Jeszcze bardziej jestem za zieloną energią. To dzięki niej uniknęliśmy blackoutu
Bardzo ciekawi mnie dlaczego zwolennicy gazu ziemnego i węgla nagle nabrali wody w usta. W trakcie ekstremalnej pogody okazało się, że najlepszą receptą na rosnące gwałtownie zapotrzebowanie energetyczne były OZE. Prawda aż tak w oczy kole?

Na polskim energetycznym froncie bez zmian. Przedstawiciele zwalczających się wzajemnie obozów okopali się i tylko czekają na okazję do kolejnego ataku. Zwolennicy paliw kopalnych, czyli w przypadku Polski przede wszystkim gazu ziemnego i węgla, niezmiennie twierdzą, że dalej powinniśmy bez żadnych ograniczeń korzystać ze swojego bogactwa naturalnego, nie oglądając się na innych.
A Unia Europejska wpycha nam w gardło politykę klimatyczną (na którą sami się zgodziliśmy, ale cicho sza!) i zaraża w ten sposób lewacką ideologią. Druga strona, ta stawiająca na OZE, opowiada się za ochroną środowiska i wyhamowaniem zmian klimatu, a także globalnego ocieplenia. I ekstremalne, bezprecedensowe upały tego lata nic w tym układzie sił nie zmieniły, a mogły.
Postawmy sprawę jasno: to źródła odnawialne ratowały nam skórę podczas fali upałów. W mijającym tygodniu dzięki transformacji energetycznej uniknęliśmy powtórki z sierpnia 2015 r., czyli ograniczania dostaw energii dla odbiorców - pisze w serwisie X Jakub Wiech, dziennikarz i analityk zajmujący się rynkiem energetycznym.
OZE uratowały nas przed blackoutem
Ustalmy jedno: tak ekstremalne upały oznaczają większe zapotrzebowanie energetyczne. Bo w ruch idą wszelkiego rodzaju wiatraki, klimatyzatory, chłodnie i lodówki. A te pracują na prąd, którego przy takiej pogody po prostu potrzebują więcej i dla całego systemu elektroenergetycznego może to być nie lada problem. Do tego dochodzi kłopot elektrowni z otwartym systemem chłodzenia. Zbyt ciepła woda z rzek do tego się nie nadaje i nie ma innego wyjścia, jak ograniczać pracę bloków, co miało ostatnio miejsce w elektrowniach w Połańcu i Kozienicach. Dlatego tak istotne jest wsparcie ze strony OZE.
Warto podkreślić: przez pogodę zawiodły elektrownie węglowe, a nasz system ratowały źródła odnawialne. Gdyby nie technologie, które zbudowaliśmy w ciągu ostatnich 10 lat, czyli przede wszystkim źródła odnawialne, to musielibyśmy testować wytrzymałość naszego starzejącego się parku jednostek węglowych. Co najprawdopodobniej skończyłoby się źle, czyli np. tak, jak w 2015 r., kiedy trzeba było wprowadzać 20. stopień zasilania - przypomina Jakuba Wiech.
Energetyczna różnica na przestrzeni ostatniej dekady jest ogromna. W sierpniu 2015 r. OZE, czyli bezemisyjne źródła energii, odpowiadały za 0,93 GW. Emisyjne zaś miał udział na poziomie 15,11 GW. W sierpniu 2026 r. jesteśmy pod tym względem w zupełnie innej rzeczywistości. OZE produkują nawet 5–6 GW energii, a z gazu i węgla jest jej ok. 11–12 GW.
Czy to znaczy, że nie potrzebujemy innych mocy tylko OZE? Nie, oczywiście, że nie. Ale to pokazuje, że jest sens dokonywać transformacji właśnie za pomocą sporej ilości źródeł odnawialnych - twierdzi Wiech.
Podziękujmy w pierwszej kolejności fotowoltaice
Wśród źródeł OZE, dzięki którym uniknęliśmy blackoutu w trakcie upałów, szczególnie wyróżnia się fotowoltaika.
Dzięki - przede wszystkim - fotowoltaice mogliśmy odciążyć nasze węglówki w momentach szczytowego zapotrzebowania, więc nawet utrata 1,1 GW mocy w Połańcu i Kozienicach przez problemy z chłodzeniem nie była dla nas poważnym problemem. I to pomimo zapotrzebowania na moc sięgającego ok. 23 GW = zwraca uwagę Jakub Wiech.
Więcej o OZE przeczytasz w Bizblog Spider’s Web:
Bo też boom na energię słoneczną w naszym kraju cały czas trwa. Już w kwietniu br. fotowoltaika pobiła rekord wszech czasów i była na poziomie 2,7 TWh, czyli aż o 22 proc. więcej niż jeszcze rok wcześniej, w kwietniu 2025 r. Na koniec maja 2026 r. w Polsce zarejestrowanych było ponad 1,6 mln prosumentów, a łączna moc zainstalowana (licząc także farmy słoneczne) wyniosła 26,9 GW. Z kolei w czerwcu kwietniowy rekord padł, a energia słoneczna dała nam pierwszy raz w historii ponad 3 GW. Biorąc zaś pod uwagę, że letnie temperatury powyżej 35 st. C mają stać się u nas normą - to kolejne rekordy ze strony fotowoltaiki są tylko kwestią czasu.
Najwyższa produkcja energii słonecznej jest zwykle obserwowana w maju-sierpniu, więc może nadejść więcej rekordów - przekonuje w serwisie X Nicolas Fulghum, starszy analityk danych energetycznych i klimatycznych w Ember, główny autor Global Electricity Review 2026.
Dziennikarz serwisu Bizblog.pl. Zawodowo pisze już od ćwierć wieku. Dawniej m.in. Goniec Górnośląski, Dziennik Zachodni, Magazyn Gospodarczy „Fakty”. Współpracował m.in. z Miesięcznikiem Finansowym „Bank”. Zajmuje się głównie sprawami gospodarczymi - z obszaru energetyki i jej transformacji. Pisze o górnikach, hutnikach, energetykach, odnawialnych źródłach energii, a także o polityce jądrowej, czy przyszłej strategii wodorowej. Nie obce mu są też tematy związane ze skutkami biznesowymi następujących już zmian klimatu. Specjalizuje się również w kwestiach związanych z usytuowaniem prawnym tak marihuany rekreacyjnej, jak i jej medycznej odmiany.