Są tylko dwie opcje. Albo sobie cały ten smog sobie wymyśliłem i bezpodstawnie rzucam oskarżeniami w sąsiada, który kilka razy w tygodniu ma zatruwać okolicę śmierdzącym dymem. Albo urzędnicy w Siemianowicach Śląskich i tutejsi strażnicy miejscy zdają sobie z tego sprawę, tylko mają to gdzieś.

Jak wszystkimi możliwymi kanałami informacyjnymi zaczęto przestrzegać przed fatalną jakością powietrza przez pożar wysypiska śmieci w Chorzowie, raptem parę kilometrów ode mnie, to złapałem się na tym, że wychylając głowę przez okno balkonowe nie wiedziałem już co tak naprawdę śmierdzi. I wcale nie dlatego, że przez upały zacząłem traci zmysły (chociaż zawsze to biorę pod uwagę). Po prostu: do smogu i cuchnącego dymu zdążyłem się razem z rodziną już przyzwyczaić. Średnio 3-4 razy w tygodniu sąsiad w swoim domu odpala swój piec i w efekcie zatruwa okolice czarnym, śmierdzącym i nakazującym zaraz zamykać wszystkie okna w domu dymem. Taką ma najpewniej receptę na swoje odpady i niesegregowane śmieci.
Nagrywałem filmiki, umieszczałem je w social media. Zaznaczałem przy tym Straż Miejską w Siemianowicach Śląskich i prominentnych radnych zarówno Platformy Obywatelskiej, jak i Lewicy. Nawet słynnego na całą Polskę prezydenta Rafała Piecha też. Reakcja za każdym razem ta sama: przejmująca cisza. W końcu, jako mieszkaniec zaniepokojony trującym mnie i moich bliskich smogiem - napisałem oficjalne zgłoszenie. Do Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego i kolejny raz w tym temacie zaczepiłem również Straż Miejską. Urzędnicy mnie olali, widocznie tylko mi się wydaje, że są od pomagania mieszkańcom. Z kolei po odpowiedzi strażników miejskich ręce mi opadły. Teraz już wiem na pewno, że samorządowcy po prostu zawiesili walkę ze smogiem na kołku. No chyba, że jest jeszcze jedna opcja.
Smog: czyli byli i niczego nie stwierdzili
Jak tak na spokojnie myślę, to dochodzę do wniosku, że z tą utratą u mnie zmysłów i przy okazji rozumu też - może być jednak bardzo różnie. Dlaczego? Widzę, rzeczy, których - jak się oficjalnie okazuje - po prostu nie ma.
Pana zgłoszenie został przyjęte. Na podstawie przesłanych informacji mamy nadzieję, iż adres wskazany przez Pana pokrywa się z naszymi ustaleniami. Ostatnia kontrola nie wykazała spalania odpadów i paliw objętych zakazem stosowania, a kocioł używany w instalacji grzewczej spełnia wymagania zapisów śląskiej uchwały antysmogowej - informuje mnie starszy inspektor Adam Adamski z siemianowickiej Straży Miejskiej.
Czyli tak: uparcie udaję, że człowiek obok systematycznie zatruwa okolicę cuchnącym dymem. Co więcej: do takiego udawania przymuszam rodzinę: żonę i dwóch synów. A jak się z tego ustalonego przekazu wyłamią - za karę przywiązuję łańcuchem do kaloryfera.
Ale to nie wszystko. Jestem aż tak perfidny i tak bardzo chcę zaszkodzić sąsiadowi (nie znam człowieka, nie wiem, jak nawet wygląda, to nie sąsiad drzwi w drzwi, tylko z budynku obok), że preparuję, rzecz jasna przy pomocy sztucznej inteligencji, co najmniej kilka filmików, które mają udowodnić, że zatruwanie okolicy gryzącym dymem jest najświętszą prawdą. Niezależnie od pory dnia, czy temperatury panującej na zewnątrz.
A na koniec w swoim szaleństwie sprawą staram się zainteresować wszystkich: prezydenta miasta, radnych, strażników miejskich i urzędników. Na szczęście (oprócz ostatniej odpowiedzi Straży Miejskiej) wszyscy o moim smogowym obłędzie dobrze wiedzą i moje zaczepki pomijają milczeniem. Karuzelę wariactwa można tak zatrzymać.
A może nadleci legendarny dron, którego nie widziałem?
W skrócie: zwariowałem po prostu. I mam na to chyba coraz więcej dowodów. Nie tak dawno przecież pełniący obowiązki rzecznika prasowego Urzędu Miasta w Siemianowicach Śląskich Rafał Jakoktochce prawie z sukcesem przekonywał mnie, że do walki ze smogiem tutejsza Straż Miejska wykorzystuje najnowocześniejsze techniki. Chodzi o bezzałogowy statek powietrzny, wyposażony w kamerę i system teledetekcyjny oraz urządzenie badające skład dymu.
Samo badanie wykonane za pomocą drona nie może być podstawą do podjęcia dalszych czynności np. w ramach postępowania mandatowego, dlatego funkcjonariusze Straży Miejskiej przeszli szkolenie w zakresie pobierania próbek popiołu z palenisk, aby w uzasadnionych przypadkach przesłać je do analizy i potwierdzić nieprawidłowości związane z spalaniem odpadów lub paliw objętych zakazem stosowania. Straż Miejska posiada stosowną umowę z certyfikowanym podmiotem w zakresie analizy próbek popiołu - zaznaczał wtedy Jakoktochce.
Więcej o smogu przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
I wtedy bezczelnie, a teraz wiem, że przez najzwyczajniejszy w świecie obłęd, zarzucałem siemianowickim urzędnikom, że takiego drona nie ma, bo ja - mieszkając na tym osiedlu już ponad 9 lat - nigdy go nie widziałem. O, ja głupi. Tak dron na bank tutaj lata, może nawet dwa razy dziennie. Nad wskazanym przeze mnie kominem też był i tylko potwierdził przypuszczenia strażników miejskich, ze smogu tutaj żadnego nie było, nie ma i nie będzie.
Ja po prostu go nie widzę. Tak mam: niektóre rzeczy widzę, chociaż tak naprawdę ich nie ma. A tych rzeczywistych z kolei nie dostrzegam. Aż tak mi się odkleja w głowie. Nie ma innej opcji. No chyba, że w Siemianowicach Śląskich walkę ze smogiem mają po prostu w nosie. Strażnicy żadnej inspekcji nie przeprowadzili, żadnego drona nie wysłali i w ten sposób moje zgłoszenia zwyczajnie ignorują.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.