Oskarżona o karuzelę VAT spółka myślała, że już wygrała walkę przed sądem, ale właśnie NSA wrzucił korzystny dla niej wyrok do kosza. Cała sprawa, która zaczęła się w 2016 roku, wraca do punktu wyjścia.

Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował, że sprawa spółki oskarżonej o karuzelę vatowską zaczyna się praktycznie od nowa po niemal 10 latach sporu. NSA właśnie uchylił korzystny dla spółki wyrok WSA i odesłał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Dodatkowo nakazał zapłatę niemal 33 tys. zł kosztów. Firma musi ponownie walczyć w sądzie.
Firma już witała się z gąską
To kolejny etap batalii skarbowo-sądowej, która trwa już od września 2016 roku. Wtedy właśnie urząd skarbowy wszczął kontrolę dotyczącą rozliczeń spółki za 2015 rok. Od tego czasu sprawa wielokrotnie zmieniała bieg, a teraz sytuacja spółki wyraźnie się pogorszyła. Spółka miała w kieszeni korzystne rozstrzygnięcie z 2022 r., ale teraz przestało ono istnieć.
O co konkretnie chodzi w całej sprawie? Skarbówka uznała, że spółka stosowała mechanizm przypominający karuzelę VAT. Według fiskusa kluczową rolę odgrywało zawyżanie wartości towarów, które na papierze wyglądały na nowoczesne i drogie, choć w rzeczywistości miały być znacznie mniej warte.
Spółka kupowała od swojego dostawcy zestawy iniekcyjne przedstawiane jako innowacyjne produkty z nanotechnologią, rzekomo przeznaczone dla wojska w Ukrainie. Na fakturach widniały wysokie kwoty, co przekładało się na duże wartości podatku VAT do odliczenia.
Więcej w Bizblogu o podatkach:
Urzędnicy ustalili jednak, że w rzeczywistości wyglądało to zupełnie inaczej. Z zeznań świadków wynikało, że były to zwykłe, tanie zestawy medyczne, składane w prosty sposób, bez żadnej zaawansowanej technologii.
Proces rusza od nowa
Różnice między deklarowaną a realną wartością były bardzo duże. Istotnym elementem całej sprawy był dostawca, który wystawiał faktury. Po krótkim czasie przestał płacić podatki i zniknął z rynku, nie odprowadzając VAT-u. Jego udziały sprzedano za granicę, co dodatkowo utrudniło wyjaśnienie całej sytuacji.
Spółka działała jednak dalej jakby nigdy nic i sprzedawała te same towary do firmy w Czechach jako wewnątrzwspólnotową dostawę, objętą stawką 0 proc. VAT. Dzięki temu mogła odliczyć wysoki podatek z faktur zakupowych, co według fiskusa prowadziło do uszczuplenia wpływów do budżetu.
Choć urząd nie wykazał, że spółka celowo zorganizowała oszustwo, uznał, że wykazała się skrajną lekkomyślnością. Zdaniem fiskusa powinna była zauważyć nieprawidłowości i zachować większą ostrożność. Teraz po decyzji NSA sąd będzie musiał na nowo ocenić, czy rzeczywiście firma ponosi za to odpowiedzialność.



















