Należąca do Jeronimo Martins marka Hebe uruchomiła właśnie swój sklep internetowy. Hebe jest ostatnią z dużych stacjonarnych sieci drogerii, która zdecydowała się na otwarcie e-sklepu.

O planowanym otwarciu sklepu internetowego przez Hebe mówiło się już od paru miesięcy. Pierwotnie start miał nastąpić jeszcze w marcu, ale ostatecznie uruchomienia witryny doczekaliśmy się dopiero w drugiej połowie lipca.
Hebe doszlusowało w ten sposób do peletonu.
Swoje e-sklepy ma już właściwie cała konkurencja z Rossmannem, Douglasem, Sephorą i Naturą na czele.
By nieco zachęcić użytkowników, Hebe przygotowało na początek trochę promocji. Wybrane marki (łącznie kilkaset produktów) objęte są 50-proc. obniżkami. Do 40 proc. sięgają też przeceny na całą markę Nivea. Łącznie dostepnych ma być ok. 10 tys. produktów.
Towar dostarczany jest w ciągu 2-3 dni roboczych od momentu, w którym zamówiony towar dostanie status: „przekazane do wysyłki”. Będzie można go odebrać bezpłatnie w stacjonarnym sklepie, albo zaznaczyć opcję, dzięki której kurier DHL dostarczy nam przesyłkę pod drzwi. Za taką przyjemność zapłacimy już jednak 12,99 (przy przedpłacie) albo 14,99 (przy pobraniu). Od 199 zł w górę dostawa jest darmowa.
Trudno tu oczywiście mówić o atakowaniu albo choćby podgryzaniu Rossmanna.
Niemiecka sieć jest na polskim rynku absolutnym hegemonem. Do końca ubiegłego roku drogeria miała nad Wisłą 1300 placówek, w tym roku planuje otwarcie 100 kolejnych. Dla porównania Hebe w grudniu 2018 otworzyło swój 200. sklep.
Dysproporcje dobrze obrazuje badanie zrobione swego czasu przez aplikację zakupową Listonic. Na pytanie o miejsce robienia zakupów drogeryjnych 91 proc. użytkowników wskazało na Rossmanna, nieco ponad 4 proc. na Hebe, a Super-Pharm i Natura dostały odpowiednio 2,9 i 1,1 proc. głosów. I to właśnie polski rynek drogeryjny w pigułce. Rossmann i cała reszta.
Wątpliwe zresztą, by Jeronimo Martins myślało o otwarciu e-sklepu tylko w kategoriach podboju rynku drogeryjnego. Możliwe, że Portugalczycy testują nasz rodzimy e-commerce, by zrobić sobie grunt pod analogiczny ruch w przypadku Biedronki. Niedawno swój sklep internetowy odpalił przecież jej największy konkurent – Lidl. Czy Jeronimo Martins zdecyduje się odpowiedzieć? Czas pokaże, na razie Biedronka (która celuje w coraz zamożniejszych klientów) została na tym polu daleko w tyle.