Liczy się tylko wyborczy sukces. Nic innego nie ma znaczenia. Żeby osiągnąć cel można kłamać i wspinać się na szczyt hipokryzji. Każda metoda dozwolona. Niestety, słowa Przemysława Czarnka, desygnowanego na stanowisko szefa rządu, pokazują, że taka definicja polityki jest właśnie obowiązująca.

Wybór konserwatywnego bardziej od Jarosława Kaczyńskiego Przemysława Czarnka na kandydata PiS na przyszłego premiera Polski ma sens. Na serio. Zepchnięta do defensywy główna partia prawicy ma twardy orzech do zgryzienia. Tym razem droga do przyszłej władzy jest bardzo wyboista. Na samodzielne rządy nie ma co liczyć i trzeba od zera odbudować zdolność koalicyjną. Jednoczenie uderzając w Brauna - bo tak chcą Stany Zjednoczone, które chyba mają PiS na krótkiej smyczy, co zamieszanie wokół SAFE dobitnie pokazało.
Przecież w ostatnich dniach przedstawiciele ambasady USA mieli wydeptać ścieżkę do Nowogrodzkiej, żeby się upewnić do do prezydenckiego weta. Warszawa ma kasę na zbrojenie wydawać za oceanem, a nie w Europie. Dlatego Czarnek na ten trudny czas jest idealnym kandydatem. Że za bardzo betonowym i jeszcze bardziej na prawo od Konfederacji? Przecież chodzi dokładnie o taki przekaz. To polityka w czystej postaci.
Nic tak nie łączy szeregów, jak wspólny wróg
I tego Czarnka będzie z dnia na dzień więcej. Ma każdym zdaniem wzbudzać kontrowersje, zgodnie z porzekadłem, że nie ważne o czym mówią, ale istotne, że mówią. Stąd pomysł, żeby były minister edukacji stał się twarzą PiS, który - tak jak miało to miejsce zarówno w przypadku Beaty Szydło, jak i Mateusza Morawieckiego - zaraz ruszy w Polskę ze swoim twardym przekazem.
To jaki będzie - już teraz z grubsza wiadomo. Skoro brakuje głosów poparcia, trzeba antagonizować jeszcze bardziej. Sprawdziło się to wcześniej, to i pewnie też teraz tak będzie. Dlatego główny atak wycelowany jest w zieloną Unię Europejską i słynne już „OZE-sroze”.
A co z argumentami, że obecny bałagan to w sporej mierze zasługa rządu Morawieckiego? Trzeba odbijać piłeczkę, że kłócącą się z PiS Konfederacja, to tak naprawdę przyboczni Tuska. Przecież kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą, co nie? Tak było, jest i tak też będzie. Na prawicy jest tylko PiS, a reszta to przeszkody, które trzeba szybko pokonać. Jest przekaz, teraz czas na jego realizację.
Hipokryzja, czyli drugie imię polityki
Jeszcze 20–30 lat temu politycy musieli się bardzo pilnować. Jedno nieprzemyślane zdanie potrafiło skończyć raz na zawsze karierę. Przykładem jest chociażby premier Włodzimierz Cimoszewicz, który zarzucił - całkiem słusznie przecież - zalanym rolnikom brak ubezpieczenia.
Ale dzisiaj ten mechanizm nie działa. Głownie przez rozpędzone do granic możliwości tempo życia. Coś nas interesuje raptem chwilę i już nasza percepcja szuka nowej ofiary. Przez lata nauczyliśmy nasz mózg takich strzałów dopaminy i ten teraz nie chce inaczej działać. Za bardzo mu się spodobało. Dziwne, prawda?
Dlatego politycy mogą mówić już nie wiadomo, jakie głupoty, wspinać się przy okazji w blasku fleszów na kolejne szczyty hipokryzji - a i tak nic im nie będzie. I przywołany do tablicy Przemysław Czarnek jest tego idealnym wręcz przykładem. Desygnowany przez PiS na przyszłego premiera przeprowadził atak na OZE, bo partie idące po władze zawsze kochają górników i węgiel, to przecież za duża siła wyborcza, żeby było inaczej. I wszystko się wydało. Tylko co z tego?
Dotacje UE na OZE przyszłego premiera
Bardzo szybko okazało się, że Przemysław Czarnek, który uważa OZE za największe zło, sam z tego zła w najlepsze korzysta. Na dachu swojego domu ma panele fotowoltaiczne. Przed ich montażem kandydat na premiera Polski płacił za prąd ok. 2,5 tys. zł rocznie. Potem, dzięki tej fotowoltaice, te rachunki spadły o jakąś połowę, do ok. 1–1,2 tys. zł. Czyli chyba się opłacało, prawda? Nic z tych rzeczy. Według Czarnka było to „kompletnie nieopłacalne”. Przy okazji były minister edukacji boi się każdego dnia, żeby mu się nic na dachu nie zapaliło.
Będę demontował te panele ze swojego dachu w pewnej perspektywie, dlatego że one w ogóle nie byłyby potrzebne, gdyby energia w Polsce bazowała na tym, co mamy - stwierdził Czarnek na antenie Radia Zet.
Co gorsza: kandydat PiS na przyszłego szefa rządu przy okazji zakupu paneli fotowoltaicznych korzystał z unijnego projektu dla gminy Jastków „Jesteśmy EKOlogiczni”. Wychodzi wiec na to, że Czarnek nie tylko poszedł w OZE, ale zrobił to za pieniądze od złej Brukseli. A teraz eksperci wskazują, że z tym demontażem paneli fotowoltaicznych na dachu domu Przemysława Czarnka może być kłopot. Bo trwałość tego projektu UE to 5 lat, a były minister edukacji zakupił panele w 2021 r. Trzeba będzie więc ciut poczekać.
Instalacja działa od listopada 2021 r., więc taki polityczny teatr przed końcem trwałości projektu mógłby się skończyć bardzo kosztownie pod każdym względem dla tego aktora - zwraca uwagę w serwisie X Paweł Lachman, prezes Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła (PORT PC).
Droga do władzy wszystko wybacza?
Żeby było jasne: nie boli mnie wyłącznie hipokryzja polityczna Przemysława Czarnka. Wiem, że taki sam pęd do władzy mają ludzie z każdej strony naszej sceny politycznej, na co też nie brakuje przykładów. Świętości nie ma żadnej. Liczą się wyłącznie wyborcze głosy i końcowy efekt. W jaki sposób zadbamy o dobry wynik, po jakie rozwiązanie będziemy sięgać, jakich sojuszników dobierać - to nie ma żadnego znaczenia.
Polityce bacznie przyglądam się już trzecią dekadę i widzę wyraźnie pogłębiającą się degrengoladę. Nie ma już takich granic, których nie przekroczy polityk, żeby dopiąć swego. Kwestia charakteru, charyzmy i siły przebicia.
W którym kierunku to podąża? Nie mam zbyt dobrych prognoz. Moim zdaniem za obecne przyspieszenie życia odpowiada w pierwszej kolejności internet. Wszystko załatwiamy tu i teraz, czekanie jest mocno passe. Nawet scrollowanie kciukiem traci sens, jak w ciągu 30 sekund nie zobaczymy czegoś ciekawego, co zatrzyma naszą percepcję maksymalnie na 4-5 sekund. A teraz do tego wszystkiego dochodzi rozpychająca się coraz bardziej łokciami sztuczna inteligencja.
Przyspieszymy wiec jeszcze bardziej, co zresztą już dzisiaj widać. Kiedyś, nie aż tak dawno temu, chcąc wyznaczyć trasę do jakiegoś miejsce musieliśmy kilka razy w coś kliknąć, coś wpisać. Dzisiaj piszemy całe zdanie w wyszukiwarkę i po sekundzie AI tłumaczy nam wszystko, co chcieliśmy. Łopatologicznie, każdy zrozumie. Jeszcze szybciej. Jeszcze dokładniej. Jeszcze bardziej precyzyjnie.
Więcej o polityce przeczytasz w Bizblog:
W polityce zaś od lat populizm pokazuje, że nie ma niego mocnych. Widzicie: Czarnek pluje na OZE, które sam ma na dachu. I co z tego? Nic. Ktoś się oburzył, wspomina o hipokryzji i tyle. Czas leci dalej, nie ma co stać dłużej w miejscu, nawet przy panelach fotowoltaicznych być może przyszłego szefa rządu. I będzie coraz gorzej pod tym względem. Walczący o władzę politycy sięgną już po każde kłamstwo, nie będą mieli żadnych hamulców.
Ktoś w serwisie X napisał, komentując słowa Czarnka o OZE, że dobrze, że desygnowany przez PiS na premiera nie ma dziecka z in vitro. Sugerując, że wtedy polityczna hipokryzja mogłaby podpowiedzieć Czarnkowi, żeby - chcąc się przylizać przyszłemu, konserwatywnemu wyborcy - takiego dziecka się jak najszybciej pozbyć. Myślicie, że to pewnie polityczne science fiction? Ja tego już tak bardzo pewny nie jestem.
Fot. KPRM.



















