Vinted masowo blokuje konta Polakom. Dlaczego? Bo ci próbują wykorzystywać serwis zupełnie niezgodnie z jego przeznaczeniem, a potem się skarżą i szukają teorii spiskowych na wyjaśnienie, dlaczego są banowani. Kombinujecie, to dostajecie bana - to proste, nie ma co się żalić.

Polacy to bardzo dziwny naród. Kombinowanie mamy we krwi, wyssane z mlekiem matki, która kombinowała w PRL-u, bo inaczej nie dało się przetrwać. Tylko dzisiaj się da, a my dalej kombinowanie uważamy za prawo człowieka.
Czy Vinted ma limit transakcji?
Do czego służy Vinted? Większość z was na pewno wie, ale powiedzmy sobie to wprost - do sprzedaży tego, co zalega ci w szafie, w prywatnej szafie. To platforma do sprzedaży rzeczy z drugiej ręki, żeby nadać im drugie życie. Czyli dla osób prywatnych, które okazjonalnie coś sprzedają, a nie jest to ich działalność komercyjna.
Co to znaczy okazjonalnie? Vinted nie wprowadza co prawda żadnych limitów transakcji, ale definiuje to precyzyjnie prawo. Bo jeśli przekroczysz 30 transakcji rocznie albo osiągniesz z nich przychód wyższy niż 2 tys. euro, musisz się z tego wyspowiadać skarbówce.
A właściwie platforma, za pośrednictwem której przeprowadziłeś te transakcje, musi wypełnić raport DAC7 na temat twoich transakcji i przesłać go fiskusowi.
To nie znaczy jeszcze, że będziesz musiał zapłacić podatek. To znaczy, że będziesz musiał wyjaśnić fiskusowi, dlaczego tak intensywnie handlujesz i jak przekonasz go, że naprawdę czyścisz szafę i sprzedajesz swoje prywatne rzeczy, które były w twoim posiadaniu co najmniej sześć miesięcy, to wszystko jest ok.
Więcej w Bizblogu na temat zakupów:
Kto ma w szafie pełną rozmiarówkę? Cwaniak!
Tylko problem polega na tym, że wielu Polaków wykorzystuje Vinted niezgodnie z jego przeznaczeniem, czyli za pośrednictwem tej platformy uprawia klasyczny handel komercyjny - a to sprzedają masowo swoje rękodzieło, albo zwyczajnie prowadzą second-hand online, czyli masowo kupują w szmateksach czy na samym Vinted perełki, żeby sprzedawać je drożej. To zwyczajne prowadzenie działalności handlowej.
A tego zabrania regulamin Vinted. Jak się Vinted zorientuje, to blokuje konto, czasem usuwa wystawione ogłoszenia, czasem blokuje możliwość dodawania nowych. Wyborcza.biz pisze, że masowe zamykanie kont zaczęło się pod koniec stycznia i w lutym trwa nadal. A sprzedawcy z Vinted płaczą na grupach w social mediach.
I niech płaczą. Tak, blokujemy konta, jak ktoś próbuje za ich pośrednictwem sprzedaży komercyjnej, a co? - tam bym interpretowała odpowiedź działu PR Vinted, który wcale nie próbuje się jakoś tłumaczyć.
I dobrze. I tylko to narzekanie i płacze użytkowników, których zablokowano, wołają pomstę do nieba. Niektórzy twierdza, że to zemsta kupujących, którzy na nich ślą donosy, bo sprzedający nie chciał zejść z ceny. Inni uważają, że to wina nowego prawa, które nakazuje platformie raportowanie transakcji powyżej 30 do skarbówki (o dziwo, to nie to - tak twierdzi Vinted). Mówią, że atmosfera się przez to zepsuła, że strach przed donosem paraliżuje uczciwych użytkowników.
Naprawdę? Nie róbmy z siebie idiotów, jak ktoś ma w ogłoszeniu, że oferuje pełną rozmiarówkę, a nawet słowo „hurt”, to raczej nie ma czystych rąk, więc nie ma co zgrywać niewiniątka i sio na inne platformy, na których przedsiębiorca musi zapłacić prowizję od sprzedaży zamiast „psuć atmosferę” w miejscu, które służy gospodarce obiegu zamkniętego.
Zdjęcie główne: Bohdan Aleksandrovych/Shutterstock







































