REKLAMA
  1. bizblog
  2. Felieton
  3. Samorządy

Rząd ma w swoich szeregach prawdziwy diament. Żądamy awansu dla Michała Wosia

„Zlecenie na premiera”, „atak za jego sukcesy w Brukseli”, „szczujnia” – grzmią zwolennicy Mateusza Morawieckiego, broniąc go w odpowiedzi na publikację dziennikarzy, którzy ujawnili majątek premiera i jego żony. Tylko wiceminister sprawiedliwości Michał Woś zachował zimną krew i pochwalił się, że to dzięki niemu dziennikarze dotarli do licznych nieruchomości premiera. Majstersztyk.

26.05.2021
8:41
Michal Wos
REKLAMA

We wtorek dziennikarze Wirtualnej Polski ujawnili majątek premiera Morawieckiego oraz jego żony i zrobiła się potężna awantura.

REKLAMA

Mateusz Morawiecki to dziecko solidarnościowej nomenklatury. Takie majątki powinny być wysoko opodatkowane (poprawiliśmy, bo autor walnął ortografa – przyp. red.). Nie pochodzą z ciężkiej pracy, ale z kontaktów i kapitału społecznego jego rodziny

– napisał na Twitterze Jan Śpiewak.

I nie ma racji, bo premier Morawiecki ciężko pracował przez ponad dekadę jako prezes jednego z największych banków w Polsce (BZ WBK, obecnie Santandera). Tak, bankowcy też ciężko pracują. Nie, nie będziemy w tym miejscu dyskutować, czy to w porządku, że prezes banku zarabia kilka milionów złotych rocznie. Premier Morawiecki wówczas tyle właśnie zarabiał i wcale nie był w czołówce najlepiej opłacanych bankowców.

Nic więc w tym dziwnego, że zgromadził majątek wyceniany przez dziennikarzy na co najmniej 40 mln zł. Wirtualna Polska zresztą też się temu wcale nie dziwi. Ani nie potępia. Problem polega na czym innym. Premier po prostu nie chciał ujawnić całego majątku, jakim dysponuje. Niby wypełnia oświadczenia majątkowe, do czego jest zobligowany, ale w 2013 zawarł z żoną umowę o podziale  majątku i tego, co na nią przy okazji przepisał, już nie ujawnia.

Zabawne jest to, że kilka lat temu prezes Jarosław Kaczyński grzmiał, jak bardzo ważna jest tu przejrzystość i w 2019 r. zapowiedział:

Jesteśmy gotowi w bardzo krótkim czasie uchwalić ustawę, na podstawie której będzie trzeba ujawniać także majątki małżonek, osób pozostających we wspólnym pożyciu oraz dorosłych dzieci

A premier Morawiecki, który był przyczyną tej dyskusji, ochoczo mu wtórował, deklarując, że wraz z żoną nie mają nic do ukrycia. Tłumaczył się tym, że po prostu nie ma przepisów, które umożliwiłyby mu pokazanie całego majątku.

Wyjątkowo marne tłumaczenie, bo przecież nie ma prawa, które premierowi ujawnienia majątku by zakazywało. To jakby premier Holandii Mark Rutte twierdził, że w jego kraju nie ma prawa, które nakazuje mu jeździć do pracy rowerem, więc nie może tego robić.

Ale wracając do premiera Polski, we wrześniu 2019 r. odpowiednia ustawa została uchwalona, ale w październiku 2019 r. prezydent Duda skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego i jest tam do dziś.

Zlecenie na premiera za jego sukcesy w Brukseli

A wokół majątku premiera Morawieckiego nadal narastają spekulacje, dlatego dziennikarze w końcu podążyli tropem ksiąg wieczystych i wyciągnęli premierowi nie tylko to, co sam podaje w oświadczeniu majątkowym, ale i nieruchomości, które przepisał na żonę. I nie robią mu zarzutów z tego, co ma, ale z tego, że dotąd tego nie chciał ujawnić.

Obrońcy premiera natychmiast ruszyli mu na pomoc wraz z katalogiem ostrych słów, do gry weszła choćby klasyczna „szczujnia”, mniej elegancka „gównoburza” i „chorzy idioci”.

A potem jeszcze trochę manipulacji.

I jakoś ci obrońcy zapominają, że sami nakręcają w ten sposób awanturę wokół majątku premiera, której właściwie mogłoby nie być. I tylko jeden człowiek zachowuje zimną krew - Michał Woś, wiceminister sprawiedliwości, który po mistrzowsku ograł wszystkich.

Michał Woś na rzecznika rządu!

Pytany w studio telewizyjnym WP o komentarz do ujawnionego majątku premiera powiedział:

Państwa artykuł to dowód na skuteczność informatyzacji wymiaru sprawiedliwości, bo to nasze ministerstwo wprowadziło elektroniczne księgi wieczyste.

I jeszcze sarkastycznie pogratulował dziennikarzom WP „wykonania mozolnej pracy”. 

Przecież to genialne odwrócenie kota ogonem! Majstersztyk komunikacji kryzysowej. I właściwie wiceminister nie dość, że zbagatelizował całą sprawę, to jeszcze dla siebie zebrał kilka punktów, wspinając się po pochwały na plecach trafionego premiera - ostatecznie jego szefa.

REKLAMA
Najnowsze
Zobacz komentarze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA