Szkoły świecą pustkami. Polacy proszą prezydenta: wprowadźmy model fiński
Do Kancelarii Prezydenta RP wpłynęła ciekawa petycja. Jej autorzy zwracają uwagę, że zaczynamy mieć problem w szkolnictwie i przekonują, że czas sięgnąć po sprawdzony model fiński. Sugerują, że uporządkuje on sieć szkół i ograniczy koszty gmin bez pogarszania dostępu do edukacji.

Anonimowi autorzy petycji wskazują, że obecny system edukacji coraz gorzej odpowiada na realia demograficzne i finansowe gmin. Podkreślają, że liczba urodzeń od lat spada, co przekłada się na coraz mniejsze klasy. W efekcie w wielu szkołach uczy się niewielu uczniów, co utrudnia racjonalne planowanie i prowadzi do nieefektywnego wykorzystania zasobów.
Problemy systemu pogłębiają się
Drugim istotnym problemem są finanse. Jak wskazano w petycji, subwencja oświatowa nie pokrywa pełnych kosztów funkcjonowania placówek, zmuszając samorządy do dopłat z własnych budżetów. W przeliczeniu na ucznia największe obciążenia generują małe szkoły, bo utrzymanie budynków oraz wynagrodzenia nauczycieli i pracowników administracyjnych kosztuje tam proporcjonalnie najwięcej.
Trzecią barierą są przepisy. Autorzy petycji wskazują, że obecne regulacje utrudniają reorganizację sieci szkół, w tym tworzenie placówek o niepełnej strukturze klas czy filii szkół. Procedury są skomplikowane i czasochłonne, co ogranicza możliwość szybkiego reagowania na zmieniające się potrzeby lokalnych społeczności.
Czytaj więcej w Bizblogu o demografii:
W odpowiedzi na te wyzwania autorzy proponują nowe rozwiązania organizacyjne inspirowane m.in. modelem fińskim, który od lat uchodzi za jeden z najbardziej efektywnych w Europie. Jednym z nich jest model szkoły centralnej i filii, w którym większa placówka pełni funkcję główną, a mniejsze jednostki działają jako jej oddziały. Dzięki temu najmłodsze dzieci mogłyby uczyć się blisko domu, a starsze korzystać z lepszej infrastruktury głównego budynku.
Petycja zakłada także większą elastyczność w tworzeniu szkół obejmujących tylko wybrane etapy nauczania, na przykład klasy I-III lub IV-VIII. Kolejnym pomysłem jest łączenie placówek w zespoły, co pozwoliłoby na wspólną administrację i lepsze wykorzystanie kadry oraz dostępnych zasobów.
Zapaść demograficzna
Autorzy petycji proponują współdzielenie specjalistów, takich jak psychologowie, pedagodzy czy logopedzi. Dzięki temu uczniowie z mniejszych miejscowości mieliby łatwiejszy dostęp do wsparcia, które dziś bywa ograniczone z powodu braków kadrowych i wysokich kosztów zatrudnienia. Autorzy podkreślają, że proponowane rozwiązania nie mają ograniczać dostępu do edukacji. Ich celem jest racjonalizacja systemu i dostosowanie go do realiów, przy zachowaniu zasady samodzielności samorządów.
Jeszcze w latach 80. polskie szkoły przeżywały prawdziwe oblężenie. Co roku rodziło się średnio ponad 650 tys. dzieci, a placówki pękały w szwach. Lekcje odbywały się na zmiany, a klasy liczące ponad 30 uczniów były normą. Potem było już tylko gorzej. Dziś liczba urodzeń wynosi poniżej 250 tys. rocznie. W szkołach podstawowych uczy się nieco ponad 3 mln uczniów, czyli o ok. 40 proc. mniej niż w latach 80., ale wiele budynków i kosztów utrzymania pozostało bez zmian. Są gminy, gdzie do pierwszych klas idzie kilkoro dzieci.



















