Tusk wskrzesza CPN. Bruksela: co ty robisz, Donald?
W Europie ścierają się dwie wizje rozprawienia się z paliwowym kryzysem. Unijni komisarze zachęcają do oszczędzania i skoordynowanych wspólnych działań. Niektóre rządy, w tym gabinet Donalda Tuska, mają jednak zupełnie inny pomysł na paliwową drożyznę. Jest drogi, ale działa. Na razie.

Jeśli zamierzasz w święta tankować w Polsce, nie zapłacisz więcej za litr niż 6,21 zł w przypadku benzyny Pb95 i 7,87 zł zł, gdy tankujesz diesla. To efekt rządowego programu CPN, który pozwala Ministerstwu Energii wyznaczać ceny maksymalne benzyn i oleju napędowego sprzedawanych na wszystkich stacjach paliw w Polsce.
Unijna odpowiedź na wstrząs
Program, który ma ulżyć Polakom w czasie geopolitycznej zawieruchy związanej z sytuacją na Bliskim Wschodzie, nie podoba się jednak Komisji Europejskiej. Zdaniem Dana Jørgensena, unijnego komisarza ds. energii i mieszkalnictwa, Polska, obniżając na własną rękę VAT i akcyzę od paliw, a także mrożąc ceny, wychodzi przed unijny szereg, czego robić nie powinna. Jego zdaniem bowiem UE ma w tym zakresie działać wspólnie, w sposób „ściśle skoordynowany”.
Musimy działać razem, jako prawdziwa Unia. Tylko dzięki współpracy możemy być silniejsi i skuteczniej chronić naszych obywateli i przedsiębiorstwa – mówił kilka dni temu komisarz Jørgensen.
Wezwał państwa członkowskie, by powstrzymały się od podejmowania kroków, które mogą m.in. zwiększyć zużycie paliwa czy ograniczyć jego swobodny przepływ w UE. Zdaniem komisarza członkowie UE powinni konsultować swoje działania w tym zakresie z unijnymi sąsiadami oraz z KE – żeby zachować „spójność rynku wewnętrznego w całej UE”.
Według Dana Jørgensena najlepszym sposobem na przeciwdziałanie drożejącym paliwom na światowych rynkach (w 30 dni konfliktu na Bliskim Wschodzie gaz podrożał o 70 proc., a ropa naftowa o 60 proc., co miało kosztować UE równowartość 60 mld zł) jest ograniczenie popytu. Inaczej mówiąc: powinniśmy zużywać mniej paliwa. KE zachęca Europejczyków do dobrowolnego ograniczenia korzystania z samochodów, żeby uniknąć scenariusza, w którym paliwo byłoby – podobnie jak kilkadziesiąt lat temu – reglamentowane. I nie jest to prośba o rezygnację z dorobku cywilizacyjnego, o czym zapewnia KE, lecz o inteligentne zarządzanie zasobami w obliczu największego od dekad wstrząsu podażowego.
Czytaj też na Bizblog.pl:
Podręcznik przetrwania
Według komisarza Jørgensena najlepszym sposobem na ograniczenie zapotrzebowania na paliwo jest stosowanie się do zaleceń Międzynarodowej Agencji Energetycznej (International Energy Agency, IEA), która już w marcu wydała stosowny raport. W tym „podręczniku przetrwania” znalazły się konkretne wskazówki dla rządów, firm, a także zwykłych obywateli, których stosowanie ma (od strony popytowej) chronić UE przed skutkami kryzysu. Raport, jak zapewnił Fatih Birol, dyrektor wykonawczy MAE, opiera się na dziesięcioleciach doświadczeń Agencji w tej dziedzinie i zawiera działania, które sprawdziły się w praktyce
Wojna na Bliskim Wschodzie wywołuje poważny kryzys energetyczny, w tym największe zakłócenie dostaw w historii światowego rynku ropy. W przypadku braku szybkiego rozwiązania, skutki dla rynków energii i gospodarek będą stawać się coraz bardziej dotkliwe – mówił w marcu Fatih Birol.
I, niestety, miał rację, o czym świadczą m.in. utrzymujące się znacznie powyżej 100 dol. za baryłkę notowania ropy na światowych rynkach.
10 przykazań od MAE
Proponowane przez MAE (a rekomendowane przez KE) działania skupiają się wprawdzie na transporcie drogowym (odpowiada za prawie połowę globalnego popytu na ropę naftową), ale dotyczą też lotnictwa, przemysłu, a nawet tego, czego powinniśmy używać w domach do podgrzania zupy.
2. Zwolnij o 10 km/h – jedź wolniej na autostradach i drogach szybkiego ruchu.
3. Wybierz transport publiczny – zamiast samochodu postaw na autobus lub pociąg.
4. Jedź do miasta rotacyjnie – ogranicz wjazdy (np. według numerów rejestracyjnych).
5. Dziel przejazdy – korzystaj z carpoolingu i eco-drivingu.
6. Optymalizuj dostawy – popraw załadunek i dbaj o stan techniczny floty.
7. Oszczędzaj LPG w transporcie – jeśli to możliwe, korzystaj z alternatyw.
8. Unikaj lotów służbowych – wybieraj inne środki transportu.
9. Gotuj nowocześnie – przejdź z gazu na urządzenia elektryczne.
10. W przemyśle optymalizuj procesy – aby ograniczyć zużycie surowców.
Autorzy zaleceń zapewniają, że oszczędniejsza konsumpcja paliw może przynieść szybkie oszczędności.
„Praca zdalna (tam, gdzie to możliwe) zmniejsza zapotrzebowanie na paliwo związane z dojazdami, podczas gdy obniżenie limitów prędkości na autostradach o co najmniej 10 km/h ogranicza zużycie paliwa zarówno w samochodach osobowych, jak i ciężarowych. Zachęcanie do przesiadki z samochodów prywatnych do transportu publicznego, wraz z takimi środkami jak naprzemienny dostęp pojazdów prywatnych do dróg w dużych miastach (np. tylko w dni parzyste – red.), może dodatkowo zmniejszyć zatory komunikacyjne i zużycie paliwa. Dodatkowe korzyści można osiągnąć poprzez wspólne przejazdy (car-sharing) i bardziej oszczędny styl jazdy” – wyliczają eksperci MAE.
Wskazują też inne źródła potencjalnych oszczędności. Jednak nawet one, jak przyznają sami autorzy raportu, nie są w stanie w pełni zrównoważyć skali przerwanych dostaw. Mogą natomiast „odegrać znaczącą rolę w obniżaniu kosztów dla konsumentów i zachowaniu paliw do kluczowych zastosowań do czasu wznowienia normalnych przepływów”.
Centralne sterowanie cenami
Polski rząd nie ukrywa, że sytuacja jest poważna.
Faktem jest, że ubytek podaży surowca i gotowych paliw na rynku jest gigantyczny – przyznał na początku kwietnia Miłosz Motyka, minister energii. - Kryzys wywołany konfliktem na Bliskim Wschodzie jest największym kryzysem w ciągu ostatnich 50 lat. A jego pochodną są wysokie ceny – dodał.
I na tym kończy się zgoda między KE a polskim rządem. Ten postanowił bowiem zadziałać na własną rękę, by tankowanie w Polsce było tańsze. Jednak obniżanie akcyzy i VAT na benzynę i olej napędowy wraz z wyznaczaniem ceny maksymalnej na terenie całego kraju nie podoba się unijnym komisarzom. Zdaniem Dana Jørgensena państwa UE nie powinny jednostronnie wpływać na ceny na wewnętrznych rynkach UE – przez np. wprowadzanie dopłat do paliw czy wskazywanie maksymalnych cen – ponieważ prowadzi to do sytuacji, w której przy ograniczonej podaży paliwa popyt na nie zamiast spadać – rośnie.
Sytuacja jest ekstraordynaryjna – odpowiada Miłosz Motyka.
Zdaniem polskiego rządu jej wyjątkowość usprawiedliwia działania, które mają chronić portfele Polaków. I takie właśnie (jak zapewnia szef resortu energii – najsilniejsze w całej Europie) mechanizmy ochronne wprowadziliśmy w Polsce.
Dopóki konflikt na Bliskim Wschodzie się nie zakończy, a moce rafineryjne nie zostaną przynajmniej częściowo przywrócone, dopóty ceny będą nadal podlegały dużym wahaniom i zmianom – twierdzi minister Motyka. – Działania rządu skutecznie służą temu, by te ceny obniżyć – dodaje.
Automatyczny mechanizm cenowy
Zapewnia przy tym, że mechanizm ceny maksymalnej nie jest arbitralny i nie wynika z uznaniowej decyzji.
To precyzyjnie wyliczony algorytm, który pozwala odzwierciedlać sytuację cenową na rynku – przekonuje minister.
Jak tłumaczy Andrzej Wrochna, wiceminister energii, a także pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, mechanizm ceny maksymalnej działa automatycznie – opiera się na średniej cenie hurtowej z poprzedniego dnia. Dane od pięciu największych hurtowników są zbierane codziennie, co, zdaniem rządu, zapewnia wiarygodny obraz rynku i stabilną podstawę wyliczeń. Mechanizm jest też elastyczny.
Minister finansów może szybko korygować VAT i akcyzę, a obniżka VAT automatycznie uruchamia cenę maksymalną. To jedno z najsilniejszych rozwiązań ochronnych w UE – zapewnia Andrzej Wrochna.
Na razie rząd nie planuje ograniczeń dla obcokrajowców, którzy tankują w Polsce, choć, jak zapewniają jego przedstawiciele, sytuację bacznie obserwuje i – w razie potrzeby – jest gotów do działania.
Będziemy analizować sytuację związaną z turystyką paliwową. Mamy przygotowane mechanizmy, które pozwolą nam zainterweniować, zwłaszcza jeśli mogłoby to prowadzić do braków paliwa. Dziś takiego zagrożenia nie ma – zapewnił na początku kwietnia Miłosz Motyka.
Można założyć w ciemno, że taka interwencja spotkałaby się ze sprzeciwem KE. Zresztą jej przedstawiciele już ostrzegali, że mechanizmy różnicowania cen dla obcokrajowców są „wysoce dyskryminujące i sprzeczne z prawem UE”. Uderzają bowiem w integralność wspólnego rynku.
Kosztowna ulga na chwilę
Kierowcy w Polsce mają więc jasność co do tego, ile zapłacą za paliwo i – przynajmniej na czas świąt – nie muszą się martwić ewentualnymi podwyżkami. Jednak mechanizm wprowadzony przez rząd Donalda Tuska budzi kontrowersje – nie tylko unijnych komisarzy.
Analitycy zwracają uwagę, że przyjęte w Polsce rozwiązanie (choć nie jesteśmy w UE osamotnieni; podobne działania osłonowe wprowadzają inne europejskie kraje, np. Włochy, Hiszpania, Węgry, Grecja czy Czechy) jest leczeniem (i to bardzo kosztownym – samo obniżenie VAT z 23 do 8 proc. plus obniżka akcyzy do unijnego minimum to koszt ok. 1,6 mld zł miesięcznie) objawów, a nie przyczyn. I na dłuższą metę nie udźwignie go żaden budżet, tym bardziej że ceny ropy ani myślą wracać tam, skąd wyskoczyły po 28 lutego 2026 r., czyli w okolice 60-70 dol. za baryłkę. Są natomiast podstawy do obaw, że wzrosną jeszcze mocniej – i będą się na wyższych poziomach utrzymywać do czasu pojawienia się oznak jako-takiej stabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Na razie bez obaw
Na razie, jak zapewnia Dan Jørgensen, bezpieczeństwo dostaw w UE jest zagwarantowane (choć „musimy być gotowi na długotrwałe zakłócenia w handlu energią”). W Polsce, według rządu, też jest pod tym względem bezpiecznie. Też „na razie”.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa dostaw i zabezpieczenia kolejnych tygodni Polska znajduje się dziś po bezpiecznej stronie. Mamy dostawy w pełni zabezpieczone, a na obecnym etapie nie ma ryzyka przerwania podaży surowca do Polski – zapewnił 1 kwietnia Miłosz Motyka.



















