Dobrze wam radzę: spieszmy się szanować górników. Tak szybko odchodzą
Coraz więcej górników dobrze kalkuluje, że w obecnej pracy raczej nie doczekają do emerytury. W efekcie tylko w tym roku ubyło blisko 5 tys. etatów w kopalniach węgla kamiennego. To żadna wina brukselskiej polityki klimatycznej. Chodzi bardziej o osłony socjalne, o które zabiegali sami zainteresowani, a z których teraz coraz więcej z nich korzysta.

O polskim górnictwie nie pamiętam już od kiedy piszę. Ale nie przypominam sobie, żeby ten sektor aż tak bardzo sam się zwijał, jak ma to miejsce w tym roku. Nie chodzi tylko o wydobycie i sprzedaż węgla, chociaż w jednym i drugim przypadku od dawna nie ma powodów do dumy. Miesięczna produkcja czarnego złota pierwszy raz spadła poniżej 4 mln ton w maju 2020 r. (3,19 mln t), a później w czerwcu 2020 r. Ale wtedy to był incydent, o którym wszyscy chcieli jak najszybciej zapomnieć. Niestety, obecnie to już nasz chleb powszedni. W ubiegłym roku tę granicę udało nam się przekroczyć raptem tylko trzy razy: w styczniu (4,03 mln t), w październiku (4,52 mln t) oraz w listopadzie (4,13 mln t).
Z kolei w obecnym, 2026 r., jeszcze się polskim kopalniom ta sztuka nie udała. Ostatnie dane za czerwiec br. mówią o 3,43 mln t. A przecież jeszcze dziesięć lat temu wydobycie węgla kamiennego w ciągu miesiąca w Polsce nie spadło ani razu poniżej 5 mln t. Bardzo podobnie jest ze sprzedażą węgla. Teraz zaś do tych katastrofalnych danych dochodzą jeszcze te dotyczące zatrudnienia w górniczej branży. Górników mamy po prostu z miesiąca na miesiąc coraz mniej.
Górnicy: w tym roku zniknęło prawie 5000 etatów
Cofnijmy się jeszcze raz na chwilę do 2016 r. Wtedy, w sierpniu, wydobycie węgla wynosiło 5,88 mln t - dzisiaj to wynik nieosiągalny. Dekadę temu, w drugim miesiącu wakacji letnich, w naszym górnictwie węgla kamiennego pracowało 87110 górników. Od stycznia 2016 r. ubyło 8662 takich etatów. I obecnie to górnicze zatrudnienie też bardzo szybko się kurczy.
Jeszcze w styczniu br. w polskich kopalniach węgla kamiennego pracowało 71245 górników. Ale już w czerwcu tego roku było ich tylko 66417. Granica 70 tys. miejsc pracy pękła w marcu (69696). Czyli w ciagu tych ostatnich dziecięciu lat zatrudnienie górników skurczyło się o ok. 24 proc.
I chyba wychodzi też na to, że to kurczenie się mocno w tym roku zdynamizowało i w ciągu raptem półrocza - od stycznia do czerwca - górnicze zatrudnienie zmalało o 4828 etaty. Cały proces przyspieszył w maju br., kiedy ubyło miesiąc do miesiąca 1772 górników, a w czerwcu - 1010. W tym tempie jest szansa, że na koniec tego roku lub na samym początku nowego - pęknie granica 60 tys. miejsc pracy.
Polityka klimatyczna UE nie ma z tym nic wspólnego
Na całe szczęście nie ubywa w tym czasie w ogóle związków zawodowych w spółkach węglowych. Dalej jest ich nawet po kilkadziesiąt i dalej ich szefowie, którzy już dawno nie pamiętają, jak wygląda praca na dole kopalni, o wszystko oskarżają Brukselę z jej przeklętą polityką klimatyczną, a także podobno rujnującym Polaków system handlu uprawnieniami do emisji CO2 - ETS.
Tymczasem za lecącym na łeb i szyję wydobyciem węgla stoi przede wszystkim jego koszt produkcji w polskich kopalniach. Jeszcze pięć lat temu, w 2021 r., średnia z czterech spółek (Polska Grupa Górnicza, Południowy Koncern Węglowy, Jastrzębska Spółka Węglowa oraz Lubelski Węgiel „Bogdanka”) wynosiła 470 zł za tonę ekwiwalentu węglowego. W 2024 r. to było już dwa razy więcej: 945 zł. Obecnie to spokojnie ponad 1000 zł.
Więcej o górnikach przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
A samo kurczące się zatrudnienie? To z kolei efekt mechanizmów, o które sami prosili górnicy. Mowa jest o osłonach socjalnych z ustawy górniczej. Czyli urlopach górniczych, które pozwalaj przez następne pięć lat pobierać 80 proc. wcześniejszego wynagrodzenia i o jednorazowych odprawach pieniężnych w wysokości 170 tys. zł, od których nie trzeba odprowadzać podatku. Tylko w PGG do końca czerwca 2026 r. z jednorazowych odpraw pieniężnych skorzystało 706 pracowników, a na urlopy górnicze przeszły 1754 osoby.
Przecież górników nikt do tego nie zmusza. Sami widzą, co się dzieje i słusznie kalkulują, że polskie górnictwo w obecnej formie zbyt długo nie pociągnie, a z pewnością nie do ich emerytury. I z tego powodu po prostu odchodzą z pracy. W ten sposób coraz mniej górników produkuje coraz mniej węgla w Polsce. I proces ten będzie postępował.
fot. Willi Heidelbach/Pixabay
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.