REKLAMA

Młodzi nie chcą już pić. Politycy już zacierają ręce

Przez lata procenty kształtowały życie w Polsce. Społeczne, zawodowe, kulturalne i polityczne. Wódka otwierała prawie każde drzwi. Ale dłużej na takie traktowanie w Polsce alkohol nie może już liczyć. Wszystko przez młodych, którzy już nie chcą być pijani.

alkohol-sprzedaz-politycy-wyczuli-mloda-krew
REKLAMA

Pierwszy raz wódkę w ustach miałem podczas komersu w szkole podstawowej. Niedobre, paliło w gardło, ale wiadomo: człowiek był bardziej dorosły wtedy, nie to co inne dzieciaki. A potem było standardowo: alkohol był przy każdej okazji. Pogrzeb, chrzciny, wesele, urodziny kumpla, powitanie wiosny, czy zwykłe wagary, a może wspólne oglądanie kultowego „Rejsu” - okazji do tego, żeby znowu poczuć się starszym i wypić co-nie-co nigdy nie brakowało. 

REKLAMA

Inna sprawa, że wódka była zawsze dostępna. Może za bajtla nie było pary butów zimowych albo porządnej kurtki przeciwdeszczowej. Ale z zakupem butelki czystej, 40 proc. wódki nie było nigdy większego kłopotu. Zawsze mogłem też wziąć paroletniego syna pod rękę, niby na spacer i machnąć w każdej chwili parę setek, patrząc jak latorośl bawi się na huśtawce. 

Narodowy sport, więc niech każdy trenuje, taka tradycja. I byłem przekonany, że kolejne pokolenia Polaków będą dokładnie w ten sam sposób procentami trenowane. Aż tu nagle młodzi postanowili zrobić pełny zwrot i zaczęli odwracać się do alkoholu plecami. Właśnie ten nowy trend zaczęli wykorzystywać politycy. 

REKLAMA

Alkohol: nagłe zainteresowanie polityków nie bierze się znikąd

Chcesz dzisiaj coś politycznie zadziałać i być przy okazji rozpoznawalnym, co później powinno przełożyć się na liczbę oddanych głosów i sukces wyborczy? No to nie ma innego wyjścia: musisz być widoczny i się wyróżniać. Wszędzie gdzie się da. Dlatego na TikToku i w innych social mediach zaroiło się od politycznych kont. Bo polityk rozumuje bardzo prosto: będę tam, gdzie młodzi, będę mówił ich językiem - to na bank zyskam ich przychylność. 

Dokładnie tym tropem należy podążać, żeby zrozumieć obecną, polityczną ofensywę wycelowaną w alkohol. Chodzi o całkowity zakaz reklamy i też zakaz sprzedaży w godzinach nocnych od 22 do 6. Ale jak się okazuje, to dopiero początek legislacyjnej ofensywy przeciwko procentom. W trakcie ostatnich obrad sejmowej Komisji Zdrowia coraz częściej mówi się o wzięciu również sprzedaży alkoholowych „małpek” na bardzo krótką smycz. 

REKLAMA

Te „małpki” z alkoholem, to małe butelki (do 200 ml) z wysokoprocentowym płynem. Sama branża spirytusowa szacuje, że sprzedaje się ich dziennie ok. 1,3 mln. Czyli w skali miesiąca mowa jest o ok. 40 mln buteleczek. Głównie schodzą w godzinach porannych, do godz. 9. W ten sposób Polacy raczą się w drodze do pracy. I w nie zaczęli ostatnio strzelać politycy, licząc na sympatię młodych, stroniących od alkoholu, wyborców. 

REKLAMA

Tzw. „małpki” to realny problem społeczny. Małe opakowanie oznacza niską jednorazową cenę, łatwo je kupić, ukryć i szybko wypić. Eksperci podczas prac Komisji Zdrowia zwracali uwagę, że wielkość opakowania ma znaczenie dla dostępności alkoholu. Państwo nie powinno ułatwiać sprzedaży wysokoprocentowego alkoholu w formacie stworzonym do szybkiej konsumpcji - pisze w serwisie X Mariusz Błaszczak, wiceszef Prawa i Sprawiedliwości.

„Małpki” z zakazem sprzedaży?

Politycy muszą się o coś załapać. O rachunki za ogrzewanie, o zbyt drogi pellet albo za łatwo dostępny i do tego za tani alkohol. A że wybory parlamentarne już za rok, to nie ma co teraz wybrzydzać, tylko brać tematy, takie jakie są. Stąd skierowanie uwagi na procenty, którymi - jak wykazuje to GUS - coraz mniej interesują się młodzi ludzie.

REKLAMA

I właśnie w ten sposób pojawiają się pomysły, żeby „małpki” były przede wszystkim znacznie droższe. To już stanie się w przyszłym roku. Za sprawą wyższej akcyzy oraz opłat za butelki z alkoholem do pojemności 300 ml. „Rzeczpospolita” powołuje się na szacunki firmy Maspex, właściciela producenta alkoholi CEDC i wylicza, że cena „małpki” o pojemności 100 ml wzrośnie z niecałych 10 zł do prawie 14 zł. Swoje dołożyłby też system kaucyjny, jeżeli objąłby też frakcję szkła jednorazowego.

Więcej o alkoholu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:

REKLAMA

Ale jest jeszcze jeden pomysł, propagowany m.in. przez PiS: żeby całkowicie zabronić sprzedaży alkoholu w opakowaniach o pojemności mniejszej niż 500 ml, dla zawartości co najmniej 12 proc. Czyli setkę piwa zgodnie z takimi regulacjami moglibyśmy jeszcze kupić, ale setki wódki już nie. 

Jeżeli naprawdę chcemy walczyć ze szkodliwym spożyciem alkoholu, ograniczenie sprzedaży wysokoprocentowych „małpek” powinno być jednym z konkretnych kroków - przekonuje Mariusz Błaszczak.

REKLAMA

Może jednak lepiej edukować zamiast zabraniać?

Przyznam się bez bicia: gdyby to ode mnie zależało zabroniłby całkowicie sprzedaży alkoholu. W każdym opakowaniu i każdym stężeniu. Z prozaicznego powodu: już bardzo wiele badań naukowych na przestrzeni ostatnich lat jednoznacznie wskazuje, że jest to najbardziej uzależniająca (psychicznie i fizycznie) i przy okazji najbardziej destrukcyjna dla życia rodzinnego i społecznego substancja psychoaktywna. 

To po prostu trucizna. A przecież trutki na szczury nie sprzedajemy między bułkami, prawda? To dlaczego podobna logika nie dotyczy alkoholu? Tylko i wyłącznie z powodów finansowych (dawniej też socjologicznych: pijanymi lepiej się steruje) poszliśmy dokładnie odwrotną drogą. Co najmniej 50 mld zł wydawanych co roku na wódkę i wino jest nie do przecenianie dla budżetu państwa. 

REKLAMA

Ale że jestem za wolnością wyboru, to bym jednak tego alkoholu nie zabraniał. Ważniejsza jest bowiem edukacja. Kto z was wie, co alkohol robi z naszym organizm, jak stymuluje biochemię naszego mózgu? Jak wpływa na nasze mięśnie? Albo czym objawia się uzależnienie psychiczne od fizycznego i jak radzić sobie z symptomami odstawienia? 

REKLAMA

Niestety, to najczęściej wiedza terapeutów, psychologów, psychiatrów i ewentualnie trzeźwiących alkoholików, o ile ci chcą w ogóle wiedzieć, co się z nimi dzieje. A co z resztą? Dlatego proponuję wprowadzić do szkół podstawowych (lepiej z tym się spieszyć niż spóźniać) naukę o alkoholu i innych substancjach psychoaktywnych. O tym, jak wpływają na ludzki organizm, co mogą naprawić, a co bezpowrotnie popsuć. I co grozi w przypadku ich ciągłego używania.

Wtedy, jak już taka nauka wejdzie nam w krew, jakiekolwiek zakazy dotyczące alkoholu nie będą najzwyczajniej w świecie potrzebne. No bo kto przy zdrowych zmysłach chce raczyć się trucizną ze znajomymi i tak spędzać wolny weekend? 

Michał Tabaka
Redaktor

Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.

REKLAMA
REKLAMA