Prezydent Karol Nawrocki po raz drugi zawetował ustawę o rynku kryptoaktywów. Chodzi o przepisy, które miały dostosować polskie prawo do unijnego rozporządzenia MiCA i dać Komisja Nadzoru Finansowego realne narzędzia nadzorcze nad rynkiem kryptowalut.

To już drugie weto prezydenta w tej prawie. W listopadzie prezydent uznał, że regulacja jest nadmierna i nieproporcjonalna. Rząd wrócił z projektem niemal identycznym. Zmienił przede wszystkim maksymalną opłatę nadzorczą – z 0,4 proc. do 0,1 proc. przychodów. Najwyraźniej uznał, że to wystarczy, by rozwiać wątpliwości.
Nie wystarczyło.
Co miało się zmienić
Projekt zakładał, że KNF otrzyma możliwość wstrzymywania lub zakazywania publicznych ofert kryptoaktywów, przerywania trwających emisji tokenów w przypadku podejrzenia naruszeń oraz blokowania dopuszczenia ich do obrotu. Komisja mogłaby też wpisywać do specjalnego rejestru domeny internetowe wykorzystywane do nieuczciwej działalności i nakładać wysokie kary finansowe, w skrajnych przypadkach sięgające 10 mln zł.
To nie był wyłącznie krajowy pomysł. Ustawa miała wdrożyć unijne rozporządzenie MiCA, które porządkuje rynek tokenów, stablecoinów i platform obrotu w całej Unii Europejskiej. Bez krajowych przepisów wykonawczych Polska zostaje z luką regulacyjną i ograniczonymi narzędziami nadzorczymi.
Rynek nie czeka. Tokeny są emitowane, platformy działają, a reklamy pewnych zysków cały czas krążą w internecie.
Więcej w Bizblogu o krypto
Polityczna gra, realne skutki
Z jednej strony mamy prezydenta, który konsekwentnie twierdzi, że regulacja idzie za daleko. Z drugiej – rząd, który najwyraźniej nie zdołał przekonać głowy państwa ani zmodyfikować projektu w sposób istotny. Efekt jest ten sam co kilka miesięcy temu.
Problem w tym, że w tej przepychance nie chodzi o prestiż. Chodzi o odpowiedzialność. Jeśli Polska nie wdroży w pełni MiCA, ryzykuje spór z Komisją Europejską i potencjalne postępowanie przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To może oznaczać realne kary finansowe dla państwa.
Jeszcze poważniejsze są skutki dla inwestorów. Kryptowaluty to rynek wysokiego ryzyka nawet w stabilnym otoczeniu prawnym. Bez jasnych zasad ryzyko rośnie. Wystarczy spojrzeć na to, co się stało ostatnio z BTC i altcoinami.
Gwałtowne spadki w krótkim czasie wymazały z rynku setki miliardów dolarów. Dla jednych to tylko „korekta”, dla innych strata oszczędności życia. I właśnie w takich warunkach prezydent bez słowa wyrzuca ustawę o kryptoaktywach do kosza. Czeka, aż Polacy zaczną pytać: gdzie jest państwo?
Czas zakończyć wojnę
Może najwyższy czas zakończyć polityczną wojnę i usiąść do stołu. Bez kamer i konferencji prasowych. Z udziałem nadzoru, ekspertów prawa unijnego i przedstawicieli rynku. Trzeba wypracować rozwiązanie, które z jednej strony realnie chroni inwestorów, a z drugiej nie dusi rozwijającej się branży.
Drugi raz ta sama ustawa trafia do kosza. To sygnał, że problem nie leży wyłącznie w jednym podpisie pod dokumentem. Problemem jest brak porozumienia co do zasad gry w jednym z najbardziej ryzykownych segmentów rynku finansowego.
Drodzy politycy, oprzytomnijcie, bo gdy tysiące Polaków zostaną z cyfrowymi tokenami bez pokrycia i z poczuciem, że państwo po raz kolejny ich nie ochroniło, będzie za późno. Frankowicze niczego was nie nauczyli?







































