Kierowcy się zapłaczą. Bruksela miesza w przepisach, ceny samochodów pójdą w górę
Od stycznia do października 2020 r. liczba rejestracji nowych aut spadła w krajach Unii Europejskiej o 27 proc. – wynika z danych ACEA. Pewnie myślicie, że teraz producenci zaczną masowo obniżać ceny samochodów? Błąd. W salonach będzie drożej.

Carsmile opublikował w poniedziałek ciekawą analizę rynku automotive, zapowiadając, że w przyszłym roku ceny nowych aut powędrują w górę średnio o 10 proc.

I wyjaśnia, że głównym powodem rosnących cen są wymogi dotyczące emisji spalin oraz minimalnego wyposażenia pojazdów, jakie przed producentami stawia Unia Europejska w trosce o klimat i bezpieczeństwo na drogach.
W efekcie ceny produkcji z roku na rok są coraz wyższe, a na dodatek teraz koszty podbijają ograniczenia w pracy fabryk, które wprowadzono w związku z pandemią.
Michał Knitter spodziewa się, że że w 2021 roku nowe samochody podrożeją średnio o 10 proc., co oznacza kontynuację tendencji obserwowanej w roku 2020.
Według danych Samaru średnia ważona cena nowego samochodu w Polsce wyniosła w pierwszych 10 miesiącach 2020 r. 122 489 zł i była o 10,9 proc. Wyższa niż przed rokiem. Skala odnotowanego wzrostu jest spójna z prognozą przedstawiona przez Carsmile pod koniec 2019 roku.
Jak szybko drożeją najpopularniejsze modele w Polsce?
Carsmile przypomina, że od 2021 r. będzie w UE obowiązywał bardzo restrykcyjny limit emisji spalin, wynoszący 95 g CO2/km. Producenci niespełniający normy będą płacić ogromne kary: 95 euro za każdy gram dwutlenku węgla wyemitowanego ponad limit. Kary będą naliczane od każdego sprzedanego samochodu.
Średnio auta zarejestrowane w UE emitują 122,4 g CO2/km, czyli o 27,4 g więcej od nowego limitu. Łatwo wyliczyć, że oznacza to konieczność zapłaty średnio 2603 euro kary od każdego sprzedanego samochodu. Według szacunków Carsmile, opartych na obecnych poziomach emisji spalin najpopularniejszych samochodów w Polsce, konieczność spełnienia rygorystycznych norm emisyjnych może skutkować podwyżką cen nowych samochodów nawet o… 20 proc. rocznie.
Na szczęście, jeśli przyjrzymy się cenom najpopularniejszych modeli sprzedawanych w Polsce, to okaże się, że ich ceny rosną wolniej, około 6-7 proc. rocznie. Analitycy Carsmile sprawdzili, w jakim tempie drożały w ostatnich pięciu latach Skoda Octavia, Toyota Yaris, Skoda Fabia, Renault Clio oraz VW Golf.
Największe podwyżki dotkną najtańsze wersje
Kolejną ważna zmiana, która podbije ceny aut w Unii Europejskiej, wejdzie w lipcu 2022 r., i będzie dotyczyć minimalnego wyposażenia, bez którego samochodu nie będzie można zarejestrować.
Na obligatoryjnej liście UE znalazły się:
- systemy monitorujące senność i uwagę kierowcy,
- systemy rejestrujące zdarzenia na drodze,
- systemy umożliwiające montaż alkomatu,
- systemy utrzymujące samochód na pasie ruchu w nagłej sytuacji,
- systemy awaryjnego hamowania.
Celem wprowadzanych regulacji jest ograniczenie śmiertelności na drogach oraz zwiększenie ochrony nie tylko kierowców i podróżnych, ale też innych uczestników ruchu drogowego, w szczególności pieszych.
Elektryki są droższe o 80 proc.
Kolejny czynnik, jaki wzięli pod uwagę analitycy Carsmile, prognozując przyszłoroczne podwyżki cen nowych aut, są nadchodzące ograniczenia w rejestracji pojazdów z silnikami spalinowymi. Według opracowania przygotowanego przez PSPA pierwszym krajem w Europie, który już za 5 lat zakaże rejestracji aut z silnikami spalinowymi, będzie Norwegia. W Szwecji, Holandii, Danii i Irlandii zakaz zacznie obowiązywać od 2030 roku.

Porównali oni obecne ceny elektrycznych Mercedesów EQC, VW Id3, Hyundaiów Kony, Mazd MX-30 oraz Peugeotów 208 z ich benzynowymi odpowiednikami. Pod uwagę wzięli najtańsze dostępne wersje wyposażenia. Elektryki okazały się średnio o 80 proc. droższe. Najniższa różnica była dla Mazdy – 40 proc., a najwyższa dla VW ID.3 – 103 proc.
I dodaje, że w ciągu trzech lat różniąca w cenie między elektrykami a samochodami z napędem spalinowym spadnie do 10 proc., a za pięć ich ceny się zrównają. Przy obecnej rozbieżności cenowej na poziomie 80 proc. oznaczałoby to wzrost cen samochodów z napędem spalinowym o kilkanaście procent rocznie.