Rząd spróbuje przepchnąć podatek cyfrowy pod nową nazwą. Tym razem ma to być podatek rekompensujący. W praktyce chodzi o to samo, ale minister cyfryzacji liczy na to, że nowy pomysł nie wzbudzi alergicznej reakcji amerykańskich władz oraz prezydenta.

W wykazie prac rządu pojawił się projekt ustawy o podatku rekompensującym, który według Ministerstwa Cyfryzacji ma być odpowiedzią na wyzwania gospodarki cyfrowej. Nowe przepisy mają objąć największe globalne firmy technologiczne i uporządkować zasady ich opodatkowania w Polsce. To kolejna próba wprowadzenia podatku cyfrowego.
Jak ma działać nowy podatek cyfrowy?
Projekt zakłada opodatkowanie tylko wybranych usług cyfrowych świadczonych w Polsce. Chodzi przede wszystkim o reklamy dopasowane do użytkowników, działanie platform łączących użytkowników oraz sprzedaż danych o ich aktywności w sieci. Ustawodawca nie obejmuje więc całej działalności firm, lecz konkretne źródła przychodów.
Projekt ustawy o podatku od usług cyfrowych wpisany do wykazu prac rządu. Konsekwentnie, krok po kroku idziemy do przodu! – napisał w serwisie X minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Nowy podatek ma dotyczyć wyłącznie największych firm. Warunkiem jego zapłaty będzie przekroczenie dwóch progów: globalnych przychodów powyżej 1 mld euro oraz przychodów w Polsce przekraczających 25 mln zł. W praktyce oznacza to, że przepisy nie obejmą mniejszych firm ani większości polskich przedsiębiorstw.
Stawka podatku została określona na poziomie 3 proc. przychodu z wybranych usług cyfrowych w Polsce. Jednocześnie przewidziano mechanizm ochronny, który pozwoli pomniejszyć należność o zapłacony w kraju podatek dochodowy CIT. Ma to ograniczyć ryzyko podwójnego opodatkowania i nadmiernego obciążenia firm.
Ambasador USA grozi
Aby złagodzić odbiór nowych przepisów, projekt zawiera szeroki zakres wyłączeń. Podatku nie zapłacą między innymi tradycyjne media publikujące własne treści, sklepy internetowe sprzedające własne produkty, a także banki i ubezpieczyciele. Wyłączone zostały również usługi streamingowe i komunikacyjne oferujące własne treści lub narzędzia kontaktu.
Czytaj więcej o amerykańskich spółkach tech:
Według resortu cyfryzacji głównym celem tych zmian jest wyrównanie zasad konkurencji. MC tłumaczy, że obecnie globalne koncerny często płacą niższe podatki niż lokalne firmy, mimo że działają na tym samym rynku. Nowe przepisy mają zwiększyć wpływy do budżetu i wesprzeć rozwój technologii oraz mediów w Polsce.
Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski przekonuje, że nowe rozwiązania mają przynieść uczciwszą konkurencję i większe wpływy do budżetu, bo globalne platformy często płacą niższe podatki niż firmy działające lokalnie.
„To uderza w konkurencję i ogranicza wpływy do budżetu. Zmieniamy to” – zadeklarował Gawkowski.
Wprowadzenie podatku cyfrowego ma mocny kontekst międzynarodowy. Prezydent USA Donald Trump zapowiedział cła odwetowe i sankcje wobec państw wprowadzających podatek cyfrowy, przekonując, że uderza on w amerykańskie firmy, a pomija chińskie. Jego zdaniem to działanie wymierzone w USA, co budzi obawy w Europie. Ambasador USA w Polsce Tom Rose rok temu napisał, że to „samobójczy podatek”, który tylko zaszkodzi Polsce i jej relacjom ze Stanami Zjednoczonymi. Zapowiedział, że prezydent Trump odpowie tym samym, i słusznie.
Cofnijcie ten podatek, żeby uniknąć konsekwencji! – zagroził Tom Rose w serwisie X.
We wrześniu minister finansów Andrzej Domański ocenił, że szanse na taki podatek są niewielkie, bo prezydent Nawrocki mógłby go zawetować.



















