Gdyby ktoś rok temu powiedział, że założyciel blockchaina Tron pozwie rodzinę urzędującego prezydenta USA o miliard dolarów twierdząc, że ich wspólny kryptowalutowy projekt jest „na skraju upadku", większość ludzi uznałaby to za fantazję. A jednak...

Justin Sun, miliarder i twórca tokenu Tron, który sam siebie opisuje jako „zagorzałego zwolennika Trumpa i jego rodziny”, twierdzi, że zainwestował 45 milionów dolarów w World Liberty Financial (WLFI) - kryptowalutową spółkę założoną przez Trumpa i jego synów. Jego inwestycja okazała się przełomowa dla projektu: po tym, jak Sun wsparł WLFI, spółka zebrała łącznie około 550 milionów dolarów.
Według pozwu WLFI potajemnie zmieniło zasady i zablokowało tokeny jakie Sun otrzymał w zamian za inwestycje. Grożono mu nawet ich „spaleniem" i doniesieniem na niego do organów ścigania. Sun szacuje wartość zamrożonych aktywów na ponad miliard dolarów i twierdzi, że WLFI jest „na skraju upadku finansowego". Spółka odpiera zarzuty, określając pozew jako próbę odwrócenia uwagi. Sun ma bowiem poważne kłopoty z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości: SEC oskarżała go o manipulację rynkiem, a Departament Sprawiedliwości prowadził wobec niego dochodzenie.
Memecoin, który zniszczył oszczędności 810 tysięcy ludzi
Cofnijmy się do stycznia 2025. Kilka dni przed inauguracją Donald Trump wypuszcza własnego memecoina - $TRUMP. To pierwsza taka sytuacja w historii: urzędujący (prawie) prezydent i własna kryptowaluta. Kurs szybuje do ponad 44 dolarów za token, aby później w ciągu 30 minut stracić 40 proc. wartości. Dziś ten sam token kosztuje niecałe 3 dolary (spadek o 93 proc.).

Token Melanii Trump jest na minusie o 99 proc.:

Według danych CryptoRank detaliczni inwestorzy stracili na obu tokenach łącznie ponad 4,3 miliarda dolarów. Dla porównania - podmioty powiązane z Trumpem zarobiły na samych opłatach transakcyjnych blisko 400 milionów dolarów. Innymi słowy: na każdy dolar zarobiony przez insiderów, zwykły inwestor stracił 20. Około 80 proc. całkowitej podaży tokenów kontrolują podmioty powiązane z Trumpem.
„Pay-to-play" - nowa waluta polityków
Żeby mieć szansę na zaproszenie na ekskluzywne przyjęcie z Trumpem, trzeba być wśród największych posiadaczy tokena. Właśnie dlatego przed każdą galą kurs gwałtownie rośnie, a po jej zakończeniu równie gwałtownie spada. Co ciekawe, 70 proc. uczestników pierwszej z nich stanowili cudzoziemcy, co rzuca (kolejny) cień na prezydenturę w kontekście przyjmowania korzyści od obcych rządów.
Skala całego przedsięwzięcia jest ogromna. Senator Bernie Sanders wyliczył, że rodzina Trumpa zarobiła na prezydenturze łącznie ponad 4 miliardy dolarów. Kryptowaluty stanowią 3,02 miliarda z tej kwoty.
Forbes wycenia majątek Trumpa na 6,5 miliarda dolarów.
Sam stablecoin USD1, stworzony przez WLFI, osiągnął kapitalizację rynkową 4,36 miliarda dolarów. Co ciekawe, właśnie tego tokenu użyło MGX (wehikuł inwestycyjny z Emiratów) do rozliczenia 2-miliardowej inwestycji w Binance (to największa tego typu transakcja w historii kryptowalut).
W Kongresie leżą dwa projekty ustaw, które mogłyby zdelegalizować memecoiny i uniemożliwić rodzinie prezydenckiej zarabianie na politycznych tokenach. Oba projekty złożyli Demokraci. Jak dotąd nie zyskały one poparcia Republikanów. Jeśli Demokraci odbiją Kongres w jesiennych wyborach, temat może wrócić z podwójną siłą.



















