W gabinetach kosmetycznych też. Botoks, kwas i mezo może zrobić tylko lekarz, a nie jakaś tam kosmetyczka po kilkugodzinnym szkoleniu online. Po takim prawdziwym też nie - ostro stawia sprawę Ministerstwo Zdrowia. To gigantyczny cios w branżę beauty.

Wyobraź sobie, że seria małych igieł centymetr po centymetrze nakłuwa twoją twarz, żeby przerwać ciągłość skóry i wprowadzić tam kwas. Nie lubisz igieł? Ok. Można zamiennie potraktować twarz prądem o wysokiej częstotliwości.
Niewtajemniczonym wyjaśniam, że to co powyżej to mezoterapia. Można zapisać się na kurs online za niespełna 200 zł (a jest ich w internecie od groma), a potem nakłuwać twarze innych ludzi za 500-700 zł od twarzy.
Można też nakłuwać same okolice oczu, twarz i szyję, można też skórę głowy oraz nawet dłonie, brzuch, uda czy pośladki. Po co? Podobno to redukuje zmarszczki, cellulit, odmładza twarz itp.
Więcej wiadomości na temat zdrowia można przeczytać poniżej:
No dobrze, sam kurs online nie wystarczy, trzeba jeszcze kupić do tego sprzęt. Nie znam się, ale w internecie znajduję oferty urządzeń do mezoterapii bezigłowej, czyli do rażenia prądem, już za kilkaset złotych w najpopularniejszych marketach z elektroniką, a takie chyba bardziej profesjonalne za 1,5-2 tys. zł w specjalistycznych sklepach z branży beauty.
Peny do nakłuwania igłami można kupić też spokojnie za ok. 500 zł, ale takie bardziej pro maszyny mogą kosztować i 5 tys. zł i 30 tys. zł.
Czy ja chcę tu kogoś namówić, żeby sobie zrobił kurs i tak dorabiał po godzinach? Przeciwnie! Dużo amatorów takiej ścieżki zawodowej nam się już zrobiło i właśnie mają ogromny problem. I dobrze.
Igła i leki tylo dla lekarza
Kosmetyczki, fryzjerki, manikiurzystki robią masowo sobie takie kursy wstrzykiwania, a potem w prywatnych mieszkaniach przerobionych na gabinety, albo i nie, kłują ludzi. I Ministerstwo Zdrowia mówi „stop”, właśnie psując im biznes.
Od dawna mieliśmy niejasne granice pomiędzy kosmetologią a medycyną estetyczną. Jeden z branżowych portali fashionbiznes.pl napisał niedawno, że „rynek usług beauty w Polsce od lat rozwijał się szybciej niż przepisy” i to bardzo punkt.
Ten rozwój jest tak spektakularny, że branża beauty zyskała siłę i skalę, z której wielu, na pewno ja, zdało sobie sprawę dopiero wtedy, kiedy Donald Tusk postanowił w kampanii wyborczej w 2023 r. obiecać tej branży obniżkę VAT z 23 do 8 proc.
No ale właśnie chyba ktoś tu się zapędził za daleko w tym rozwoju i resort zdrowia postanowił w końcu zrobić z tym porządek - na początku lutego w komunikacie jasno postawił granice, mówiąc, że medycyna estetyczno-naprawcza to nie usługi kosmetyczne, ale świadczenia zdrowotne. A skoro tak, mogą być wykonywane wyłącznie przez lekarzy oraz lekarzy dentystów z odpowiednimi kwalifikacjami.
Resort zdrowia nie odkrył Ameryki, raczej potwierdził wprost to, co wynikało z przepisów, ale jednak pomiędzy nimi lawirowano. A teraz jest czarno na białym.
otoksCzego nie wolno już kosmetyczce?
Co to w praktyce oznacza? Że te zabiegi, które naruszają ciągłość tkanek, albo w sposób inwazyjny podają człowiekowi produkt leczniczy albo wyrób medyczny, może wykonywać tylko lekarz.
I to jest naprawdę duża rzecz, z powodu której branża beauty powinna teraz zatrząść się w posadach, bo to oznacza, że kosmetyczka absolutnie nie może robić klientkom botoksu! Ta potoczna nazwa oznacza zabieg z użyciem toksyny botulinowej, a ta jest lekiem wydawanym na receptę. Ba! Podając tę toksynę nakłuwa się skórę, czyli przerywa się ciągłość tkanek.
Czego jeszcze nie wolno robić kosmetyczkom i wszelkiej maści paniom/panom, którzy nie są lekarzami?
- wspomnianej na początku mezoterapii igłowej, niezależnie od rodzaju wstrzykiwanego preparatu (można za to razić prądem, czyli wykonywać mezoterapię bezigłową);
- popularnego „kwasu”, czyli wypełniania ust, bruzd nosowo-wargowych itd. kwasem hialuronowym;
- zabiegów z użyciem nici liftingujących;
- lipolizy iniekcyjnej (nie pytajcie mnie, co to jest).
Nie mam pojęcia, jaki procent klientów wykonuje te zabiegi u kosmetyczki, a jaki u lekarzy, ale za to mam takie oto doświadczenie, że kilka moich koleżanek z takich zabiegów korzysta - a to mezoterapia, a to kwas, a to botoks i żadna z nich nie robiła tego u lekarza. Żadna. Moje koleżanki to za mała próba statystyczna, ale wystarczy, żeby powiedzieć, że to nie jest na pewno margines rynku.
A teraz, po jasnym postawieniu sprawy przez resort zdrowia, ten nie-margines będzie musiał zejść na margines. A właściwie do szarej strefy, bo legalnie nie będzie można już tego robić w gabinetach kosmetycznych.
Pozostaje pytanie, co się stanie, jeśli branża tę interpretację ministerstwa zdrowia będzie miała w nosie. Jeśli nikt nie zacznie tego kontrolować i wyciągać konsekwencji z łamania przepisów, nic się nie zmieni. No, chyba, że MZ wydało ten komunikat, bo ostrzega, że idzie na wojnę z kosmetyczkami od botoksu, czyli zaczną się kontrole - wtedy na wojnę pójdzie branża beauty, która rozpocznie ostrą PR-ową ofensywę. A doświadczenie już mają.







































