Inflacja zaskoczyła wszystkich. Ekonomiści tego nie przewidzieli
Ekonomiści dawno się tak nie pomylili. Inflacja nie tylko nie przekroczyła górnej granicy ustalonej przez NBP, ale nawet spadła. Podobnie jak ceny towarów i usług, które w maju okazały się w Polsce niższe niż w kwietniu.

Jeśli macie już dość zaskoczeń od Głównego Urzędu Statystycznego, musicie poczekać. Tym razem jednak statystycy sprawili analitykom niespodziankę. Nie tylko zresztą im – okazało się, że ceny w naszym pięknym kraju rosną wolniej, niż spodziewali się eksperci. A w samym maju zamiast rosnąć, nawet spadły – według Głównego Urzędu Statystycznego o 0,3 proc. wobec kwietnia (m/m), wobec oczekiwań rynkowych na poziomie +0,2 proc.
Cenowa niespodzianka
W porównaniu z majem ubiegłego roku (r/r) towary i usługi podrożały w Polsce o 3,1 proc., co spowodowało, że wskaźnik inflacji zamiast wzrosnąć powyżej górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu Narodowego Banku Polskiego, czego spodziewał się rynek, nieco się obniżył. Tym samym pozostał w nim 11. miesiąc z rzędu.

Największy spadek w ujęciu miesięcznym dotyczył cen jedzenia i picia. O tej porze roku, kiedy ziemia coraz chętniej dzieli się swoimi plonami, żywność zwykle tanieje – tak było i tym razem. Cieszyć może jednak niewielki, bo zaledwie 0,5-procentowy wzrost cen żywności i napojów w ujęciu rocznym.
Zaskakująco, szczególnie w świetle trwającej już trzeci miesiąc wojny na Bliskim Wschodzie, prezentują się majowe ceny paliw. Choć w porównaniu z majem 2025 r. wzrosły na stacjach w Polsce o przeszło 12 proc. (co i tak nie odzwierciedla znacznie większego wzrostu cen ropy naftowej na globalnych rynkach), to wobec kwietnia nieznacznie, ale jednak, spadły – tankowanie było w maju tańsze o 0,1 proc. niż miesiąc wcześniej.
Nie zmieniły się natomiast w mijającym miesiącu ceny energii, które w ujęciu rocznym wzrosły o okrągłe 5 proc.

Presja inflacyjna nie aż tak straszna
Fryderyk Krawczyk, dyrektor inwestycyjny VIG/C-quadrat TFI, przyznaje, że choć nie znamy jeszcze szczegółów wkładu do inflacji poszczególnych jej składowych, piątkowe dane GUS pozwalają sądzić, że presja inflacyjna wywołana szokiem naftowym nie rozlewa się szerzej po gospodarce. A to właśnie budziło obawy inwestorów.
Polska gospodarka znajduje się w całkowicie innym miejscu cyklu, niż miało to miejsce podczas szoku z roku 2022. Oceniamy, że jednak sytuacja konsumenta jest na tyle napięta, że przedsiębiorcy mają problem z natychmiastowym przerzucaniem wyższych kosztów transportu na odbiorcę końcowego – komentuje inflacyjne doniesienia GUS ekspert VIG/C-quadrat TFI.
Eksperci nie kryją zdziwienia danymi o cenach w maju.
Mamy bardzo pozytywną niespodziankę – przyznaje Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Inflacja byłaby w Polsce znacznie niższa, gdyby nie wspomniany bliskowschodni konflikt. Jej obecny poziom, jak tłumaczy ekonomistka, to właśnie jego konsekwencja.
Mocno ograniczona podaż ropy naftowej i gazu z tamtego rejonu „trzyma” na podwyższonych poziomach ceny tych surowców i jest to główne źródło inflacji, choć wprowadzany przez rząd program CPN oczywiście ogranicza wzrosty cen paliw – uważa Monika Kurtek.
Jej zdaniem utrzymywanie się wysokich cen ropy naftowej i gazu przez dłuższy czas (jeśli konflikt nie zakończy się w kolejnych tygodniach) grozi rozlaniem się inflacji na inne towary i usługi, choć „wydaje się, że w maju to niebezpieczeństwo zmalało”.
Szacunki na bazie opublikowanych dziś przez GUS danych wskazują bowiem, że inflacja bazowa po wykluczeniu cen żywności i energii [tzw. inflacja bazowa netto – red.] spadła w maju poniżej 3 proc. r/r zanotowanych w kwietniu i wyniosła między 2,5 a 2,9 proc. r/r – szacuje ekonomistka Banku Pocztowego.

Więcej o cenach i konsekwencjach wojny na Bliskim Wschodzie na stronach Bizblog Spider's Web
Dobre wieści dla RPP
Zdaniem Fryderyka Krawczyka jeżeli kolejne dane potwierdzą jego przypuszczenia (o powściągliwości przedsiębiorców w przekładaniu rosnących kosztów na klienta detalicznego) będzie to oznaczało, że obecna sytuacja nie powinna spowodować gwałtownego wzrostu inflacji.
W takim otoczeniu Rada Polityki Pieniężnej będzie miał komfort, żeby po prostu przeczekać obecny kryzys na obecnym poziomie stóp procentowych. Kształtowanie się CPI w przedziale 3-3,5 proc. powinno również wpływać stabilizująco na rynek dłużny w kolejnych tygodniach. W przypadku braku presji inflacyjnej z rynku lokalnego, oczy inwestorów dłużnych będą skierowane na wydarzenia geopolityczne – twierdzi ekspert VIG/C-quadrat TFI.
Podobnie przyszłość inflacji w Polsce rysuje główna ekonomistka Banku Pocztowego – jej zdaniem w nadchodzących miesiącach roczny wskaźnik cen będzie się utrzymywał prawdopodobnie powyżej 3 proc., lecz po publikacji najnowszych danych zmalało prawdopodobieństwo „wyjścia” CPI poza górną granicę odchyleń od celu NBP.
To dobra wiadomość dla RPP, która w takich okolicznościach na pewno nie obniży stóp procentowych, ale też nie będzie mieć presji aby stopy zacząć podwyższać – konkluduje Monika Kurtek.







































