REKLAMA

Nowy efekt AI. Apple: podnosimy ceny, inwestorzy: no to cześć, my spadamy

Apple podniósł ceny wybranych urządzeń. Nie chodzi jednak o zwykłą korektę cennika ani prostą próbę zwiększenia zysków. Rynek odczytał decyzję producenta iPhone’ów i Maców jako sygnał, że boom na sztuczną inteligencję zaczyna podbijać koszty elektroniki użytkowej.

wyniki apple
REKLAMA

Apple przyzwyczaił rynek do tego, że może sprzedawać sprzęt drożej niż konkurencja, a klienci i tak zostają w jego ekosystemie. W normalnych warunkach podwyżka cen mogłaby więc zostać odebrana jako pokaz siły marki. Droższy MacBook czy iPad oznaczałyby prostą historię: Apple wierzy w popyt, klienci zapłacą więcej, a marże spółki pozostaną pod kontrolą.

Tym razem reakcja była inna. Jak wskazuje XTB, po informacji o podwyżkach akcje Apple’a traciły ponad 5 proc. Inwestorzy nie zobaczyli w tej decyzji zapowiedzi większych zysków, ale raczej dowód na to, że nawet tak potężna firma musi coraz mocniej bronić rentowności przed wzrostem kosztów.

REKLAMA

Powód? Apple tłumaczy podwyżki wzrostem cen pamięci RAM. To segment, w którym producenci komputerów, tabletów i telefonów coraz ostrzej rywalizują z centrami danych budowanymi pod sztuczną inteligencję. Innymi słowy: sprzęt trafiający na biurka zwykłych klientów konkuruje dziś o komponenty z infrastrukturą potrzebną do trenowania i obsługi modeli AI.

To nie są kosmetyczne zmiany

Skala podwyżek pokazuje, że nie mówimy o drobnej korekcie cennika. Według zestawienia XTB Research i Apple wybrane urządzenia podrożały od 16,7 do 25 proc. Nominalnie oznacza to od 100 do 300 dol. więcej przy zakupie jednego sprzętu.

 class="wp-image-2761322"
Podwyżki cen wybranych urządzeń Apple. W zestawieniu XTB Research i Apple wzrosty sięgają od 16,7 do 25 proc. Źródło: XTB Research, Apple

Najmocniej procentowo wzrosła cena iPada Air, o 25 proc. MacBook Air podrożał według zestawienia o 200 dol., czyli o 18,2 proc., a MacBook Pro o 300 dol., czyli o 17,7 proc. To poziomy, których klient raczej nie przeoczy przy kasie.

REKLAMA

Więcej o sztucznej inteligencji

W klasycznym scenariuszu takie ruchy mogłyby sugerować, że Apple jest pewny popytu i może przerzucać wyższe ceny na klientów bez większego ryzyka dla sprzedaży. XTB zwraca jednak uwagę, że tym razem chodzi raczej o coś innego: wzrost cen ma rekompensować drożejące komponenty, a nie otwierać drogę do poprawy marż.

REKLAMA

Droższa pamięć zjada zyski

Według orientacyjnych szacunków przywoływanych przez XTB koszt pamięci RAM w produktach Apple’a może odpowiadać za kilkanaście procent całkowitych kosztów produkcji. W mocniejszych konfiguracjach ten udział rośnie, bo im bardziej zaawansowane urządzenie, tym większe znaczenie mają pamięć i parametry techniczne.

REKLAMA

Problem polega na tym, że ceny pamięci w segmencie, w którym działa Apple, miały w ostatnim roku wzrosnąć o ok. 150-200 proc. Przy takiej skali zwyżek podniesienie cen gotowych urządzeń o kilkanaście lub dwadzieścia kilka procent nie musi oznaczać większego zarobku. Może jedynie zasypywać dziurę powstałą przez droższe komponenty.

Analitycy XTB ujmują to wprost:

REKLAMA

Obecne podwyżki są w stanie jedynie zrekompensować wzrost cen – bez nadziei na ekspansję marży i przy oczekiwanej presji na wzrost sprzedaży.

To tłumaczy nerwową reakcję rynku. Inwestorzy nie dostali historii o wyższych zyskach, tylko historię o rosnącej presji kosztowej. A ta może nie skończyć się na jednej podwyżce.

REKLAMA

Kurs Apple’a pod presją

Na wykresie Apple widać, że mimo gwałtownej reakcji notowania pozostają w długoterminowym trendzie wzrostowym. XTB zwraca uwagę na szeroki kanał wzrostowy oraz techniczne strefy, które mogą ograniczać dalszą przecenę. Dla zwykłego inwestora ważniejszy jest jednak sam sygnał: rynek potraktował podwyżki jako ostrzeżenie, a nie powód do optymizmu.

REKLAMA
Rynek negatywnie przyjął podwyżki cen Apple’a. XTB zwraca uwagę, że mimo korekty notowania pozostają w długoterminowym trendzie wzrostowym. Źródło: xStation

Z technicznego punktu widzenia XTB wskazuje m.in. na długoterminowy, rozszerzający się trend wzrostowy oraz strefę oporu między 260 a 240 dol., która może zbiegać się z potencjalnym dolnym ograniczeniem kanału wzrostowego. W komentarzu pojawia się też odniesienie do przecięcia średnich EMA100 i EMA200, które można interpretować jako sygnał wspierający scenariusz wzrostowy.

To jednak giełdowe tło. Sednem sprawy jest to, że Apple pokazał problem znacznie szerszy niż własny cennik.

REKLAMA

Boom na AI nie jest darmowy

Do tej pory inwestorzy patrzyli na sztuczną inteligencję głównie przez pryzmat zwycięzców. Nvidia, producenci chipów, centra danych, chmura i spółki obiecujące automatyzację wszystkiego stały się bohaterami giełdowego boomu. Teraz coraz wyraźniej widać drugą stronę tej historii.

REKLAMA

AI nie tylko tworzy nowy popyt. AI wysysa też zasoby z innych części rynku. Pamięci, półprzewodniki, moce produkcyjne i łańcuchy dostaw nie są z gumy. Jeżeli centra danych są w stanie płacić więcej za komponenty, producenci elektroniki użytkowej muszą albo zaakceptować niższe marże, albo przerzucić część kosztów na klientów.

Apple wybrał drugą drogę. I właśnie dlatego ta decyzja jest tak ważna. Jeżeli firma o takiej skali zakupów, sile negocjacyjnej i kontroli nad łańcuchem dostaw musi podnosić ceny, to znaczy, że presja kosztowa może być problemem także dla słabszych producentów.

REKLAMA

To może rozlać się na inne spółki

XTB zwraca uwagę, że inwestorzy mogą zacząć coraz uważniej wyceniać rozciągnięte łańcuchy dostaw oraz rosnące koszty komponentów elektronicznych nie tylko w przypadku Apple’a. Podobna logika może dotknąć także spółek, które są pośrednio zależne od cen sprzętu i kondycji konsumentów.

W komentarzu pojawia się przykład Take-Two, właściciela Rockstara, które rośnie na oczekiwaniach wobec GTA VI. To oczywiście bardziej rynkowa spekulacja niż prosty związek przyczynowo-skutkowy, ale mechanizm jest czytelny. Jeżeli sprzęt potrzebny do grania staje się droższy, część konsumentów może opóźniać zakupy albo ograniczać wydatki na rozrywkę.

Inwestorzy do tej pory chętnie wyceniali spółki pod efekt AI. Teraz mogą zacząć liczyć także koszty tego efektu.

REKLAMA

Apple pokazał ukryty rachunek za sztuczną inteligencję

Apple pozostaje jedną z najmocniejszych marek świata. Ma lojalnych klientów, potężny ekosystem i skalę, której większość konkurentów może tylko zazdrościć. Ale właśnie dlatego jego decyzja jest tak istotna.

Podwyżki cen MacBooków i iPadów pokazują, że boom na sztuczną inteligencję nie kończy się na centrach danych, serwerach i wycenach spółek technologicznych. Jego koszty zaczynają przenikać do zwykłej elektroniki użytkowej. A to oznacza, że rachunek za AI coraz częściej może widzieć nie tylko inwestor na giełdzie, ale też klient stojący przed wyborem nowego komputera albo tabletu.

REKLAMA
Arek Braumberger
Redaktor

Szef redakcji Bizblog.pl. W mediach od 30 lat. Pisze o małym biznesie, podatkach i finansach osobistych. Do Spidersweb.pl przeszedł z Wirtualnej Polski, gdzie najpierw był szefem wydawców Money.pl, a potem zastępcą redaktora naczelnego. Pierwszą posadę w mediach dostał w „Gazecie Wyborczej”, pracował w „Pulsie Biznesu”, „Życiu”, miesięczniku „Pieniądz”, „Businessman Magazine”, Miesięczniku Finansowym „BANK”. W tym ostatnim był redaktorem prowadzącym kilku edycji prestiżowych raportów „Największe banki w Polsce“ oraz „IT@BANK”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA