Związkowcy z JSW najchętniej chcieliby zjeść ciastko i mieć je nadal. W ten sposób trzymają kciuki za lepszą kondycję finansową koksowej spółki, ale mają nadzieję, że jej poprawa nie odbędzie się ich kosztem.

Nie potrafię już nadążyć za górniczymi związkowcami. To znaczy szefów związków zawodowych, którzy od kilkunastu lat, jak nie lepiej, okupują swoje stanowiska i pewnie już nie pamiętają, jak wygląda praca na dole kopalni - rozumiem doskonale. Nawet im zazdroszczę sprytu i zaradności. Ustawili się na lata, węglem się nie pobrudzą, no może trochę popiołu z palonych opon pod tym, czy tamtym ministerstwem na nich spadnie. Przy okazji pensja się zgada i to jak. No i są nie do ruszenia.
Trzęsą się przed nimi kolejni premierzy, najważniejsi związkowcy w kraju zdają sobie z tego doskonale sprawę i ćwiczą rządy z szantażu. I co chwilę wykazują się wyjątkową hipokryzją. Tak, jak teraz, przy okazji publikacji przez JSW „Programu Naprawczego JSW SA na lata 2026–2035 z uwzględnieniem Spółek zależnych”.
Zarząd przedstawia te liczby jako dowód przemyślanej strategii. Dla załogi są one przede wszystkim zapowiedzią ogromnej zmiany warunków, w których ma zostać wykonana praca. Przy takich założeniach nie wystarczy ogłosić, że będzie wydajniej. Trzeba mieć ludzi, sprzęt i przygotowane roboty. Bez tego pozostaje plan, którego wykonanie będzie wymuszane na kopalniach - czytamy na stronie Związku Zawodowego „Jedność” w KWK Pniówek.
Związkowcy zmieniają zdanie w sprawie osłon socjalnych?
To już kolejny raz związkowcy z JSW żalą się na coraz mniej rąk do pracy. Ale czy to przypadkiem nie oni właśnie walczyli w ubiegłym roku o osłony socjalne, które mają zachęcać do odchodzenia z kopalni? Chodzi o urlopy pozwalające maksymalnie do 5 lat na pobieranie do 80 proc. swojego wcześniejszego wynagrodzenia i o jednorazowe odprawy pieniężne w wysokości 170 tys. zł, od których nie trzeba odprowadzać podatku.
Przecież pierwotnie miały one dotyczyć wyłącznie pracowników Polskiej Grupy Górniczej, Południowego Koncernu Węglowego i Węglokoksu. Ale Ministerstwo Energii, pod presją związkowców właśnie, zmieniło projekt ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, dzięki czemu na tego typu wsparcie mogą też liczyć zatrudnieni w JSW i w Bogdance. Ale teraz związkowcy już nie są zadowoleni z tej modyfikacji.
Nie jest żadnym odkryciem, że doświadczenia przodkowca, kombajnisty, elektryka czy ślusarza nie da się odtworzyć poleceniem służbowym. Właśnie dlatego plany odejść powinny wynikać z rzeczywistej sytuacji oddziałów i dostępnych zastępstw. Odpowiedzialność za ich przygotowanie spoczywa na zarządzie - przekonuje Oskar Karwacki, Przewodniczący Związku Zawodowego „Jedność” w KWK Pniówek.
Tnijcie koszty pracy, ale miejsca pracy zostawcie w spokoju
Tylko, że od początku było jasne, że JSW nie uda się wyciągnąć na finansowa prostą bez ostrych cięć w kosztach pracy. Bo tamtejsi górnicy zadbali o siebie wyjątkowo. Przecież dopiero w zeszłym roku zmodyfikowano gwarancję zatrudnienia z 2021 r. Przestały one obowiązywać dla pracowników biura zarządu, zakładu wsparcia produkcji oraz osób zatrudnionych na powierzchni na stanowiskach nierobotniczych. Ale górnicy z JSW nadal mają taką ochronę.
Czyli z jednej strony zgadzamy się na konieczne cięcia kosztów pracy, a z drugiej dajemy jednoznacznie znać, że wara od naszych miejsc pracy. To ma faktycznie sens, prawda?
Działania naprawcze nie mogą sprowadzać się przede wszystkim do szukania oszczędności w kieszeniach pracowników. Zarząd musi przedstawić konkretne rozwiązania, które zapewnią JSW płynność i przyszłość, nie przerzucając głównego ciężaru restrukturyzacji na załogę - czytamy w social mediach Zakładowej Organizacji Koordynacyjnej NSZZ „Solidarność” w JSW.
Ponad 80 związków zawodowych w spółce
W jaki sposób w takim razie JSW ma w końcu przestać bać się o swoją płynność finansową? Jak zarząd spółki ma ciąć koszty pracy, żeby to się związkowcom spodobało? Tego nie da się po prostu pogodzić. No chyba, że spojrzymy na sprawę z zupełnie innej strony. O co chodzi? O słynne uzwiązkowienie w naszych spółkach węglowych, które już dawno przestało mieć cokolwiek wspólnego z logiką.
Więcej o związkowcach przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
JSW akurat jest tego idealnym przykładem. W koksowej spółce ma funkcjonować ponad 80 związków zawodowych, chociaż nieoficjalne informacje wskazują, że w całej Grupie JSW jest ich łącznie nawet więcej niż 130. Każdy ze swoim prezesem, wiceprezesem i strukturami. W sumie to armia ludzi. Ci najważniejsi nie mają nic wspólnego z produkcja węgla. Już od dawna. Za to z przyjemnością bawią się w politykę i wywierają presję tak na zarząd JSW, jak i na sam rząd w Warszawie.
To może zacząć z nimi robić porządek? Larum podniesie się okropne, zgoda. Ale można Polakom pokazać ilu jest przewodniczących związków zawodowych w JSW, jak wyglądają ich uposażenia i przy okazji przypomnieć, kiedy ostatni raz byli na dole kopalni. Gwarantuję, że wtedy większość Polaków najzwyczajniej w świecie się wkurzy. I porządki powinny być łatwiejsze. Wtedy też droga do dobrej kondycji finansowej JSW powinna być o wiele krótsza.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.