Nie pierwszy raz widzę, jak górnicy zaczynają się bawić w politykę. Tym razem uczestniczą w nakręcaniu spirali nienawiści, której skutki mogą okazać się bardzo dla nas bolesne. Czy ktoś jeszcze trzyma rękę na pulsie?

Przyznam, że nie do końca rozumiem ostatniej kłótnie między Polską a Ukrainą. Spory historyczne dla mnie są trochę pozbawione sensu. Nie można ich rozstrzygnąć. Relacje mówią jedno, jedni świadkowie drugie, a tamci jeszcze trzecie. Na zmianę zdanie poszczególny grup w takiej dyskusji nie ma żadnej szansy. Wychodzi więc na to, że jest ona tylko i wyłącznie narzędziem do rozpalania konkretnych emocji, żeby w ten sposób osiągnąć swój cel.
I to działa, zwłaszcza w Polsce, która uwielbia cała zanurzyć się w martyrologii, żeby z innymi narodami świata konkurować w tym, kto więcej w swojej historii wycierpiał. Rzecz jasna własnych przewin w tym zakresie nie mamy prawie wcale. A ci co twierdzą inaczej, nawet opierając się jakimiś historycznymi faktami, chcą dla Polski po prostu źle, dlatego ją szkalują.
Niepokoi mnie jedno. Z zawodowego obowiązku obserwuję fora i social media od górników i związkowców z kopalni. I widzę, jak właśnie tam nakręcą się coraz bardziej nienawiść do Ukraińców. Niestety, nie ma w tym przypadku. Temat jest sprytnie podkładany różnymi kanałami informacyjnymi od tygodni. Nawet w tak absurdalny sposób, jak w JSW.
Górnicy i konkretny przekaz do nadawania
Górnicy to specyficzna grupa zawodowa, która potrafi wyjątkowo głośno krzyczeć. Związkowcy ze Śląska już nie jeden rząd wzięli w kleszcze i przymusili do różnych ustępstw. Trudno się dziwić. Licząc górników, ich rodziny i jeszcze zatrudnionych w firmach okołogórniczych - to daje nawet 200–300 tys. ludzi. Taka grupa może bez problemu zmienić wynik wyborów.
Górnicy lubią bawić się w politykę. To oni podyktowali rządowi Mateusza Morawieckiego treść umowy społecznej z maja 2021 r., z którą nie do końca wiadomo, co teraz zrobić. Dlatego, jak związkowcy z kopalni zaczynają coś systematycznie powtarzać, włącza mi się z głowie czerwona żarówka. Raczej nie ma w tym przypadku, a bardziej skoordynowana akcja rządzących lub tych, którzy do rządów bardzo chcą wrócić.
Stąd mój niepokój, jak na związkowych stronach i social mediach czytam coraz częściej o złych Ukraińcach, którzy wszystko odbierają Polakom.
Przy coraz szerzej otwieranym rynku dla ukraińskich produktów mleczarskich można zadać pytanie: czy kolejnym krokiem będzie ukraińskie mleko na stołówkach JSW? - takie pytanie w Facebooku zadaje Zakładowa Organizacja Koordynacyjna NSZZ „Solidarność” Jastrzębskiej Spółki Węglowej S.A.
Mleko z Ukrainy, czyli emocje zamiast faktów
Górnicy z JSW donoszą, że „polska branża mleczarska ostrzega, że zwiększona konkurencja może oznaczać dalszy spadek cen skupu mleka, utratę rynku przez polskie mleczarnie, zamykanie gospodarstw i redukcję miejsc pracy. Zagrożone mogą być również inwestycje i rozwój jednego z najważniejszych sektorów polskiego rolnictwa”. Co z tym ma wspólnego jastrzębska spółka koksowa? Niewiele albo nic, ale zawsze może więcej.
Może nie ma się czym martwić. Patrząc na kolejne cięcia i szukanie oszczędności w JSW, niewykluczone, że zaraz po prostu odbiorą górnikom mleko. Tylko tej Polski żal - piszą związkowcy.

Nie ma absolutnie nic na rzeczy, żeby w JSW miało pojawić się ukraińskie mleko. Przecież tutaj nie chodzi o fakty, tylko o emocje, żeby je maksymalnie pobudzić. I chyba w tym przypadku - to się udało.
Ukraińskie firmy zaraz mleko, a następny to będzie właściciel z Ukrainy, który kupi spółkę. Tylko, żeby nie było zadymy, to wejdzie pod niemieckimi barwami - pisze w komentarzach pan Mateusz.
Wszystko, co niezbędne militarnie idzie na Ukrainę ponoć za darmo lub bezcen. Pewnie pieniądze JSW też - dopowiada pan Robert.
Przecież Ukraina musi gdzieś mieć zbyt, to wcisną to tu, a Tusk taki dobry dla Ukraińców i Unii, to się zgodzi, przy okazji coś do własnej kieszeni wpadnie, a górnik czy będzie pił polskie mleko czy ukraińskie to co to ma znaczenie - irytuje się też pan Tomasz.
Niebezpieczna socjotechnika
Właśnie w ten sposób dzisiaj manipuluje się całymi grupami ludzi. Wystarczy w social media wrzucić jakiegoś posta. Nie chodzi o to, żeby był prawdziwy, czy nawet prawdopodobny. Liczą się wyłącznie emocje. Najlepiej te negatywne, bo one łatwiej łączą. Obecnie post związkowców z JSW o ukraińskim mleku ma 154 interakcji, 148 komentarzy i 27 udostępnień.
Najpierw trzeba wskazać wspólnego wroga. Potem taka emocjonalna zbiórka pomaga też wyładować frustracje. JSW dalej walczy o płynność finansową i trzeba nadal ciąć koszty pracy. Górnicy z jastrzębskiej spółki już korzystają z osłon socjalnych, takich jak urlopy górnicze, czy jednorazowe odprawy pieniężne.
Załoga - i trudno się temu dziwić - jest niepewna i rozdygotana. To idealne podłoże dla tego typu socjotechniki, w czym śląscy związkowcy wydają się być doskonale wytrenowani. Szkoda tylko, że ci, którzy na taki pomysł wpadli i teraz go realizują, nie biorą pod uwagę tak zwanych kosztów pobocznych. Ok, może tak się uda górników wzburzać jeszcze miesiącami, aż do następnych wyborów.
Więcej o górnikach przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
I być może oni - powodowani taką manipulacją emocjonalną - w trakcie wyborów zachowają się tak jak się należy i zagłosują tylko właściwie. A co z przedmiotowo potraktowanymi Ukraińcami? Nienawiść do nich, przez mleko, węgiel, miejsca pracy, cokolwiek, pewnie przekazywana jest z pokolenia na pokolenie, przy stole obiadowym, w trakcie nalewania zupy.
Psychologia zaś podpowiada, że gotująca się zbyt długo nienawiść potrzebuje ujścia. Może więc się zdarzyć tak, że nastolatek, który miesiącami słucha od ojca, jak to Ukraińcy zabierają mu mleko z kopalni, a za chwilę całą spółkę JSW, da upust swoim emocjom na przykład na korytarzu szkolnym, mijając rozmawiających z języku ojczystym Ukraińców.
Proste, prawda? I właśnie w ten sposób to działa. Prędzej czy później dojdzie do nieszczęścia lub tragedii i wszyscy będą zachodzić w głowę, jak do tego mogło dojść. Jedno jest pewne: i górnicy i ich związkowcy wtedy akurat będą siedzieć bardzo cicho. Swoje zadanie przecież już wykonali.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.