Polscy przedsiębiorcy dostają właśnie dwa bardzo niepokojące sygnały. Rząd chce jeszcze mocniej opodatkować płyny do e-papierosów, a osiem państw Unii Europejskiej domaga się od Brukseli bana na aromaty, jednolitych opakowań i zamrożenia rynku nowych produktów nikotynowych. Jeżeli oba pomysły zostaną zrealizowane, największym problemem legalnych firm nie będą już podatki.

Zastanawiam się, czy autorzy kolejnych ograniczeń dotyczących wyrobów nikotynowych uwzględniają w swoich kalkulacjach jedną, dość oczywistą rzecz. Zakaz sprzedaży nie oznacza automatycznie, że ludzie przestaną go kupować. Podobnie jak podwyżka podatku nie gwarantuje, że budżet otrzyma więcej pieniędzy.
W przypadku rynku nikotynowego niezwykle trudno o takie proste zależności. Część konsumentów ograniczy używanie nikotyny albo całkowicie z niej zrezygnuje, lecz część zacznie szukać towaru poza legalnym obrotem. Nie trzeba specjalnie daleko szukać przykładów tego, jak już sprawnie działa taki rynek.
Osiem państw chce zamrożenia rynku nikotyny
6 października ministrowie z Holandii, Belgii, Finlandii, Francji, Węgier, Łotwy, Słowenii i Hiszpanii wystąpili do unijnego komisarza ds. zdrowia Olivéra Várhelyiego z propozycjami radykalnego zaostrzenia przepisów dotyczących produktów tytoniowych i nikotynowych.
Postulaty przedstawione w liście dotyczącym planowanej rewizji dyrektyw TPD i TAD są niezwykle restrykcyjne. Obejmują szeroki zakaz aromatów, wprowadzenie jednolitych opakowań, zaostrzenie limitów nikotyny, ograniczenie reklam i transgranicznej sprzedaży oraz możliwość wprowadzania przez państwa całkowitych zakazów saszetek nikotynowych. Najbardziej zaskoczyła mnie jednak propozycja zamrożenia rynku nowych produktów nikotynowych.
Ośmiu ministrów chce, aby na europejski rynek nie mogły w przyszłości trafiać nowe kategorie produktów zawierających nikotynę lub substancje o podobnym działaniu, jeżeli nie są objęte odpowiednimi regulacjami. Postulat obejmuje również urządzenia służące do ich używania, a nawet produkty niezawierające nikotyny, które takie wyroby przypominają. Innymi słowy, autorzy propozycji chcą przeciwdziałać powstawaniu kolejnych kategorii produktów. Nieważne, że mogą być o wiele mniej szkodliwe niż obecne.
Polskim przedsiębiorcom już dokręcają podatkową śrubę
W Polsce zupełnie niezależnie od pomysłów w UE trwa ofensywa regulacyjna, która może spotęgować skutki przyszłych unijnych ograniczeń. Chodzi o nowelizację ustawy akcyzowej, uchwaloną przez Sejm i przyjętą przez Senat. Przepisy czekają na decyzję prezydenta Karola Nawrockiego.
Ustawa przewiduje podwyższenie akcyzy na płyny do e-papierosów do 2,20 zł za mililitr od 1 stycznia 2027 r. W porównaniu z obecną stawką 1,44 zł oznacza to wzrost o prawie 53 proc. Na dodatek Ministerstwo Finansów zmieniło wcześniej przyjęty harmonogram podwyżek. Zgodnie z mapą akcyzową stawka w 2027 r. miała wynosić 1,80 zł za mililitr.
Przeciwko nowelizacji protestują polscy producenci. Podczas konferencji zorganizowanej 9 października przez Stowarzyszenie Obrony Praw Przedsiębiorców STOPP zwracali uwagę, że nowe przepisy zwiększą ich obciążenia, podczas gdy zmiana zasad opodatkowania wymiennych wkładów do e-papierosów może poprawić sytuację konkurencyjną dużych koncernów.
Przedsiębiorcy ostrzegają przed dodatkowymi kosztami zabezpieczeń akcyzowych. Wyższe zobowiązania oznaczają bowiem potencjalnie większe kwoty, które legalne firmy muszą zabezpieczyć, ograniczając dostęp do kapitału potrzebnego na bieżącą działalność.
Już wiecie, o co mi chodzi?
Państwo zwiększa koszty legalnej działalności, a jednocześnie w perspektywie pojawiają się kolejne ograniczenia dotyczące produktów, na których polskie firmy zbudowały swoje biznesy. Czy naprawdę ktoś zakłada, że wszyscy konsumenci posłusznie pogodzą się ze zmianami?
Nielegalne fabryki już działają. Nawet nie muszą sprowadzać produktów ze Wschodu
O tym, że szara strefa potrafi błyskawicznie wykorzystać zapotrzebowanie rynku, pisaliśmy na Bizblogu wielokrotnie. W maju 2025 r. Krajowa Administracja Skarbowa poinformowała o zlikwidowaniu nielegalnej fabryki płynów do e-papierosów na Podkarpaciu. Funkcjonariusze zabezpieczyli kompletną linię produkcyjną, ponad 280 litrów płynu oraz komponenty potrzebne do jego wytwarzania. W zakładzie znaleziono nawet drukarki 3D wykorzystywane m.in. do produkcji opakowań.
Produkty trafiały do klientów za pośrednictwem firm kurierskich i automatów paczkowych. Według ustaleń KAS podejrzany mógł wysyłać nawet 10 tys. przesyłek rocznie. Straty budżetu oszacowane wyłącznie w odniesieniu do zabezpieczonego towaru wyniosły około 365 tys. zł.
To doskonała ilustracja problemu. Nielegalny producent nie potrzebował fabryki, rozbudowanej dystrybucji ani własnych sklepów. Wystarczyły urządzenia do produkcji, podstawowe komponenty i dostęp do usług kurierskich.
W lutym 2026 r. podlaska KAS przechwyciła z kolei niemal 16,5 tys. jednorazowych e-papierosów bez polskich znaków akcyzy. Towar zawierający łącznie 427 litrów płynu przewożono samochodem dostawczym z Litwy do Polski. A przypomnę, że wymieniam tylko niektóre przypadki, które wykryli celnicy.
Przemytnicy ze Wschodu nie zamierzają rezygnować
Drugą częścią tego równania jest przemyt. W listopadzie ubiegłego roku opisywałem na Bizblogu, jak przestępcy przerzucają papierosy przez polsko-białoruską granicę dronami i balonami meteorologicznymi. Wyposażone w nadajniki GPS przesyłki trafiały na polską stronę, gdzie odbierali je współpracownicy przemytników. W sierpniu 2026 r. KAS udaremniła w Dorohusku próbę wwiezienia z Ukrainy ponad 240 tys. paczek papierosów. Kontrabandę ukryto w atrapach bel folii budowlanej. Wartość towaru oszacowano na blisko 5 mln zł.
To przykłady dotyczące tradycyjnych papierosów, a nie aromatyzowanych liquidów. Pokazują jednak, że przestępcy dysponują już zapleczem logistycznym, kanałami przerzutowymi i odbiorcami w Polsce. Z punktu widzenia legalnych firm ważne jest pytanie, czy podobne kanały nie zostaną wykorzystane na większą skalę również do handlu produktami nikotynowymi objętymi przyszłymi zakazami.
Szara strefa rośnie, a budżet już traci miliardy
Dane dotyczące nielegalnego rynku tradycyjnych papierosów stanowią ostrzeżenie. Według raportu KPMG „Illicit Cigarettes in Europe 2025” udział nielegalnych papierosów w Polsce wzrósł z 3,6 proc. w 2023 r. do 4,3 proc. w 2024 r. i 5,3 proc. w 2025 r. Straty polskiego budżetu wynikające z nielegalnego handlu papierosami oszacowano na około 1,9 mld zł.
Jeszcze większe wrażenie robią dane dotyczące nielegalnej produkcji. W 2025 r. w Polsce zlikwidowano 42 fabryki papierosów. To najwięcej w całej Unii Europejskiej. Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy wpływy z akcyzy na wyroby tytoniowe okazują się niższe od wcześniejszych prognoz. Ministerstwo Finansów zakładało w lipcu 2025 r. dochody na poziomie 37,1 mld zł, a ostateczny wynik wyniósł 33,61 mld zł.
Oczywiście nie można całej różnicy przypisywać szarej strefie. Na wpływy podatkowe oddziałują również legalna konsumpcja, zmiany zachowań klientów i struktura sprzedaży. Jednak równoczesne kurczenie się legalnego rynku papierosów i wzrost nielegalnego obrotu trudno uznać za sygnał uspokajający.
A teraz wyobraźmy sobie, że do obecnych obciążeń dołożymy szeroki zakaz aromatów i kolejne ograniczenia dotyczące produktów nikotynowych.
Legalny przedsiębiorca ma obowiązki. Nielegalny konkurent ma klientów
Tak sobie myślę, że decydenci uważają, że skuteczność prowadzonej polityki zależy od liczby wprowadzonych zakazów. Nic bardziej mylnego. Przedsiębiorca działający legalnie musi rozliczać podatki, kontrolować skład produktów, przestrzegać wymagań dotyczących opakowań i oznaczeń oraz poddawać się kontrolom. Przestępca nie musi robić żadnej z tych rzeczy.
Jeżeli produkt pozostanie popularny, a legalny dostęp do niego zostanie ograniczony, pojawi się zachęta do zaspokojenia tego popytu poza oficjalnym rynkiem.
To nie oznacza, że każdy zakaz automatycznie zwiększy przestępczość. Ostateczny efekt zależy od skuteczności kontroli, zachowań konsumentów i dostępności legalnych alternatyw. Ale właśnie dlatego oczekiwałbym od twórców regulacji szczegółowej analizy tych konsekwencji.
Polscy przedsiębiorcy stoją dziś przed perspektywą kolejnych podwyżek podatków, rosnących kosztów działalności i ograniczeń, które mogą zmusić ich do rezygnacji z części asortymentu.
Tymczasem nielegalne fabryki i przemytnicy nie czekają na zakończenie prac nad unijną dyrektywą. Oni już działają. Możemy stworzyć przepisy, które legalnym firmom utrudnią prowadzenie biznesu, a przestępcom zwiększą przewagę konkurencyjną. Wszystko pod hasłem porządkowania rynku.
Zanim kolejne ograniczenia staną się prawem, dobrze, by ich autorzy odpowiedzieli na jedno pytanie: co z konsumentami, którzy zamiast zrezygnować z nikotyny, po prostu przestaną kupować ją legalnie?
Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.