Kopalnie pójdą pod nóż. W inny sposób polskiego górnictwa nie da się uratować
Do końca czerwca poznamy plan naprawczy polskiego górnictwa, który zdecyduje między innymi o przyszłości Polskiej Grupy Górniczej, największej w Europie spółki węglowej. W to, że uda się uratować wszystkie zakłady wydobywcze wchodzące w jej skład, na Śląsku już nikt nie wierzy.

Pandemia koronawirusa pogłębiła spadek zapotrzebowania na węgiel. Tymczasem wciąż produkujemy go więcej niż sprzedajemy. Rosną przykopalniane zwały, ale rośnie też zadłużenie spółek górniczych, które na wszelkie sposoby walczą o utrzymanie płynności finansowej. Z różnym skutkiem.
Rząd na chwilę uspokoił górników, zapowiadając plan naprawczy. I chociaż wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin mówił ostatnio, że jeszcze za wcześniej, by mówić o likwidacji kopalń, to raczej bez tego nie będzie można się obejść. Dlatego w Warszawie głównie nie głowią nad tym, czy to przekazać górnikom, tylko jak i kiedy.
Po tym jak lockdown wywołany pandemią koronawirusa przyspieszył energetyczną rewolucję, spychając węgiel na dalszy plan, nie ma już żadnych szans ma ratowanie polskiego górnictwa bez bolesnych cięć. Likwidacja kopalń staje się powoli jedynym ratunkiem.
Wyrok trzy tygodnie później
Związkowcy z PGG podpisali na miesiąc próbny porozumienie o cięciach w produkcji węgla i w górniczych uposażeniach (o 20 proc.) wyłącznie pod warunkiem przedstawienia planu naprawczego PGG do 10 czerwca. Teraz jest już jasne, że drogowskaz wychodzenia z finansowego dołku będzie dotyczyć całego sektora węglowego w Polsce i będzie znany nieco później do końca czerwca.
Nakreślony w Ministerstwie Aktywów Państwowych harmonogram działań ma dotyczyć także pozostałych spółek, jak JSW S.A., czy Tauron Wydobycie, których też sytuacja finansowa jest obecnie nie do pozazdroszczenia.
Likwidacja kopalń czy kolejna reanimacja?
O tym, że tym razem górnictwa nad Wisłą nie da się naprawiać, zachowując status quo, wiadomo nie od dzisiaj. W minionym roku cała branża przynosiła blisko 1 mld zł strat, choć nasze kopalnie żądały za węgiel wyjątkowo dużo - średnio po 350 zł. Na równie historycznych poziomach znalazły się też koszty wydobycia węgla, które jak podaje Agencja Rozwoju Przemysłu, wyniosły ok 346 zł za tonę.
Największy węglowy kawałek tortu w naszym kraju należy bezsprzecznie do PGG, zatrudniającej ponad 41 tys. górników. Jeszcze w 2018 r. nikt nie zamierzał jednak bić tutaj na alarm. Wtedy PGG na jednej tonie węgla zarabiała nawet 25 zł - najwięcej, biorąc pod uwagę nawet czasy poprzedniczki, czyli Kompanii Węglowej. Ale w 2019 r. europejscy włodarze coraz częściej i dobitniej udowadniali, że wspominając o neutralności historycznej do 2050 r. wcale nie żartowali i zaczęły się poważne kłopoty.
Rzucony na ratunek magazyn węgla nie dał rady
Nic się nie zmieniło po tym, jak Jacek Sasin walnął pięścią w stół i stanowczym głosem stwierdził, że Polska kończy raz na zawsze z importem węgla (bo szybko okazało się w tym czasie, że zagranicą wydokują ten surowiec znacznie taniej).
Ulokowany w Ostrowie Wielkopolskim Centralny Magazyn Węgla, który miał „zapewnić normalną pracę wszystkich kopalni i zabezpieczyć prowadzenie przez nie wydobycia", szybko się zapełnił, a zwały jak rosły, tak dalej rosną.
Kłopoty branży jak w soczewce: PG Silesia
Kłopoty z węglem wpływają nie tylko na takich gigantów jak PGG. O tym, jak bardzo ciężka jest obecnie sytuacja branży, najlepiej świadczy to, co się dzieje w Przedsiębiorstwie Górniczym Silesia. To największa prywatna kopalnia w Polsce, wykupiona w 2010 r. przez czeski EPH, należący do miliardera Daniela Křetínskiego. Pod koniec kwietnia zarząd PG Silesia przyjął informację o możliwości likwidacji kopani do końca 2021 r. Jednocześnie ustalono eksploatacje do tego czasu jeszcze czterech ścian, rezygnację z wszystkich innych inwestycji i pomniejszenie pensji pracowników o 10 proc.
Związkowa „Solidarność” na takie wieści podniosła alarm. W negocjacje wtrącił się resort aktywów państwowych i koniec końców podpisano porozumienie z gwarancją dalszej eksploatacji wskazanych ścian. Ale w dłuższej perspektywie niewiele się zmieniło, bo Czechom po prostu już się u nas węgla nie opłaca wydobywać.