na ropie - prawie 690 mld euro, na gazie ziemnym - ok. 205 mld euro i na węglu - ok. 108 mld euro. A jak wygląda taki rachunek dla UE? Opiewa już na blisko 219 mld euro, z czego ponad 106,5 mld euro należy do ropy, więcej niż 108,5 mld euro - do gazu ziemnego i przeszło 3,5 mld euro do węgla.







































