Co ma wspólnego rynek mocnych alkoholi z rynkiem rowerów? Obie branże tak mocno zwiększyły produkcję, sądząc, że pandemiczna eksplozja popytu nigdy się nie skończy, że do dziś nie mogą sobie poradzić z gigantycznymi zapasami. Najwięksi producenci mocnych trunków wręcz toną w morzu niesprzedanego whisky, koniaku czy brandy.

O bardzo trudnej sytuacji światowych potentatów rynku mocnych alkoholi pisze „Financial Times”. Dziennik informuje, że w magazynach pięciu największych giełdowych firm leżakuje dziś spirytus o wartości aż 22 mld dol. To najwyższy poziom od ponad dekady. Branża, która jeszcze niedawno miała problem z niedoborem starych roczników, dziś musi mierzyć się z nadmiarem trunków, na które nie ma chętnych.
Mocne alkohole jak rowery
Skąd się wzięły te problemy? Źródłem jest zamieszanie wywołane przez pandemię. W 2021-2022 r., gdy zamknięci w domach konsumenci częściej sięgali po alkohol, producenci uznali to za początek trwałego trendu. Rozkręcono destylarnie i napełniono beczki, zakładając dalszy wzrost sprzedaży. W przypadku whisky czy koniaku decyzje te podejmuje się z wieloletnim wyprzedzeniem.
Warto zaznaczyć, że niemal dokładnie taka sama sytuacja miała miejsce w przypadku branży rowerowej. Zakazy spotkań i siedzenie w domu wywołały u milionów ludzi na całym świecie głód aktywności fizycznej, dlatego wiele osób postanowiło kupić rower. Branża przeżyła gigantyczny wzrost popytu i rozkręciła całą machinę produkcyjną, ale ten sztucznie wywołany popyt nagle zmalał. Branża rowerowa ma gigantyczne problemy z nadpodażą do dziś i na razie nie widać oznak wyjścia z tego kryzysu.
Wróćmy jednak do alkoholu. Popyt na mocne alkohole osłabł nie tylko przez zakończenie obostrzeń covidowych, ale także pod wpływem inflacji, drożyzny i zmian obyczajowych. Młodsi konsumenci piją dziś rzadziej, częściej wybierają trunki bezalkoholowe albo rezygnują z nich w ogóle. Coraz większą rolę odgrywa też moda na zdrowszy styl życia, która sprawia, że alkohol przestaje być oczywistym elementem spotkań towarzyskich.
Kto oberwał najmocniej?
Skala zapasów najlepiej widoczna jest na przykładzie największych firm. „Financial Times” podaje, że spółka Diageo, właściciel między innymi Johnnie Walkera, ma w dojrzewających whisky zamrożone około 8,6 mld dol. Wartość tych zapasów wzrosła z 34 proc. rocznych przychodów spółki w 2022 r. do 43 proc. w 2025 r. Gazeta zwraca uwagę, że to pieniądze zamrożone na całe lata, do tego wymagające kosztownego przechowywania i finansowania.
Prawdziwie ekstremalny jest przypadek francuskiej marki Rémy Cointreau. Producent koniaku zgromadził zapasy warte ok. 1,8 mld euro, czyli niemal dwukrotność rocznych swoich przychodów i blisko całą rynkową wycenę spółki. Oznacza to, że firma teoretycznie mogłaby przez długi czas nie produkować nic, a i tak miałaby co sprzedawać. O ile oczywiście znalazłaby klientów.
Jak firmy próbują reagować na nową rzeczywistość? Część destylarni trafia na przymusowe przestoje, a producenci ograniczają nowe inwestycje. Pojawiają się też obniżki cen, zwłaszcza na kluczowych rynkach, oraz ostrzeżenia dla inwestorów przed słabszymi wynikami finansowymi. To bolesne kroki w branży przyzwyczajonej do stabilnych marż i długoterminowego planowania.







































