Rachunki grozy już w drodze. Za mroźny styczeń zapłacimy krocie
Nigdy jeszcze ogrzewanie domów nie kosztowało Polaków tyle, co w styczniu 2026 roku. Nawet tam, gdzie ceny paliw były niższe niż rok wcześniej, rachunki i tak poszły w górę. Jak wynika z analizy Bartosza Turka, kluczowym czynnikiem nie były same ceny energii, lecz skala zużycia wymuszona przez siarczyste mrozy.

Do końca 2025 roku sezon grzewczy przebiegał względnie spokojnie. Zapotrzebowanie na ciepło od września do grudnia było porównywalne z tym z poprzedniego sezonu. Sytuacja zmieniła się gwałtownie w styczniu, gdy do Polski napłynęło arktyczne powietrze, a temperatury w wielu regionach kraju spadły do minus 25, a miejscami nawet minus 30 stopni Celsjusza.
Rekordowe zapotrzebowanie na ciepło
Z wyliczeń opartych na danych meteorologicznych wynika, że styczniowe zapotrzebowanie na ciepło było o ponad połowę wyższe niż rok wcześniej i najwyższe co najmniej od 2010 roku. Bartosz Turek zwraca uwagę, że tak wymagającego pod względem ogrzewania stycznia nie notowano od kilkunastu lat.
To już samo w sobie oznacza, że rachunki za ciepło mogą nas niemile zaskoczyć. Wszystko wskazuje na to, że będą one najwyższe w historii – podkreśla Bartosz Turek.
Jak tłumaczy analityk, przy tak ekstremalnych warunkach pogodowych znaczenie ma nie tylko to, czym ogrzewamy dom, ale przede wszystkim ile energii musimy zużyć, by utrzymać komfortową temperaturę.
Pompa ciepła, gaz, drewno. Każdy zapłacił więcej
Z wyliczeń Bartosza Turka wynika, że nawet w przypadku relatywnie nowoczesnego, dobrze ocieplonego domu z ogrzewaniem podłogowym i standardową powietrzną pompą ciepła sam tylko styczniowy rachunek za prąd mógł wynieść kilkaset, a w wielu przypadkach przekroczyć nawet tysiąc złotych.
Jeszcze wyższe koszty dotknęły gospodarstwa korzystające z gazu ziemnego, drewna czy oleju opałowego. Przy tak wysokim zapotrzebowaniu na ciepło styczniowe zużycie opału mogło przełożyć się na rachunki przekraczające tysiąc, a nierzadko nawet dwa tysiące złotych. Analityk podkreśla, że im gorzej przygotowany do zimy budynek, tym skala wzrostu kosztów była większa.
Nawet tańszy węgiel nie uratował rachunków
Choć dane pokazują, że pod koniec 2025 roku węgiel był tańszy niż rok wcześniej, a nawet znacząco tańszy niż w rekordowym cenowo 2022 roku, nie przełożyło się to na ulgę dla gospodarstw domowych.
Jak wyjaśnia Bartosz Turek, przy styczniowych mrozach zużycie węgla mogło być nawet o ponad połowę wyższe niż rok wcześniej. W takiej sytuacji nawet wyraźnie niższa cena za tonę opału nie była w stanie zrekompensować skokowego wzrostu zużycia. W efekcie również w przypadku węgla styczeń 2026 roku mógł być najdroższym styczniem ogrzewania w historii.
Więcej w Bizblogu o rachunkach za prąd
Najdroższy miesiąc ogrzewania w historii
Jest jeszcze jeden problem, z którym musiały zmierzyć się gospodarstwa ogrzewające domy energią elektryczną. Ceny prądu były wyższe niż rok wcześniej, a jednocześnie styczeń przyniósł rekordowe zużycie. To połączenie sprawiło, że koszty ogrzewania wzrosły podwójnie – zarówno przez większą liczbę zużytych kilowatogodzin, jak i wyższą cenę każdej z nich.
Choć kolejne miesiące sezonu grzewczego mogą przynieść łagodniejszą pogodę, wnioski z analizy są jednoznaczne. Jak podkreśla Bartosz Turek, styczeń 2026 roku zapisał się jako najdroższy miesiąc ogrzewania w historii – nie dlatego, że ceny energii gwałtownie eksplodowały, lecz dlatego, że przy ekstremalnych mrozach zużycie ciepła osiągnęło poziomy niewidziane od lat.







































